Gdy coś budujesz, buduj byle jak

Gdy coś budujesz, buduj byle jak

Sierpnia 2010 mój komputer najlepiej wspominał nie będzie. To był dla niego ciężki okres: czas wielokrotnej, wielodniowej rozłąki. Najpierw urlop w Gdańsku, a od niedzieli 22 sierpnia prace rozbiórkowe w ramach przebudowy ganku u teściów. Zajebka na maksa, szczerze powiedziawszy, czego zwieńczeniem jest tytuł tego wpisu :)

Teściu mój, to gość solidny, który jak coś robi, to robi najlepiej jak się da. Tak też było wówczas, kiedy wiele wiele lat temu budowano ganek. Gdy ten przyszło nam teraz rozbierać, wielokrotnie śmialiśmy się, że gdyby nie ta jego staranność, to teraz prace szłyby nam zdecydowanie szybciej. I żarty żartami, ale to prawda.

Te części ganku, które zbudowali fachowcy, rozsypywały się w dłoniach, jeśli porównać je do dzieł teścia. Począwszy od drewnianych elementów, na stropach i wylewkach skończywszy. Na szczęście pogoda dopisała i mogliśmy dzień po dniu pracować; no, wczoraj jedynie padało, ale nie stanowiło to żadnej przeszkody, bowiem to, co było do skucia, znajdowało się pod przykryciem. Pozostaje poczekać na przyjazd koparki, która wybierze ziemię i resztki gruzu i można będzie przejść do stawiania ganku, większego od poprzedniego. Fundamenty pod nowy wylane zostały jeszcze przed rozpoczęciem prac rozpierdzieleniowych ;)

przebudowa ganku, fundament
no :)

Fajnie czuć takie solidne, fizyczne zmęczenie, ale do jasnej ciasnej nie teraz! W niedzielę mam być jednym z fotografów podczas imprezy „Zaraź się koszykówką”. Wydawało mi się, że do środy ten ganek rozwalimy i będzie kiedy ogarnąć się, ale skończyliśmy w piątek, gdzie ów piątek był zdecydowanie najcięższym dniem (ręczne kucie + ładowanie dwóch przyczep gruzu). Oj, będą zakwasiory na niedzielę… może wezmę sobie krzesełko albo asystenta, który będzie pomagał mi wstawać :)Nie zdążyłem też poćwiczyć paru fotograficznych trików, które na pewno uatrakcyjniłyby serię z tego basketballowego mitingu… Trudno się mówi. Póki co delektuję się możliwością pisania na Szuman.eu, który to blog ostatnio mocno zabiedziłem. Po części z wyboru, bowiem mając niewiele czasu wolałem spożytkować go na skrobanie na Wsubiektywie.pl – tam tak mało, łyso, pusto i odwiedzających niewiele. I czasu niewiele, a pomysłów wiele. Ajj dupa.

Za niedługi czas być może znów mnie przebudowa teściowego ganku wsyśnie na dni kilka, ale pal licho. Świetna to odskocznia od komputera i aparatu. Dając sobie fizyczny wycisk robię sobie dobrze, ponieważ ostatnio zaczynałem coś powątpiewać w swoją fizyczną formę :) Niby ćwiczę coś tam trochę dla formy i kondycji, niby żrem dobrze, ale jadąc z misją pomagania teściowi zastanawiałem się, czy czasem po pierwszym dniu nie będę zaciskał zębów przy każdej próbie rozprostowania zakwaszonych kończyn :) Super poszło, obawy okazały się być na wyrost; jedynie w środę bodajże przesiliłem prawą rękę i do końca prac towarzyszył mi umiarkowany ból, ale na szczęście nie uniemożliwił mi on działania.

