6

Największa zaleta systemu 4/3 i matrycy LiveMOS

Gdy konkurencja korzysta z matryc CCD, a ostatnio coraz częściej sięga po CMOS, Olympus idzie swoją drogą stosując LiveMOS własnego systemu 4/3. To dobrze czy źle? Najwłaściwszą odpowiedzią będzie „to zależy, co kto lubi”. Matryca LiveMOS powstała w wyniku współpracy Olympusa z Panasonikiem i miała łączyć w sobie najlepsze cechy przetworników CCD i CMOS. Prawie się to udało.

Wydawać się może, że wyścig na ilość megapikseli dobiegł końca i obecnie wszystko wskazuje na powstanie nowego trendu polegającego na wyposażaniu korpusów w matryce o coraz to większej fizycznej ich wielkości. Nic, tylko czekać, aż pełna klatka zagości w modelach z półki „entry level” :)

Olympus jako pierwszy odpuścił wyścig na jak największą liczbę pixeli upchanych na matrycach aparatów. To jednak nie geniusz strategów, ale konieczność. I tak 10 megapixeli u Olympusa to trochę za dużo. Matryce LiveMOS są malusie: crop w Olympusach wynosi x2.0 podczas gdy u konkurencji zaczyna się od 1,6 a kończy na 1:1 w najwyższych modelach. Firmy Canon, Nikon i Sony oferują po kilka modeli z matrycą „full frame”, czyli odpowiadającą wielkością klatce filmu małego formatu (35mm), a Pentax zapewne do tego grona lada kwartał dołączy. A Olympus? Olympus tego nie zrobi; no, chyba że porzuci opracowany przez się system 4/3 z góry definiujący jedyny słuszny rozmiar matrycy, której długość przekątnej musi wynosić 4/3 cala. O przekątnej mowa oczywiście w odniesieniu do matrycy prostokątnej, ale system 4/3 nie wymaga takiego kształtu. Równie dobrze może być to trójkąt, koło, trapez lub też każda inna figura geometryczna, bowiem w systemie 4/3 ważnym jest to, aby matryca, bez względu na jej kształt, dała się wpisać w koło o średnicy 4/3 cala.

Czyli pełnej klatki nijak z tego nie będzie. Moim zdaniem Olympus musi porzucić swój uwsteczniający pomysł z 4/3 lub zmodyfikować go na tyle, aby matryce mogły stawać się fizycznie większe. W porównaniu do konkurencyjnych rozwiązań, LiveMOS z 10 milionami pixeli na pokładzie generuje więcej szumów i charakteryzuje się mniejszym zakresem tonalnym. Niestety. Do ISO-800 jest ok, ale na wyższych czułościach tragicznie! ISO-1600 jest bo jest (szczegółów niewiele mniej, niż na 800, ale poziomie pasy psują efekt), a ISO-3200 tak bardzo syfi, że zarejestrowany tak obraz nawet na miniaturki się nie nadaje. I tak jest nawet w topowym body Olympusa – modelu E-3, którym w miniony piątek miałem okazję się nieco pobawić.

Olympus ze swoim LiveMOS szumi najbardziej z lustrzankowej stawki, a najwyższa użyteczna czułość to zaledwie ISO-800. Tragedia! I skandal, bo żeby body za ponad 4 tysiaki zwane profesjonalnym tak strasznie syfiło? No, skandal! Quo vadis Olympus?

Maleńka matryca LiveMOS ma kupę wad, ale nie oznacza to kompletnego braku zalet. Według mnie plusy są trzy: dwa mniejsze to szybkość i energooszczędność, a także jeden gigantyczny, czyli powiększenie x2 względem pełnej klatki 35mm. Czy w wyścigu na fizyczne rozmiary matryc (czyli w efekcie zmniejszanie mnożnika) crop x2 systemu 4/3 może być zaletą? Może być!Wspomniałem o piątkowym obcowaniu moim z Olympusem E-3. Otóż byłem sobie w dębickiej galerii Raj na zakupach i na jednym ze skrzyżowań pasaży napotkałem stoisko; takie mini stanowisko fotograficzne z dwiema parasolkami – softboxami, wąskim tłem, stolikiem i fotelami. Na stoisku tym portretowano chętne wzięcia w kastingu modelki, a za kastingiem stała galeria handlowa. W sumie jajo mnie obchodziło i tak tylko wspominam. Parasolki, tło i dwóch gości w fotelach siedziało, toteż minąłbym opisywane, gdyby mojej uwagi nie przykuł stolik, a ściślej to, co na nim dumnie spoczywało. Tym czymś był Olympus E-3 z obiektywem Zuiko Digital 12-60 mm 1:2,8-4,0 SWD.

Niecodzienny to widok: topowy Olympus tam, gdzie większość stanowią Canony lub Nikony. Nie wytrzymałem ciśnienia i podszedłem do tych panów waląc prosto z mostu:
– Dlaczego Olympus?

Wielkie zdumienie namalowało się na ich twarzach :) Powtórzyłem więc pytanie, ale wcześniej jeden z panów (nie fotograf) ustąpił mi miejsca w fotelu, bym mógł sobie z fotografem – właścicielem aparatu porozmawiać. Gość był zdziwiony moim pytaniem, co w sumie mnie nie dziwiło. „Dlaczego Olympus?”. Taki tekst usłyszany znienacka może skołować równie skutecznie, co zapytanie „gdzie moja szczoteczka do zębów?”.

