59

Zbyt wolny internet – co robić?

Swego czasu, w którymś z wpisów, napomknąłem o wybrakowanym łączu internetowym w moim domu. Chodziło o to, że zamiast 1 Mbps miałem zawsze 820-860 kbps. Zawsze. Strata rzędu 15-20% i nigdy ani szybciej, ani wolniej. Bardzo stabilne pasmo, ale mniejsze od tego, za które płacę. Dostawcą Multimedia Polska, net leci po routerze, z netem telewizja, a ruter ciągnie z gniazdka telefonicznego, które to gniazdko dzieli z telefonem.

Zgłosiłem w Biurze Obsługi Klienta MM usterkę: stabilny, ale zbyt wolny transfer. Przysłali mi technika, który posprawdzał urządzenia, wykonał parę testów na prędkość, by na koniec wizyty rozłożyć ręce, stwierdzić, że nic nie jest w stanie zrobić, bo wszystko działa i dodać, że ze strony operatora wszystko jest ok, bo nie płacę za prędkość gwarantowaną, ale za „do 1 megabita”. Pomyślałem, że w sumie to prawda – taki haczyk w umowie i furtka dla ISP.

Po jakimś czasie ta niepełna megówka przestała mi wystarczać i zapragnąłem przyspieszyć. Wahałem się, bo skoro jednego megabita nie da się tu wyciągnąć, to jak niby ma polecieć dwa mega? Oj tam – myślę – zamawiając szybsze łącze dam IM powód do ogarnięcia sieci tak, aby w końcu wyrabiała. W biurze obsługi, podczas podpisywania aneksu, powiedziano, że przed przyspieszeniem muszą sprawdzić, czy istnieją warunki techniczne do puszczenia dwóch mega i dopiero po uzyskaniu pozytywnego wyniku prędkość zostanie podwojona.

Na decyzję o zmianie prędkości nie trzeba było długo czekać: warunki są, więc dwa mega poleci nawet szybciej, niż to wynika z umowy. Byłem happy, ale jednocześnie zacząłem się zastanawiać jak to będzie brykać. Odpowiedź na to pytanie przyszła szybko i zbytnio mnie nie zaskoczyła: zamiast 2048 leciało około 1700-1740 kbps. Czyli dwa razy szybszy transfer i dwukrotnie większa strata. 300 kbps różnicy – kiedyś moim marzeniem było łącze o takiej wartości – pamiętam to dobrze.

Irytacja aka wkurwienie zaczęło narastać. Płacę za 2 Mb, a mam 1,6-1,7. Ciul z tym, że umowa stanowi o prędkości nie gwarantowanej, ale „do”, skoro nigdy tego pułapu „do” nie osiągnąłem! Powinienem więc płacić za moje „do”, tj. za 1,7 Mb. W moim przypadku transfer zawsze, ale to zawsze, wynosił tyle, a płaciłem za 2 mega. Postanowiłem nie odpuszczać i zawalczyć o swoje – tym razem skutecznie. Zastosowałem prostą i najskuteczniejszą w branży telekomunikacyjnej technikę – UKE :)Na stronie Urzędu Komunikacji Elektronicznej jest instrukcja składania skargi na ISP. Wedle wskazówek, skarżąc się UKE należy dołączyć pisemną reklamację usługi złożoną wcześniej u dostawcy internetowego, która nie przyniosła skutku.

