Najpiękniejsze zdjęcie mojej żony

Jestem fotografem. Nieobce są mi różne dziedziny fotografii – doświadczenie mam w wielu. Wiele zrobiłem sesji portretowych ludziom różnej płci i w różnym wieku, przy każdej starając się dopracować wszystko najlepiej, jak potrafiłem w danym czasie.

Sporo też zainwestowałem w sprzęt i praktykę. Aparaty, obiektywy, lampy i inne akcesoria. Próby, błędy, analizy i wprowadzanie w życie wyciągniętych wniosków. To wszystko po to, aby zdjęcia były jak najlepsze i abym ja – ich autor – był z nich zadowolony i nie bał się oglądać ich po czasie.

W tym całym szlifowaniu warsztatu fotograficznego i podnoszeniu sobie poprzeczki zapomniałem, że najlepszym aparatem jest nie ten wymarzony, cudowny, kupiony za nerkę, płuco i nogę, ale ten, który akurat mamy przy sobie.

Najlepsze zdjęcie, jakie w życiu zrobiłem

To zdjęcie, które maksymalnie rozgrzewa moje serce i porusza w nim wszystkie najbardziej dźwięczne struny. Zrobiłem je telefonem w środku nocy. Szybko, bez przygotowania, po prostu: wycelowałem i kliknąłem w ekran.

To zdjęcie mojej żony wykonane kilka minut po porodzie naszego pierworodnego. Minimalnie poruszony, odruchowy centralny kadr, brzydkie światło… Ale to zdjęcie ma w sobie taki ładunek emocji, że oglądając je mogę się zastanawiać, czy od tego pierwszego wybuchnie ono, czy ja. Miłość, zmęczenie, wzruszenie, opadające napięcie, niemożliwe do wyrażenie słowami i gestem szczęście…

Za każdym razem, gdy na to zdjęcie patrzę, wzruszam się ogromnie, a w sercu momentalnie podnosi się poziom wszystkich najpiękniejszych uczuć, jakie w sobie noszę. Nie sądziłem, że tyle mam ich w sercu. Ba! Nie sądziłem, że jestem zdolny tak mocno czuć i tak przeżywać.

To zdjęcie porusza mnie od pierwszego spojrzenia na nie. Ten wzrok żony, uchwycony na tej klatce, zrobionej niedbale, ale w najbardziej odpowiednim momencie. I to Maleństwo w jej rękach, które tak bardzo przewartościowało nasze życie.

Nie pokażę Wam tego zdjęcia teraz. Może kiedyś, ale nie dziś. Zbyt osobiście je traktuję, zbyt osobiste jeszcze jest ono dla mnie. Za dużo w nim tej emocjonalnej intymności, jaka towarzyszyła nam przez całą ciążę i podczas jej finału na porodówce.

Subskrybcja
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Wbudowane komentarze zwrotne
Pokaż wszystkie komentarze
SpeX

Dokładnie, najlepszy jest ten aparat, który mamy pod ręką.

Magda

Najważniejsze to złapać odpowiednią chwilę i ją uwiecznić

Łucja

;* <3