Pierwszy raz zawsze boli

Smolarek
jego pierwszy raz

Gdy Smolarek bramkę strzelił, komentatorzy mordy cieszyli, że dotąd każdy mecz, w którym Euzebiusz zdobywał gola, repra nasza wspaniała wygrywała. Dlatego też, gdy wspominany Smolarek zdobył bramencję, komentatorzy z automatu dopisali nam trzy punkty i mecz generalnie dla nich się skończył. Bardziej niż końcowego gwizdka, oczekiwali kolejnych bramek dla Polski. W piłce nożnej wszystko jest możliwe, o czym chyba zapomnieli ci spece za mikrofonami.

Z Czechami zagraliśmy jak z nut, a ze Słowacją tak, jakbyśmy tych nut na oczy nie widzieli. Wiem, czaję sprawę: inny przeciwnik to i taktyka inna… ale do prostytutki nędzy tak się, prostytutka, nie gra!!! Co ja mam mówić? Jak tu bronić Beenhakkera, kiedy ten sam każe gówno robić i zamieniać je na trzy punkty. Borucowi przytrafił się błąd, po którym bramka padła i wtedy reszta drużyny zesrała się ze strachu. Bo że Boruc jednak nie jest bogiem i jak każdy czasem zawala. Narobili rzadko w portki, nie upilnowali i zrobiło się 2:1 na korzyść Słowaków.

Jak to dobrze, że w przerwie meczu zaparzyłem sobie melisy. Po końcowym gwizdku jednym haustem wytrąbiłem ziołowy hejnał. Chyba działa, bom nawet spokojny. Wsuwam jakieś zielone (a może niebieskie? zapewne turkusowe) ciasteczka z pobliskiej cukierni i odpoczywam po ciężkim dniu. Na piwo patrzę z obrzydzeniem, bo cholera, zbrzydło mi :/ Jakby ta melisa kopała, to miałbym jakąś alternatywę, ale niestety nic fajowego nie czuję po tej potrójnej porcji ziółka.

Przesraliśmy ze Słowacją 1:2, co prognozuje prawdopodobny koncert panów Laty i Tomaszewskiego. W duecie bądź solo. Grunt, że repertuar ten sam. Zieeew.
Włączyłem mecz pod koniec drugiej jego połowy i se patrzyłem, jak kopacze w ciula grają. Polacy, rzecz jasna, bo Słowakom paliło się, ale nasi umiejętnie im dokuczali. Tak ten mecz miał wyglądać i tak wyglądał. Sądziłem, że Polacy zaczną starać się o bramkę po godzinie gry i jak się okazało, pomyliłem się o 10 minut. Bramka padła i smolarki dalej grały swoje, aż do momentu, gdy w ciągu minuty stracili dwie bramki. Wtedy zaczęli grać normalnie: parę długich podań i taniec pod słowacką bramką, no ale sorry: w 5 minut takiego meczu się nie wygrywa. Niech będzie, że w 8 minut, bo doliczyli 3 minuty. A i tak połowę doliczonego czasu gry zmarnowali na awanturę w narożniku boiska. I skończyło się, jak się skończyło. To pierwszy przegrany przez nas mecz, w którym na liście strzelców znalazł się Smolarek. Pierwszy raz i boli, bo taka porażka boleć musi.

Subskrybcja
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Wbudowane komentarze zwrotne
Pokaż wszystkie komentarze
ALEX

A we… szkoda gadać, myślałem, że mnie szlag trafi…

martiger

a ja pilka nozna sie nie interesuje i jeden stres mniej :)

Adam

a teraz się nawet do mistrzostw nie dostaliśmy :(:( lipa