Dni Dębicy 2k9. 6 czerwca, Rynek, aparat i ja

Karate Dębica
Idealny strzał :) Właściwy moment idealnie wyczuty i trafiony bez jakiejś tam funkcji seryjnych zdjęć. Szef szefów jestem, rządzę i wogle! :)
Żeby tak jeszcze się dało większą czułość wykorzystać, to nic by się tu nie rozmazało…

Gdzieś już pisałem, że końcówkę minionego tygodnia miałem bardzo męczącą, z bonusem w postaci braku czasu na solidny – lub chociaż półsolidiny – odpoczynek. Marzeniem moim było pospać sobie w sobotę dłuuuugo, ale niestety. W wariackich okolicznościach obarczono mnie prośbą robienia zdjęć zespołom tanecznym występującym na scenie w Rynku. Zrezygnowany, może raz na to wszystko zakląłem. Nici ze spania, na 11 mam być na stanowisku, bo o 11 startuje impreza i pierwszy z zespołów tańczył będzie tuż po rozpoczęciu szouułłł.

Pobudkę uzgodniłem z budzikiem na godzinę 9, ale nie przeszkodziło mi to w zdrapaniu się z wyra półtorej godziny później. Naprędce łyżka kawy zapita mineralną, szybkie mycie, ciuchy, wyposażenie kieszeni i jazda!

Jakiś cwaniak wpadł na pomysł, żeby coroczne święto miasta rozbić na kilka tygodni, zamiast, wzorem lat poprzednich, wszystko co najlepsze skupić w jednym miejscu i odbyć przez jeden weekend. Porozpieprzane te różne imprezy po całym mieście, przez co dość łatwo o przeoczenie faktu, że każdego dnia i w każdym miejscu coś się dzieje. Bo nie ma takiej oprawy i pompy jak przed laty, nie ma stoisk lokalnych firm, nie ma kiełbasek, nie ma gotowanej i prażonej kukurydzy, nie ma niekończących się występów muzycznych na scenie, dzięki którym nieustannie pobrzmiewała lokalna muzyka. Nie ma tego wszystkie razem wziętego, co przed laty tworzyło niepodjebywalny klimat święta Dębicy. Kiedyś nie dało się nie zauważyć tego, że coś się w mieście dzieje: centrum miasta było jedną wielką imprezą, a teraz? Wszystko podzielone na drobne przykuwa uwagę co najwyżej zainteresowanych danym wydarzeniem. Organizatorzy owych dni miasta chyba nie biorą udziału w imprezach, a całe obchody oglądają jedynie w grafiku – pewnie dlatego właśnie z roku na rok używają słowa „okazałe”. Na papierze bez wątpienia super im to wygląda: tyle miejsc, tyle dni, tylu artystów… I tak, z roku na rok, co raz bardziej brną w ilość, zapominając o jakości.

kamikadze :)
Kiedy w mieście ścieżek rowerowych brak…

Uff, odbiegłem od tematu, ale tak serdecznie wkurwia mnie ta imprezowa polityka by Dca…

Zdążyłem na tę jedenastą. Muszla koncertowa w Rynku… po kiego w rynku muszla, w dodatku zintegrowana z kiblami? Od lat w innym miejscu stoi większa muszla z widownią (taki amfiteatr), to zamiast wziąć i ją wyremontować, postawili nową. To samo tyczy się kibli: były jedne szalety swoim obrazem błagające o remont, to woleli postawić nowe – o minutę drogi od starych. Nie pojmuję…

No więc… zdążyłem na tę jedenastą, ale nic wielkiego się jeszcze nie działo. Na muszli rozkładali się jeszcze ze sprzętem, a b-boye świrowali na płycie rynku. Dzieci, które miały występować, i ich rodzice, przez organizacyjny zamęt zmuszeni byli przetestować swoją cierpliwość, zaś jedynymi nie mającymi powodów do narzekań byli goście skaczący sobie na rowerach. Mieli najazd, dwie skocznie i z piachu usypane za nimi górki do miękkiego lądowania. Nawet fajnie sobie skakali (patrz zdjęcia)A na muszli wszystko ruszyło około wpół do dwunastej. Tańczyły dzieciaki, później dębickie kluby sportów walki (boks, zapasy, karate) prezentowały się publice, zachęcając do wstąpienia w swoje szeregi. I tak w kółko: tańczyły zespoły z Klubu Tańca „Szane” (w tym samym czasie reprezentacyjna grupa taneczna Szane zajęta była zdobywaniem II miejsca na przeglądzie w Przemyślu), później na scenę wchodzili na zmianę karatecy i zapaśnicy.