Zająłem miejsce w fotelu i uciąłem sobie pogawędkę trwającą dobry kwadransik, jak nie dłużej. Gościu, podobnie jak ja, nie jest onanistą systemowym i poza jedynymi słusznymi Canonem i Nikonem dostrzega też inne firmy. Podobnie jak ja. Sony kojarzy się mu z telewizorami, magnetofonami i inną elektroniką domowego użytku, ale nie z fotografią – czyli tak jak mi. Trafił mi się rozmówca :)

Zagaiłem z dwóch powodów: po pierwsze byłem cholernie ciekaw, dlaczego wybrał właśnie Olympusa, a po drugie wiedziałem, że nieprędko nadarzy się kolejna okazja, by wziąć do ręki E-3. Żaden sklep mi przecież tego body nie zwiezie tutaj tylko po to, abym mógł zobaczyć, jak się je trzyma. A trzyma się zajebiście – w końcu Olympus to. Duży, świetnie wyprofilowany grip z wyraźnym wsparciem dla środkowego palca i miejscem na kciuk z drugiej strony puszki sprawia, że aparat leży w łapie jak przyklejony. Miałem już w ręce kupę sonówek, parę Pentaxów z K-7 na czele, Canona 40d, 50d, 5d i Nikona d300, czyli modele konkurencyjne dla E-3. Jednak żaden z nich nie trzymał się mnie tak, jak Olympus. Świetnie wyprofilowany i wyważony aparat zdawał się zrastać z ręką, przez co te jego 1,5 kg wagi nie ciążyło tak, jak u innych. Super korpus, szkoda że z taką dupowatą matrycą. No właśnie, matryca…

Największa zaleta matrycy?

Podwójne powiększenie LiveMOS systemu 4/3 względem full frame tak samo może być wadą, jak i zaletą. Olympusowski crop x2 w każdym przypadku zwiększa głębię ostrości, co w oczach mianiaków ekstremalnie jasnych obiektów i portretowania nimi czubka nosa na tle policzków, czoła na tle skroni itd. jest sporą wadą. Jednak ta sama wada u reporterów sportowych lub innych fotografujących z daleka ma mega zaletę: pozwala uzyskać największe zbliżenie. Nie trzeba taszczyć ze sobą full frame podpiętego do teleskopu, bo z Olympusem takie samo zbliżenie uzyskać można z obiektywem o połowę krótszym. Tam, gdzie Canon 5d musi mieć obiektyw 300 mm, Olympusowi wystarczy 150 mm – zbliżenie będzie to samo. Czy to jednak wystarcza, by zrekompensować gorszą jakość? Moim zdaniem nie.

Żaby te LiveMOS mniej szumiały, to byłoby genialnie. Po cholerę te 10 mpx? Przecież spokojnie wystarczyłoby 7-8: wzrosłaby jakość, a rozdzielczość zdjęć i tak byłaby wystarczająca do pięknego druku nawet w A3. A tak to dycha megapikseli i na ISO-1600 syf taki, że zdjęcie nadaje się jedynie do kosza. No, chyba, że przedstawia ono dobrze doświetloną biel, to wtedy, z pominięciem szczegółów, może się do czegoś nadać…

Nie wiem, czy chciałbym E-3. Obecnie mam E-520 i coraz śmielej zerkam w kierunku korpusów z wyższej półki, ale czy to będzie Olympus? Nie miałbym najmniejszych wątpliwości, gdyby nie ta matryca i jej ułomności. Może coś się zmieni, nim zdecyduję się zakup nowego body? Może pójdzie ktoś po rozum do głowy i zdecyduje się body wyposażyć w takie serce, na jakie ciało zasługuje? Przecież korpusy Olympusa są klasą samą dla siebie: wygoda, ergonomia, dopasowanie, wykończenie mistrzowskie! Nawet najniższe modele swoich bezpośrednich rywali zawstydzają. Pentax też trzyma fason, a reszta to fantastik-samplastik-czasem-coś-odstaje. Mówię tu oczywiście o najniższych modelach, tzw. entry level.

Quo vadis Olympus?

Fotografia w subiektywie - subiektywny blog o fotografii

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

6 komentarzy

  1. @SpeX, wiadomość fajna i ciekawa, ale nic pewnego, więc bez podnietki :) Z resztą zamiast wypuszczać drugą E-3, lepiej zrobiliby puszczając nowe body z nowym numerkiem, skoro tak znacząca zmiana ma nastąpić. Jeśli faktycznie Olympus miałby sięgnąc po większe i lepsze matryce, to chyba poczekam ze zmianą sprzętu.

    Jeśli faktycznie jest coś na rzeczy, to do wakacji może coś więcej i bardziej pewnych źródeł będzie wiadomo na ten temat.

  2. Mnie coś powoli w kierunku Sony, a dokładniej w kierunku A550. Ale poczekam jeszcze chwile, na nowszą wersją jakiegoś A580.

  3. Wiesz, sam zainteresowałem się A550, bo matryca w tym aparacie wymiata. Gdyby taką w Olympusa wsadzili, to nawet brak pełnej klatki w systemie byłbym w stanie przeboleć :)

  4. Jestem w kropce. Przed trzema laty na rynku pojawił się flagowy Olympusa – model E-3. Świetna puszka systemu 4/3, w który i ja wkroczyłem, za sprawą posiadanego Olka e-520. To moja pierwsza cyfrowa lustrzanka, której zakup bardzo długo rozważałem. Kusiły

Comments are closed.