34

Kromka z masłem i z solą

Dwie minuty temu poczułem ochotę zjedzenia czegoś bliżej nieokreślonego. Żaden konkretny smak nie przychodził mi na myśl – po prostu gdzieś we mnie padła komenda „zjeść”. Tylko co? Na słodko nie, bo niezbyt lubię, a dżem ananasowy już dziś jadłem. Może coś bardziej wysublimowanego? Nie no, pizzę też jadłem. Zajebista, z pieca opalanego drewnem, z sosikami, które mógłbym spożywać litrami…

„Od dobrobytu w dupach się poprzewracało” – skonstatowałem i polazłem do kuchni. Wyjąłem z lodówki masło i sięgając po nóż do smarowania przypomniałem sobie, jak to w dzieciństwie wpierdzielaliśmy koślawo ukrojone kromy chleba, cienko posmarowane masłem i posypane solą. Ależ to było żarcie! Każdy kozak z podwórkowej bandy to jadł. Bywało nawet i tak, że całe podwórko znikało na chwilę w domach, by po kilku minutach znowu pojawić się na placu, w dziecięcych, brudnych łapkach trzymając owe kromki z masłem i solą. Zasiadaliśmy na trzepaku, klombie, studni lub schodku do klatki i wcinaliśmy ten pokarm bogów.

Nie było petitków, lubisi, danio i innych takich cudów. Może jakieś inne rarytasy były, ale nikt o niech nie wiedział. A jak wiedział, to nie myślał. A jak nie myślał, to i nie mówił. Proste. Wpieprzaliśmy ten chleb; kromki posmarowane masłem raczej cienko – czasem tak cienko, że tylko dziurki w chlebie były pozatykane – i na tym masełku szczypta soli, dla smaku. Nikt nam nie pierdzielił, że sól jest be. Nikt nie kazał myć rąk. Sami rżnęliśmy ten chleb i każdy robił to tak, jak umiał. Jeden mniej, drugi bardziej koślawo, ale kto tam się tym przejmował? Chleba krojonego przecież jeszcze w sklepach nie było.

Moja kromka chleba z masłem i solą
Moja kromka chleba z masłem i solą

Smarując kromkę masłem postanowiłem przyrządzić ją po dawnemu. Skończywszy smarowanie schowałem masło do lodówki i z namaszczeniem ująłem w dłoń solniczkę. „Trzep, trzep, trzep, trzep, trzep…” – chyba wystarczy. Może ciut za dużo, ale co tam… Szkoda tylko, że kromka taka cienka i równa. Gdybym wiedział, że będę jadł kromala z masłem i solą, zorganizowałbym sobie przynajmniej kawałek chleba, który nie miał bliskiego spotkania z krajalnicą.

Z gotową „kanapką” wróciłem do pokoju. Zająłem miejsce przed komputerem i zastanawiając się nad tym, czy to na to właśnie przez dwiema minutami miałem taką cholerną ochotę, popełniłem pierwszy gryz.To już nie to, co kiedyś. Chleb jakiś cienki, bułkowy, bez smaku tego i zapachu, co dawniej, a i masło jakieś inne. Wszystko inne, niż dawniej. No, może poza solą, bo ta jaka była, taka jest i taką raczej pozostanie. Pod warunkiem, rzecz jasna, że barany z unii jej nie zakażą i nie zmuszą ludzi do stosowania w jej miejsce jakiegoś innego wynalazku. Żarówki już nam udupili, więc i sól kuchenna może zacząć być im… solą w oku.

Zjadłem tę kromkę i poczułem się na swój sposób spełniony. Nie wiem, o co chodziło ochocie, która tak nagle i gwałtownie mnie dopadła, ale z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że ta kromka z masłem i solą nie została zjedzona na marne. Dzięki niej nie tylko odbyłem sentymentalną podróż do czasów dzieciństwa, ale i dostałem impuls do napisania tego tekstu. Świadom jestem tego, że podobnych tekstów w sieci jest sporo, a wątków o podobnej tematyce na forach jeszcze więcej, ale nic to. Mam ten swój własny zlepek zdań, które smakują jak krzywo ukrojona kromka chleba z masłem i solą i zamierzam się tym podzielić.

To była szama. I to były czasy. Ogórek w łapę (czasem ze skórą) i konsumpcja w piaskownicy. Albo pomidor. Albo jajo na twardo. Prawdziwym wypasem był szczypiorek, który w swoim sezonie lądował na kromce między masłem i solą. To był frykas nad frykasy! Czekało się miesiącami na ten szczypior, a gdy w końcu pojawiał się, czerpało się z niego garściami! Teraz kupić go można przez cały rok. Niby fajnie, ale to już nie to samo.

Ciekaw jestem, czy i Wy macie podobne wspomnienia dzieciństwa. Jakieś smaki, przepisy, rarytasy, które były wasze i tylko wasze, a których – być może – własnym dzieciom nie dalibyście, bo niezdrowe i na wiele innych sposobów złe. Pomyślcie, zastanówcie się i w komentarzu napiszcie, a ja w tym czasie skoczę po jeszcze jedną kromkę. Z masłem i solą.

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

34 komentarzy

  1. A u nas na podwórku królowały papierówki :D Pewna pani mieszkająca nieopodal nas miała w sumie nie duży sad, ale kilka dużych drzew z tymi jabłkami. Pozwalała nam jeść ile tylko dusza zapragnie :) Miała jeszcze śliwki węgierki ale już nie cieszyły się taką renomą u nas, jak jabłka ;)

  2. Ten wpis super pasuje do dzisiejszego dnia (dzień dziecka). Jesteśmy za starzy, aby go obchodzić, ale co szkodzi powspominać? :-)

    Ze swojego podwórka mocno utkwiło mi w pamięci dzielenie się gumami do żucia :-) Byliśmy w tym bardzo solidarni i potrafiliśmy jedną gumę Donald podzielić równiutko nawet na 10 osób :-) Najmocniejsza część tego wspomnienia dotyczy jedna spóźnialskich. Gdy się któryś spóźnił na dzielenie gumy, to mógł jeszcze liczyć na to, że jeden z kolegów wyjmie z buzi kawałek swojej gumy i mu da :-) W dzisiejszych czasach za to trafili byśmy do pogotowia opiekuńczego,a rodzice do aresztu. A nikt nawet od tego nie chorował :-)

  3. Faceci ;D Z mojego dzieciństwa najbardziej pamiętam słodycze, które koleżanka dostawała w paczkach od rodziny z USA :) Zawsze było prawdziwe święto jak takie paczki przychodziły :)

    Trochę współczuję współczesnym dzieciom, bo mają wszystko i nie mają okazji poznać uczucia prawdziwej radości z „byle czego”… Roczniki 80 i starsze miały jednak super dzieciństwo :)

  4. A ja pochodzę z bogatego domu, nigdy się nie szlajałem po podwórkach, kolegów miałem z sąsiedztwa i nie były to przypadkowe rodziny, a na śniadanie wpieprzałem bułki maślane z Nutellą i nie podniecałem się byle cukierkiem. I co gul wam skoczył????

    • idiota jestes ciulu-ale raczej troll i to jest prowokacja. Gula nam skacze-ale z zalu nad twoja glupota

  5. @Damian, zbieżność wpisu z dzisiejszym Dniem Dziecka jest czysto przypadkowa ;)

    @Glock, i co, szpanowałeś przed klasą swoimi przyborami? :)

  6. A ja uwielbiałem piętki z chleba :D Takie chrupiące, najlepiej z ciepłego jeszcze chleba :D Odkrawałem je i najpierw wyjadałem z nich mięciutki i pachnący środek, a później zabierałem się za pachnącą i chrupiącą skórkę :D

  7. @SpeX, a tak mniej więcej od jak dawna? Bo nie wiem, czy wiązać to z aktualizacjami, czy z moimi modyfikacjami.

  8. Czy pamiętasz tzw. blok? To była taka magiczna masa (jak w wafelkach) sprzedawana na kilogramy, odcinana wielkim ostrym nożem i pakowana w biały papier śniadaniowy. To było niemiłosiernie słodkie ale miało swój klimat!
    Kilka lat temu udało mi się kupić blok, ale był już elegancko paczkowany chyba po 100 g i dodatkowo miało orzechy ziemne – to jednak nie było już to samo… Produkowała go jakaś firma z Kielc, a w rękę wpadł mi na dworcu Warszawa Centralna :)
    Zupełnie inną historią było kupowanie na dzień dziecka w Pewexie (za talony i nielegalnie posiadane jednodolarówki) butelki Coca-Cola albo wyczekiwanie czy ojciec pracujący w RFNie przywiezie kilka puszek tej ambrozji dzieci lat ’80.