Boks Dębica
Jeden z flagowych sportów w mieście

W sumie miałem lajt; mogłem, a nie musiałem fotografować. Mogłem wogle tam nie iść, ale bardzo wiele osób liczyło na mnie, więc ruszyłem swoje niewyspane dupsko… W nagrodę, w ramach czynności poprawiających ogólny nastrój, robiłem sobie przerwy na piwo :) I tak wytrwałem do okolic godziny czternastej, kiedy to skończył się ostatni zaplanowany występ grupy BEST. I do domciu, sobotę obchodzić.

Naobchodzone, kurde :/ Godzina 19, a ja myślami już byłem pod kołdrą. Następnego dnia w planach był wyjazd z kuzynem Narzeczonej Mej Kobiety pod Jasło, gdzie miał miejsce jakiś wyścig. Tam też mile widziany był aparat w mojej łapie, ale koniec końców nie pojechałem. Nie pojechaliśmy, bo wybraliśmy wspólne odsypianie zaległości z zakręconego minionego tygodnia.

Teraz trochę zdjęć z soboty, 6.06.2009. Poniżej pokazywacz, a kto chce w większym formacie, to zapraszam tutaj.

Zdjęcia z reportażowym zacięciem, ale jeszcze sporo im brakuje do tego, co mi się marzy. Wsio rozbija się o kwestię sprzętu. Sobotę pstrykałem kompaktem Canon A590 IS, ale mam nadzieję w niedługim czasie przesiąść się na lustrzankę :)

Subskrybcja
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Wbudowane komentarze zwrotne
Pokaż wszystkie komentarze
grzybu

Rzeczywiście, ten weekend, był obfitujący w różne tego rodzaju imprezy. W mojej najbliższej okolicy odbywały się aż trzy.

Co do zdjęć, to rzeczywiście fajny reportaż. Ciekawy jestem tylko, jak prezentują się w kolorze. Swoją drogą, czarno białe fotki też mają swój “urok”.

Na aparat nie narzekaj, bo dobre zdjęcia robi. Co prawda to nie to samo co lustrzanka, ale fotki dobre, jeśli nie bardzo dobre wychodzą. Ja również próbowałem robić reportaż i to właśnie lustrzanką. Ale zdjęcia nie są zbyt pomysłowe, bo jako amator bardziej skupiałem się na ustawieniach aparatu…

PrzemCio

Tylko czemu czarno białe :P

BoDeK

No no szuman niezły reportaż,brakuje Ci tylko dobrego sprzętu. Szczególnie podobają mi się zdjęcia ludzi skaczących na łowełach ;) jak i również kilka zamrożonych strzałów karateków. Nie rozumie czemu w czerni i bieli te zdjęcia…

szuman

dzięki Wam :) B&W z dwóch zasadniczych powodów:
po 1) w czerni i bieli nie widać tylu mankamentów (szumy i inne tajemnicze rzeczy powstałe w wyniku używania sprzętu takiej, a nie innej jakości ;)). Mam pewne ambicje i nie byłbym w stanie strawić obecności takich skaz ;)

po 2) black&white, to bardzo charakterystyczna cecha reportażu. Nie obowiązkowa, ale każde zdjęcie ogarniałem z tą myślą i wyszło tak, że c-b zrobiły się wszystkie :) Teraz, gdy oglądam wszystkie jedno po drugim, to też mnie to razi. Ale już niech tak zostanie. Będzie lepszy sprzęt, to będę śmielej się chwalił ;)

SpeX

Tylko W&B (nie odnosząc się do twoich zdjęć) też trzeba umieć robić. Nie wystarczy włączyć filtr i już. Gdyż po pewniej lekturze dowiedziałem się iż zdjęcia W&B można uzyskać na kilka sposobów, gdzie każdym można uzyskać inny efekt końcowy.

Polecam do przeczytania:
http://www.fotografuj.pl/Article/Warsztat_Usuwanie_koloru_konwersja_fotografii_czarno_biale_zdjecie_Photoshop/id/49

szuman

dzięki, [b]SpeX[/b], prawdę mówiąc nie ograniczałem się do samego greyscale, ale o tym, że tak wiele można zdziałać balansem kolorów nie wiedziałem :)