Wczoraj popełniłem nowy wpis na blogu. Kolejny, którego od poprzedniego dzieli dwucyfrowa liczba miesięcy.
Co po takiej przerwie można napisać? Ciężko zaczepić o coś, co niedawno było, ciężko też silić się na wstęp do jakiegoś nowego wątku, który przecież – patrząc na doświadczenia z ostatnich lat – znowu jedynie pozostanie kolejnym nowym zamierzeniem, które wzięło i się wyjebało. Dobrymi chęciami piekło jest usłane.
Kurde… kiedyś to było. I to tak bardzo, że nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy w jak fajnym miejscu byłem. Blogosfera – i to ta już poważna – była moim domem. Opuściłem go jednak i był to świadomy wybór. Nie chciałem iść z duchem czasu, nie chciałem zmieniać siebie i sposobu tworzenia treści. Wszyscy najwięksi poszli w nowe projekty, videoblogi, a ja tego nie chciałem. I byłem głupi.
Głupi nie dlatego, że wysiadłem z coraz szybciej pędzącego blogerskiego pociągu, ale dlatego, że nie widziałem alternatywy w postaci pozostania sobą i tworzenia nadal po swojemu. Uznałem, że blogosfera to już nie to i nie ma sensu dalej się męczyć. Bo męką było porównywanie siebie do reszty przede mną. Męką, głupotą i wyrazem braku pewności siebie.
Dziś nie popełniłbym tego błędu. Dziś dalej bym siedział w swoim wagoniku i najwyżej odczepiłbym go od tej zapiepierzającej lokomotywy, by dalej w swoim zdrowym tempie jechać przed siebie, obserwować, kminić i pisać dla tych, którzy przecież byli ze mną dla mojego stylu. I to pomimo tego, że blog był wielotematyczny i trudniejsza była budowa społeczności wokół niego, niż jest to przy blogach o wąskiej tematyce.
Dziś nadal mam społeczność. Jednoosobową w osobie SpeX-a, którego nawet zdążyłem niedawno poznać na żywo :) ale jednak. I głos tej społeczności w komentarzu pod wczorajszym wpisem powiedział mi, co w moim blogu było dla niego fajne i czego nadal chciałby doświadczać.
No, Panie Krzysztofie… poruszyło mnie to. Serio. Będąc miłośnikiem komunikacji dałeś mi swoim komentarzem bilet do podróży w głąb siebie. Nie potrafiłem przestać myśleć o tym, że nie dla tematów wpisów tu jesteś, ale dla dawnego pióra, którym pisałem o wszystkim.
Nie wiem, czy dziś umiem pisać tak samo. Wtedy więcej czytałem, w innym środowisku się obracałem, byłem młodym ułanem, który podążał za głosem serca i w każdej chwili był gotów podejmować i irracjonalne decyzje i kontrowersyjne tematy, jechać z nimi bez trzymanki, bo później czasem pisać sprostowania i nawet kogoś przepraszać za swój niewyparzony język :)
Nie wiem jak będzie, ale jedno wiem na pewno. Już nie jestem tym dwudziestokilkulatkiem, który miał mnóstwo ognia w sobie, ale nie rozumiał tego, że paliwa dla swojego ognia może szukać również idąc sam swoimi ścieżkami, a nie tylko z tłumem. Nie mam więc pojęcia, co będzie za kilka wpisów na tym blogu i przede wszystkim kiedy to nastąpi, ale wiem przynajmniej to, że teraz mam odwagę, siłę i luz, by być sobą i pozostać autentycznym.
Czasu tylko mniej. I do setki, którą co roku mi życzą i w codzienności też :)
Hasło, które jest tytułem tego wpisu, towarzyszy mi w wielu dziedzinach. W fotografii, w komputerach, w motoryzacji i w codziennym życiu. Ciągle się o ten wniosek potykam i myślę, że zamiast rapu, Joomli, polityki i innych mniej ważnych bzdur teraz – o ile będą – w nowych wpisach przeplatał się będzie bunt przeciwko postępowi w wielu sferach mojego życia.
Nie zapraszam jeszcze do lektury. Zaproszeniem do niej niech będą nowe wpisy.

Szczerze też ci powiem, iż nie rozumiem tego pociągi o innych platform, innych formatów. Dawniej była moda na blipa, a teraz też platformy już nie ma. Potem był twiter teraz uniwersy. Do tego jeszcze różne formaty fotek czy rolek na Instagramie i tym podobne.
Może właśnie przed to, że chwilę już na tym świecie żyjemy i wiele widzieliśmy to mamy już dystans do nowinek, widzimy z perspektywy czasu co z nich zostaje.