Pisemną… przecież reklamowałem usługę, przyjęto zgłoszenie, był technik i dalej jest źle…

Ze strony UKE można via formularz kontaktowy wysłać wiadomość w dwóch rodzajach: skarga lub zapytanie. Postanowiłem skorzystać z opcji drugiej i zapytać, czy w moim przypadku nie dałoby się obejść bez reklamacji pisemnej. Wyłuszczyłem sprawę, nacisnąłem „wyślij” i czekałem na odpowiedź. Ta przyszła po kilku dniach i wynikało z niej, iż mój mail został potraktowany jako skarga, a tę przekazano do lokalnej delegatury UKE, której urzędnicy będą się kontaktować w dalszym toku postępowania. Bingo! :)

Po kolejnych kilku dniach, już z Rzeszowa, przyszedł mail z zestawem pytań technicznych: jaka dokładnie prędkość, gdzie mierzona, jaki model routera itp. oraz prośba o kopię umowy o świadczenie usługi dostępu do internetu. W odpowiedzi wysłałem odpowiedz i skan dokumentu. Czekałem i czekałem na dalszy kontakt, aż po paru tygodniach przyszedł mail z prośbą o obecność w domu i umożliwienie pracownikom UKE dokonania pomiarów/testów na zakończeniu linii. Zaproponowali dwa terminy; wybrałem bliższy.

Przyjechali punktualnie, wcześniej dzwoniąc z potwierdzeniem, że są w drodze i będą za tyle i tyle. 15-20 minut zajęły im testy, których wynik wskazywał, że przepustowość linii wynosi 20 Mb, więc teoretycznie net powinien hulać i śmigać pełną parą. Ale wyniki wszystkich, wykonanych na różne sposoby pomiarów prędkości na komputerze pokazywały co innego: zbyt wolno, a różnica prędkości rzeczywistej od wynikającej z umowy spora. Panowie z UKE poprosili o screena z pomiaru wykonanego w ich obecności, spisali protokół i pojechali.

Po kolejnych paru tygodniach przyszło pismo, a właściwie kopia pisma, którego oryginał adresowany był do Multimedia Polska. W piśmie tym moje zgłoszenie zostało nazwane „wnioskiem o mediację”. W paru akapitach ładnie streszczono wszystkie podane przeze mnie informacje, dodano wyniki pomiarów i zawyrokowano „nienależyte wykonanie zobowiązania”, jednocześnie obligując operatora do usunięcia usterki. To wszystko poparto kilkoma paragrafami prawa telekomunikacyjnego i kodeksu cywilnego.

Na reakcję Multimedia nie musiałem długo czekać: najpierw telefon, a później technik – ten sam, co kiedyś. Tym razem jednak stanął na wysokości zadania i po niespełna dwóch kwadransach net bujał się już jak należy :)

Wielkie dzięki dla UKE za podjęcie mediacji w mojej sprawie i dla Multimedia za naprawę swojego błędu. Teraz jestem w pełni zadowolonym abonentem MM: łącze mam zajebiście stabilne i przez cały czas minimalnie szybsze od rzeczonych 2 Mb (obecnie około 2200 kbps).

——————
Raz kolejny mówię:
Grunt, to znać swoje prawa i walczyć o swoje. Często jesteśmy robieni w wała dziwnymi i niekorzystnymi dla nas zapisami w warunkach transakcji, zwodzeni w kwestii naszych praw lub zgoła okłamywani. W trudnych lub niejasnych sytuacjach najlepiej kontaktować się z rzecznikami konsumentów, którzy wyjaśnią, objaśnią i wskażą drogę, którą należy dochodzić swoich praw.

Tak było w szeroko opisywanej na tym blogu historii funkiel nowej kanapy, która z winy producenta psuła się podczas normalnego użytkowania. Wpisy o owej kanapie możecie znaleźć pod tagiem meble :)

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

Reklama:

59 komentarzy

  1. MT-Net – dębicka firma działająca na terenie Dębicy i Krosna, oferująca mieszkańcom tych miast internet, telewizję i telefon. Firma powstała w pierwszym kwartale 1999 roku, a ja po raz pierwszy do czynienia z nią miałem w latach 2005-2007 (lub jakoś tak –

  2. @szuman Muszę cię zmartwić ale m4st3r ma rację.
    Windows domyślnie pobiera 20% pzepustowości łącza.W zależności od systemu możesz to 20% odzyskać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *