Dziecko nie lubi mycia głowy, ale mam na to sposób :)

Dziecko nie lubi mycia głowy, ale mam na to sposób :)

W rozdaniu rodzicielskich obowiązków mi przypadł zaszczyt kąpania Jaśka. Rzecz w sumie fajna, bo przepełniona zabawą i śmiechem. No, ale tak, jak róża ma swoje kolce, tak i kąpiel ma swoje mniej fajne punkty. A tak naprawdę, to jeden – i to dość stresujący kąpanego i kąpiącego.

Mycie głowy

Jasiek – najwyższej próby niezależny nerwus – już po usłyszeniu zdania “dzisiaj umyjemy głowę” manifestuje swoją niechęć do tego punktu kąpieli. Odkąd kąpie się na siedząco, mycie głowy jest dla niego koszmarem. Zawsze towarzyszy temu krzyk, bo głowa mokra, bo woda leje się do oczu, których za skarby nie zamknie, gdyż musi widzieć co się dzieje, a wtedy do oczu woda się leje – i tak w kółko aż do momentu, kiedy do akcji wkracza ręcznik. Głowy odchylić do tyłu też sobie nie da, bo jakieś tam swoje powody ku temu ma.

Szukałem różnych sposobów na to, aby umyć mu głowę bez nerwów i krzyku. Bezskutecznie. Odchylanie głowy, by spłukać głowę – nie. Dłonie żony osłaniające jego oczy przed spływającą z głowy wodą i pianą – też nie. Specjalnego daszku zakładanego na skronie nawet przyłożyć sobie do głowy nie dał. Żadne zabawy, próby odwracania uwagi od zabiegu mycia i spłukiwania szamponu z głowy paliły na panewce. Nie ma mycia głowy i kropka.

Znalazł się sposób

W końcu udało się znaleźć sposób na umycie głowy Jaśkowi. Gąbka. Gąbka i cierpliwość. Gąbka, cierpliwość, ostrożność i delikatność. Na czym to polega?

Włosy Jaśkowi moczę przed myciem niewyciśniętą gąbką, zaczesując je od razu do tyłu. Tak, aby zminimalizować ryzyko spływania wody/piany do oczu. Niech leci na kark. Następnie odpowiednią ilość szamponu rozcieram na dłoniach i wtedy równomiernie rozprowadzam po włosach. Wtedy to zaczyna się marudzenie i pojękiwanie, gotowe w każdej chwili przejść w płacz, ale niczego w swoim zachowaniu nie zmieniam i nadal spokojnymi ruchami dłońmi myję mu głowę i równie spokojnie tłumaczę, że teraz już żadna pianka do oczu nie naleci i że znowu będzie tak bezboleśnie, jak ostatnio.

Po umyciu włosów przychodzi pora na największe emocje – spłukiwanie piany z szamponu z głowy. To przy tym punkcie programu kąpieli było zawsze najwięcej krzyku. Ale już nie ma, bowiem nadal główną rolę odgrywa spokój i gąbka. Tym razem wyciśnięta. Zbieram nią powoli i delikatnie pianę z czoła i czubka głowy. Trochę to żmudna czynność, ale tylko ona gwarantuje spokój pacjenta. Pianę z boków (za uszami) i przede wszystkim tyłu głowy pozwalam sobie ściągać mokrą gąbką, ale też tak z wyczuciem. Nie może z niej za mocno cieknąć woda, bo Jasiek nadal w każdej chwili gotów jest wybuchnąć głośnym płaczem.

Generalnie kilka minut zajmuje takie dokładne oczyszczanie włosów i skóry głowy z piany, ale warto. Jest cicho i spokojnie i po skończonym myciu główki nadal można kontynuować kąpiel i towarzyszące jej zabawy. :)

Subskrybcja
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Wbudowane komentarze zwrotne
Pokaż wszystkie komentarze
Łucja

Tatuś na medal 🥇