  9. Co do bloku to moja ś.p. babcia czasami go robiła. Miało to swój klimat he he. A z takich smaków nostalgicznych to uwielbiałem serek homogenizowany o smaku truskawkowym. Produkowany był przez spółdzielnię mleczarską i innych serków nie było. I ten jeden był jedyny ale był taki pyszny, że nie potrzebował konkurencji :D

  10. Nikt nie wspomniał o chlebie ze śmietaną (taką gęstą!) polaną po wierzchu i posypaną cukrem – to był wypas ;P

    Zjadłbym teraz (3 w nocy) chlebek taki z piekarni. Zawsze jeździło się pod wieczór do zaprzyjaźnionej piekarni, gdzie pracował znajomy kogoś tam i pukało się do drzwi zaplecza :) Znajomy wynosił ciepły, czasem gorący, chleb. Bochenek nie kroiliśmy nożem tylko dzieliliśmy się urywając. Niby brzuch miał po tym boleć, bo chleb był ciepły – ale mnie nigdy nie bolał :) to były czasy… Myślicie, że to pokolenie będzie miało co wspominać za 20-30 lat…?

    Aha i przypomniało mi się jeszcze o browarze :) Ale to już późniejsze czasy. Jak za 1,20 zł kupowało się Książęce – już nie ma tego piwa. A mocne było i dobrze smakowało!

  11. Albo szyszki – takie słodycze w kształcie dużych, podłużnych szyszek z ryżu preparowanego sklejonego jakimś karmelem czy coś (z czekoladą było w tamtych czasach krucho).
    Albo oranżada w woreczkach foliowych.

  12. Właśnie zapomniałem o oranżadkach w proszku :) które się jadło a nie piło :) bo tak lepiej smakowały :)

    Pamiętam też batony Marsy i Snickersy przywożone przez ojca z NRD.

    Nie zamieniłbym tego dzieciństwa na inne ;) Cieszę się, że nie miałem kompa i Internetu. A szczytem technicznym był Commodore 64 na kasety, które przewijało się ołówkiem.

    Całe wakacje były gorące i słoneczne a spędzało się je na podwórku aż do zmierzchu, a nawet trochę dłużej (zależy czy mama wołała). Pod koniec takiego dnia całe nogi miałem czarne od kurzu :)

    Natomiast zimą śniegu zawsze było po kolana. Rozróżnialne były 4 pory roku nie tak jak dziś pogoda w kratkę:) Nie wiadomo czy to lato czy już jesień…

    Czasami tęsknie za tymi czasami… Wtedy nawet NUDA wydawała się być ciekawa. Uwielbiałem się nudzić. Nie wiem czy wiecie co mam na myśli :)

    Teraz życie nabrało szybszego tempa. Nie ma czasu by zatrzymać się i pomyśleć. Jest Internet, superszybkie komputery a w sklepach znajdziesz, co tylko dusza zapragnie. Dziś jak się nudzisz to wchodzisz na demoty, kiedyś wychodziło się do ludzi i z nimi spędzało czas…

    Aj wszystko jest inne :P

  13. Świeżuteńkie, jeszcze ciepłe (prosto od kozy, na krowie miałem uczulenie) i z pianką mleko, serek topiony popijany oranżadą na schodkach sklepu. Super deser – świeżutki, lekko ciepły chleb z masłem i kożuchem z mleka, posypany grubym cukrem. pokażcie mi mleko, które po ugotowaniu ma taki kożuch.

  14. Kozie mleko z miodem :) Ciotka miała kilka kóz i mleko piłem regularnie. Z miodem zawsze przed wyjściem do szkoły i podobno to dzięki temu mleku rzadko chorowałem.

  15. @Szuman; Według przeczytanych komentarzy w Google Reader, to RSS nie działa od 2007 11 maja 2012.

    @Jakub Milczarek; Takie bloki po 1kg można kupić w Auchanie. W Krakowskim via vi stoiska z produktami na wagę.