Hmm… zrezygnowałem z captcha przy dodawaniu komentarzy, w pełni zdając się na antyspamowe serwery, ale średnio skutecznie to działa. Kilka spamów tygodniowo się przeciśnie, ciekaw tylko jestem, jak wygląda to na podobnych blogach do mojego. Podobnych w sensie liczby linków, popularności – jak zwał tak zwał, w sumie nie bardzo wiem, co przyciąga spamboty…

Subskrybcja
Powiadom o
guest
7 komentarzy
Wbudowane komentarze zwrotne
Pokaż wszystkie komentarze
Jurgi Filodendryta

Prace rozpierdzieleniowe — za tę elastyczność kocham ten język. :)
Co do captchów – regularnie twierdziło mi, że źle wpisałem, mimo że ewidentnie wpisane było dobrze, albo biadało nad brakiem identyfikatora sesji. Drugi raz zawsze był skuteczny. Jestem ciekaw, czym to idzie, bo powtarza się to na wybranych blogach, ale niezależnie od ich silnika.

Kamara

heh wysilek fizyczny zawsz robi dobrze na nasze cialo… noooo… ale do przesady. Takie zmeczenia jakie ty miales z tym gankiem to niezly maraton wysilku. Ale powiem Ci ze co nas nie zabije to nas wzmocni :)

szuman

@[b]Jurgi Filodendryta[/b], podejrzewam, że tym problemom z captcha winne było po prostu wygaśnięcie sesji i unieważnienie wyświetlonego kodu. Miałem na to swój sposób: gdy od momentu ostatniego przeładowania strony do chwili wysłania formularza upłynęło sporo czasu, przed wysłaniem komentarza odświeżałem sobie kod* i przepisywałem te świeżutki – działało :)

*kliknięcie na obrazek odświeża

@[b]Kamara[/b], wiesz, nie narzekałbym na to zmęczenie gdyby nie taki szkopuł, że przeszkadzało mi w pracy (fotografowaniu imprezy). Do tego wszystkie doszło przeziębienie i zdechnięty się czułem przez 2 doby :)

SpeX

Mam nadzieje iż na szumanie jeszcze coś będziesz pisała. Bo subiektyw już dość dość porządnie na start zasiliłeś.

Ad. Captcha. U ciebie to jeszcze było coś napisać. Jak nie za pierwszym to max 3 razem szło. Z innych S9Pitowych blogów, to na sasni.eu w ogóle nie szło coś na pisać. Miałem raz posta którego próbowałem skomentować przez dwa tygodnie. I za chiny nie chciał przyjąć koda z obrazka.

Z tego co widzę, to od czasu do czas coś się przeciśnie (ślad via RRS) ale nie jest z tym tak źle.

szuman

@[b]SpeX[/b], ostatnio żyję fotografią, więc tak wychodzi, że jeśli coś wymyślę, to na Wsubiektywie.pl. Ale spokojna głowa, jesień idzie, więc i czasu będę miał więcej, a wtedy czasu starczy na obydwa blogi, a kto wie, czy nie powstanie jeszcze coś… :D Co do Captcha, to wywaliłem, bo działało różnie, a to, czy w ogóle udało się dodać komentarz, w dużej mierze zależało od przeglądarki. Najwięcej problemów miałem spod Chrome; pod tą przeglądarką za chiny ludowe nie szło dodać komentarza… A było to u Sasni’ego właśnie. Zrezygnowałem z captcha na rzecz Akismeta, ale sporo przepuszczał. Swoją drogą szuman.eu jest dość popularny… Czytaj więcej »

SpeX

To mi u Sasni nie szło w ogóle przez te 2 tygodnie, nie zależnie czy system był świeży czy chodził cały dzień. Nie ważne czy to był FF, Safari czy Chrom, czy nawet IE. Nigdzie nie szło.

Właśnie widzę iż wywołałem cię dziś jak wilka z lasu, ratuj tą płytę :D

szuman

hehe, bo Ty, drogi SpeXie, masz takie szczęście, że zawsze trafisz z przypomnieniem akurat wtedy, gdy ja coś po przerwie piszę :) Przynajmniej dwa takie przypadki pamiętam: raz w komentarzu, a raz na mail niecierpliwiłeś się, a za każdym razem ja byłem akurat w trakcie pisania. Tu akurat ogarniałem obrazki do wpisu, gdy wyskoczyło mi powiadomienie o Twoim komentarzu :D