Widzę, iż zmieniłeś szablon. Ale już wczoraj miałem ze starym jakieś problemy. Iż czasem nie chce przyjąc komentarza “Kod jednorazowy jest nieprawidłowy”. Więc wygląda mi to na jakiś problem z antyspamami.
Bardzo możliwe.
A wracając do temu posta. Jak się szybko jedzie danym pociągiem, ważne iż ma się to swoją bocznicę. Która nie zawsze jest najszybsza, najnowsza – ale jest. Po prostu czasem nam zjechać z tej autostrady, i pojechać starą krajówką czy wojewódzką trasą, dla samych widoków.
Z tym zjeżdżaniem z autostrady to akurat mam kiepskie doświadczenia. Kiedyś bardzo regularnie jeździłem A4 Dębica – Kraków – Dębica i raz jeden podkusiło mnie, żeby zjechać w Wieliczce na starą 94 i zobaczyć jak się zmieniła. I w Bochni wpadłem na kaskadowej kontroli. Ostrzeżenie z Janosika było, ale po pierwszym radarze przyspieszyłem odruchowo, żeby dogonić peleton jadący z 300 metrów przede mną. W sumie na odcinku ok 1,5 km stały 3 radiowozy (oznakowany, nieoznakowany, oznakowany) a dalej jeszcze stacjonarny fotoradar. Peszek :)
Ale popraw mnie Janosik, nie jest zintegrowany z nawigacją. Więc masz tylko info, a nie gdzie stoją.
Wypróbuj Waze, też ma społeczność “zgłaszających” i pokazuje na mapie, gdzie było zgłoszenie (gdzie stoją).
Yanosik ma nawigację. Domyślnie działa w trybie powiadomień na trasie z widoczną mapą, jednak jeśli chcesz skorzystać ze zintegrowanej nawigacji, to klikasz na ekranie zielony przycisk “szukaj” i tam podajesz dokąd chcesz jechać. I jedziesz z nawigacją i yanosikowymi ostrzeżeniami w jednym.
Sprawdzałem i Wadę i Google jeśli chodzi o powiadomienia z tras, ale na ten moment Yanosik top.
Ja pamiętam janosika jako “nakładkę” na inne nawigacje, która pełniła funkcję antyradaru. Ba swego czasu oni sprzedawali nawet urządzenie, które nie miało nic jak tylko głośnik do ostrzegania i guzik do robienia zgłoszeń.
Nie wiem co napisać. Yanosika używam od chyba 2017 roku i z grubsza wygląda cały czas tak samo. Dochodzą tylko nowe funkcje typu radio, są też w darmowej wersji reklamy, które znikają za comiesięczne drobne na przysłowiową kawę dla twórców. Nawigacja jest pełnoprawna, bazuje na innych mapach (nie google). Nie wiem jak teraz, ale swego czasu (ok 2018) miała czasem problem z przepisowym prowadzeniem i kierowała np. w jednokierunkowe pod prąd.
[…] niedawno popełnionym wpisie pt. Nie chcę gonić za postępem napisałem, że to hasło może stać się przewodnim dla nowych tekstów publikowanych na blogu. […]
Nie tylko SpeX jest wiernym fanem :) Masz jeszcze mnie, a więc jest nas już dwóch, a nawet trzech licząc Ciebie! Ja uwielbiałem tę naszą blogosferę ale jak sam piszesz – nie byliśmy i nie mogliśmy być na prawdziwej fali bo pisaliśmy o wszystkim po trochu. Przetrwały tylkp blogi monotematyczne i niejednokrotnie zamieniły sie w wielkie serwisy wieloosobową obsadą i specjalnymi agentami AI 😉 Kiedyś napisałeś u mnie (do dziś pamiętam), że jest wiele osób które czytało mnie/nas dla stylu i dla klimatu, a tematy były często drugorzędne… Od czasu do czasu myślę, co zrobić z moim blogiem. Kusi żeby… Czytaj więcej »
Ależ miła niespodzianka widzieć Cię tu znowu, po latach :) Też przez lata zastanawiałem się nad tym, co z tym blogiem robić. Korciło, aby postawić nowego, a tego dotychczasowego zamknąć pod oddzielną pozycją menu albo w subdomenie. Wygrała jednak chęć innego lokowania wolnego czasu;) Ograniczyłem się do bodajże dwukrotnych zmian w kategoriach i poprzerzucaniu części wpisów między nimi o to było na tyle. Parę wpisów usunąłem z różnych osobistych przyczyn, ale resztę – nawet te najgłupsze – trzymam. Na Twoim miejscu nic bym nie ruszał, bo to wspaniała pamiątka z przeszłości. W tle niejednego wpisu pewnie kryje się jakaś historia,… Czytaj więcej »