Początkiem roku po jednym z bardzo mroźnych weekendów, podczas którego nigdzie nie jeździłem, w poniedziałek rano zamarzło mi paliwo. Normalnie odpaliłem, przejechałem kilkaset metrów i po dynamicznym wyjechaniu z podporządkowanej wzięło i zdechło. Na szczęście było z górki i nic z naprzeciwka nie jechało, więc stoczyłem się spokojnie na parking przed sklepem i tam ponownie odpaliłem klekota.
Po tej przygodzie zapytałem teścia, czy i on podobnej sytuacji nie miał. Nie miał. A trzyma samochód kilka metrów od mojego. Zapytałem więc go o paliwo, jakie tankuje. Powiedział, że Vervę. No a że ja po taniości zwykłą ropę na niewielkiej stacji – bo przecież ropa to ropa z tej samej rafinerii, a dodatki to fanaberie – to postanowiłem trochę pogmerać po internecie w poszukiwaniu porównań lepszego diesla z Orlenu z innymi.
No i wyszło, że rzeczywiście Verva, podobnie jak kilka innych olejów napędowych, dość dobrze znosi siarczyste mrozy. Czystość i dodatki uszlachetniające robią swoje. Przypomniała mi się wtedy sytuacja sprzed nieco ponad dwóch lat, kiedy miałem problem ze wskaźnikiem poziomu paliwa. Ten wziął i zaczął szwankować, przestał pokazywać pełny bak, a rezerwą świecił, gdy paliwa była jeszcze połowa.
Mechanik mówił, że pewnie czujnik na pływaku w baku poddał się syfowi i nie pracuje w pełnym zakresie. Zrozumiałem i włożyłem sobie do głowy, że w swoim czasie, kiedy mniej będę potrzebował jeździć, umówię się do majstra i mi to ogarnie.
Na razie potrzebowałem samochodu, bo związałem się współpracą z pewną firmą, z którą umówiłem się na ekwiwalent na samochód i kartę paliwową zamiast służbowego auta, po które musiałbym się tarabanić na drugi koniec Polski. I tak oto dostałem kartę paliwową Orlen i tysiące kilometrów miesięcznie do przjechania.
Po kilku (6-8?) tankowania do pełna zauważyłem, że wskaźnik poziomu paliwa znowu zaczyna mówić do mnie normalnie. I z każdym tankowaniem na full pokazywał więcej, aż znowu jego wskazania od minimum do maksimum były prawidłowe. Kurde! Dobre paliwo z dodatkami czyszczącymi układ paliwowy same naprawiły mi auto. Zajebiście! Zajebista ta orlenowska Efecta.
Po zakończeniu współpracy i powrocie do tankowania wedle uznania powróciłem do małej stacji. Po co nabijać kabzę molochowi, skoro mogę wesprzeć lokalny biznes? No właśnie. Wybrałem inną lokalną stację i tak sobie ze dwa lata jeździłem. Aż do tej zimy.
Po rekomendacji teścia odnośnie Vervy zatankowałem najpierw Efectę, ale kolejny bak to już była Verva. Bak w moim samochodzie ma 70 litrów pojemności i zawsze tankuję tuż przed rezerwą. 55-60 litrów każdorazowo. I tak po zatankowaniu Vervy nie poczułem od razu jakiejś różnicy, ale już po przejechaniu hmm… z 30 kilometrów zatrzymałem się w korku i wtedy zauważyłem, że silnik jakoś inaczej pracuje.
Jakby ciszej, delikatniej, z mniejszymi wibracjami i dużo lepiej, żwawiej reaguje na pedał gazu. Przypadek? Złudzenie? Nie. Mrozy nadal trzymały, a silnik po nocy odpalał wyraźnie chętniej. Kolejne miłe zaskoczenie to spalanie, które średnio przy tych samych trasach i tym samym stylu jazdy spadło o ok 1,3l/100km (z niecałych 9 do ok 7,7 ltrów/100km w mieście i z 7,8 na 6,5 na autostradzie. Lokalne trasy jeżdżone przepisowo podobna różnica – z 6,4 l do 5 l/100km.
Od razu wykminiłem, że bardziej opłaca mi się jeździć na Vervie. Cenowo wychodzi to samo, co spalenie większej ilości tańszego paliwa, ale za to komfort użytkowania samochodu jest wyższy. I teraz wisienka na torcie: DPF. Na poprzednio stosowanych paliwach filtr wypalał się regularnie w interwałach co 720-750 km. Jak w zegarku. A teraz, po wyjeżdżonych dwóch pełnych bakach Vervy i zatankowanym trzecim mam już nastunake 1040 kilometrów od ostatniej regeneracji DPF-a i jeszcze kolejna się nie zaczęła. Świadczy to o tym, jak czysto spala się Verva.
Zajebiste paliwo. W benzynie takiej różnicy między zwykłą benzyną bezołowiową a Vervą nie obserwowałem, ale w olejach napędowych różnica jest kolosalna. Tak, jest to tekst sponsorowany. Jedynym i wyłącznym sponsorem jest moje ogromne zadowolenie z Vervy diesel, która tak bardzo odmieniła mojego leciwego klekota :)
