Coaxial za dychę i tyle radości :)

Kiedyś udało mi się wyrwać flagowy (przed wieloma laty, ale jednak :)) odtwarzacz BlueRay Panasonica, którego specyfikacja do dziś może zawstydzać współcześnie produkowane sprzęty. Nabytek ten miał u mnie robić i za kino i za scenę w sali koncertowej. Podłączony kablem hdmi do telewizora spełniał swoją funkcję, a uszy cieszyły się, bo dźwięk z telewizora przesyłany był kablem optycznym dalej, do wzmacniacza stereo.

Gorzej było, gdy chciałem posłuchać muzyki. Bezpośrednie połączenie odtwarzacza ze wzmacniaczem uskuteczniłem analogowo – dobrej jakości kablem 2x chinch (konkretnie interkonektami Melodika z serii Purple Rain). Brzmienie audio z tego Panasonica nie satysfakcjonowało mnie jednak wcale. Polowałem więc na dobry brzmieniowo odtwarzacz CD, aby do słuchania muzyki mieć to, co do tego celu zostało stworzone. I tak w końcu udało mi się kupić fajnego Onkyo, który podłączony purpurowymi interkonektami do Yamahy fajnie się z nią dogadywał.

Wszystko było i grało fajnie, ale w końcu przyszła ta wiekopomna chwila, kiedy to mój pierworodny zainteresował się klockami stojącymi na komodzie. Szybko odkrył to, jak zmieniać płyty i zaczęło się… Za każdym razem, kiedy chciałem posłuchać swojej muzyki, z głośników wydobywały się dźwięki dziecięcych hitów, jakie Jaśkowi sprezentowała jego ulubiona kuzynka. Postanowiłem więc przeprosić się z Panasonikiem i znowu powierzyć mu odtwarzanie moich muzycznych płyt.

Jako że kabelki Melodika zajęte były przez odtwarzacz CD, a optyczne wejście we wzmacniaczu obsługiwało telewizor, postanowiłem wykorzystać inne wejście cyfrowe, w jakie wyposażony jest mój wzmacniacz. Coaxial, czyli kabel koncentryczny, którym przesyłany jest sygnał cyfrowy (a nie analogowy, jak w przypadku chinchy), budził nadzieję, że na takim połączeniu nie będzie tak źle, jak po analogiwych czinczach.

Czułem, że nie mógłbym mieć problem z zaśnięciem spowodowany tęgimi rozkminami o tym, jak to zagra, popędziłem wieczorem na sklepy. W jednym z hipermarketów za dychę bez grosza kupiłem cieniutki kabelek koncentryczny zakończony wtykami rca. No bo nie chciałem płacić dużo, bo przecież Panasonic i tak gra brzydko, więc żaden lepszy kabel tu nie pomoże i już. Tak uważałem do samego końca – aż do momentu, w którym spięty ze wzmacniaczem odtwarzacz BlueRay, z umieszczoną w tacce jedną z moich ulubionych płyt, przesłał cieniutkim koncentrykiem pierwsze dźwięki.

Z miejsca uderzyła mnie przestrzeń – tak duża, jakiej na tym moim sprzęcie jeszcze nie doświadczyłem. Kolejne dźwięki niosły przekaz, że nie tylko scena urosła, ale też dynamika – jakby to grał sprzęt kilkakrotnie droższy. Separacja dźwięków, wybrzmienia – nawet te najbardziej subtelne – powodowały co chwilę kolejne opady szczęki. Ależ to zagrało! Do tego jeszcze na wzmacniaczu włączyłem tryb Pure Direct i odpłynąłem. Co za dźwięk!

Ostrość wysokich tonów, ogólna suchość i sterylność nie pozwalały zapomnieć, że głośniki napędza Yamaha, ale ileż neutralności i realizmu w tym brzmieniu było! Wielkość źródeł, instrumentów, scena – takiego rozmachu nie spodziewałem się po mojej A-S301 i monitorkach Tannoy Mercury 7.2. Matko święto! I to wszystko za dychę…

Pewnie kupię droższy i lepszy koncentryk – taki gruby i ekranowany. W końcu muszę mieć pewność, że ten gąszcz kabli walający się sprzętem nie wpływa na moje audiofilskie doznania.

Subskrybcja
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Wbudowane komentarze zwrotne
Pokaż wszystkie komentarze
SpeX

Ja bym się bał raczej o pokrętła i ich nastawy. Przecież, to jest idealny generator liczb losowych :)

SpeX

Ale mi właśnie chodzi o 100% głośności.

Arek

A to nie jest tak że ekranowanie ma znaczenie tylko przy połączeniach analogowych? Jak jest cyfrowe to albo działa albo nie.