  16. @Jakub, blok pamiętam tylko z nazwy, nie przypominam sobie, bym go jadł. Z takich słodkości pamiętam za to chałwę, a jeśli chodzi o amerykańskie napoje, to zdecydowanie więcej wspomnień mam z Pepsi. Pierwszy raz piłem – piana poszła przez nos :) Innym razem lałem prosto w dno szklanki i spieniło się tak bardzo, że kawał obrusu zalałem (komunia kuzyna to była). Dzisiejsze Pepsi już się tak nie pieni, ale ponoć tylko polskie. W stanach „problem” z pianą podobno nadal występuje ;)

    @SpeX, w tamtym czasie trochę majstrowałem przy blogu, więc może zepsułem. Sprawdzę, dzięki za info :)

  17. @szuman – Mieliśmy kiedyś umówić się na piwo :) Więc jak już się zmówimy, to na tę okazję spróbuję skołować kawałek bloku! Ja pamiętam, że Pepsi w butelkach szklanych (0,33 i 1 l) była produkowana (rozlewana) w Polsce ale Coca-cola w butelce PET albo w puszcze to był rarytas…

  18. 1L butelek szklanych nie pamiętam, za to tęsknię na butelkami po 0,33l. Bo obecny standard 0,2l to strasznie mało.

    A propo importowanych specjałów. Pił ktoś kiedy CocaCole waniliową? Z tego co się orientuje spotykaną w cenie ok 10zł za 1,5l np w Almie.

  19. A pamięta ktoś smak tych długich cukierków na choinkę? Zawinięte w przezroczystą folię pod którą było jeszcze złotko :) Jedne był takie mdłe i można je było gryźć, ale drugie były twarde jak landryny albo lizaki, a do tego przez cholernie pyszne. Przy rozbieraniu choinki po świętach pilnowałem, żeby rodzice nie schowali gdzieś cukierków i przez kilka tygodni je jadłem :)

  20. Ze swojego dzieciństwa najbardziej pamiętam smak białego agrestu. Nasza sąsiadka na całej długości płotu miała posadzone krzaki agrestu i jak tylko pojawiły się owoce podjadaliśmy to z kolegami. Czasem nawet nie czekaliśmy aż dojrzeje tylko wpylaliśmy taki cholernie cierpki, wykrzywiający gęby :D Najbardziej smakował oczywiście wtedy gdy zrobił się słodki :) U tej pani rosły też śliwy węgierki ale niezbyt mnie do nich ciągnęło bo dużo było robaczywych :/ Teraz czasem jak jestem w sklepie to marzy mi się znaleść robaka w owocu bo to by znaczyło że owoc jest zdrowy i w pełni jadalny…

  21. @SpeX – Poszukaj w Google – kilka osób zachowało takie butelki i zrobiło zdjęcia :)
    Coca-Cola waniliowa jest świetna ale produkcja w Polsce pojawiała się tylko 2-3 razy testowo i podobno nie było zainteresowania/

  22. Ja ostatnio jadam często chleb z masłem i solą – z konieczności (studenckie życie), a nie z przyjemności. :D Do dzisiaj myślałem, że to objaw biedy, ale skoro mówisz, że to pokarm Bogów… będę się trzymać Twojej wersji ;)

  23. Ja przypominam sobie jak u babci na wsi wrzucaliśmy na płytę metalową na rozgrzanym piecu pokrojonego na cienkie kawałki ziemniaka. Troszkę soli do tego i smakowało :)

  24. A ja właśnie wracam z targu z 2kg ogórków, czosnkiem, koperkiem, chrzanem i nastawiam małosolne :D

  25. To albo coś przeoczyłem, albo… wpadłem w jakąś dziurę czasoprzestrzenną :) Z roku na rok sezon atakował mnie frontalnie: kopry, czosnki, skrzynie i wiadra ogórów, słoiki… A w tym póki co mam spokój :D

  26. Ohh człowieku, narazie mam 15 lat ;P ale gdy miałem ok. 6-7 to wpierdzielałem to co ty + kromka z cukrem i lekko polana wodą oraz sama kromka z musztardą : ). Brało się to po 3 kromy w garść i się biegło do rzeki (mieszkam na wsi) i budowaliśmy łopatami w tym wieku już tamy na rzece : D. Wtedy woda z 10 cm podnosiła się do 1,30 m. Tama z ziemi i kamieni po pewnym czasie oczywiście się rozpadała i miała w dupie nasze rozpaczliwe starania przytrzymania jej przy życiu ale to co… Po dwóch tygodniach znowu i w kółko to samo przy okazji na głodnego wpierdzielało się te kromki że aż w gardle twardo było a jak twardo to zwykła woda i nikt nie srał nikomu że mało odżywcze…

Comments are closed.