Finał jak najbardziej prawidłowy

Pierwszy półfinał miał miejsce w piątek, czyli w dniu, w którym kalendarz wskazywał imieniny teścia. Pojedynek MY vs Bols zakończył się zwycięstwem faworytów. Drugi półfinałowy mecz odbył się w niedzielne popołudnie podczas oficjalnego przyjęcia imieninowego. W tym półfinale faworyci musieli uznać wyższość zmotoryzowanej (a co za tym idzie: niepijącej) większości, dzięki czemu drugim finalistą zostały niemal nietknięte %. I tak oto w finale spotkaliśmy się MY, zwycięzcy pierwszego półfinału, z niepokonanymi w drugim półfinałowym meczu %%%. Mecz finałowy nie miał zdecydowanego faworyta do czasu, aż nieoczekiwanie wsparł nas pan Staszek – sąsiad, znaczy się. Na pełnym lajcie rozprawialiśmy się za pomocą kieliszków z vodką, a w tym samym czasie, po drugiej stronie ekranu, Niemcy dawali się ograć Hiszpanom.TrójfinałKciuki trzymałem za Hiszpanię, która, w moim odczuciu, na zwycięstwo zapracowała sobie samą drogą do finału. Przynajmniej na tle Niemców, którym szczęście sprzyjało i nie trafiali na zbyt wymagających rywali. Z cieniutkimi Polską i Austrią wygrali w fazie grupowej, a z przeciętną Chorwacją przegrali. Z Portugalią wymęczyli zwycięstwo, a później męczyli się z cholernie osłabionymi Turkami.
Natomiast Hiszpania zdecydowanie wygrała swoją grupę, m.in. pokonując pogromców Holendrów, czyli Rosję. W ćwierćfinale męczyli się z Włochami i dopiero po rzutach karnych odesłali makaroniarzy do domu, a w półfinale ponownie rozbili ruskich. Wobec powyższego uznałem, iż na majstra Europy bardziej zasługuje Hiszpania. Fajnie, że udowodnili to na boisku.

Dziś ostatni finał: kończy się seria dni z pędzlem w łapie :) Wyglądało na to, że w tym roku już koniec malowania, ale wczoraj staruszek wujek poprosił o pomoc przy malowaniu okien. Okej, mogę tak spędzić ostatni dzień rozłąki z komputerem, choć przed weekendem myślałem o poniedziałkowym full nieróbstwie :) Odpoczynek czynny ponoć lepszy od biernego, zatem krzywda mi się nie stanie. A od wtorku znowu do kompa wracam i znowu będzie mnie więcej w wirtualnym świecie. Zapewne nie tyle, ile w ubiegłym roku, ale na pewno więcej, niż w ostatnich miesiącach.
Koniec remontów i innych twórczych, przydomowych działań oznacza, że czas wrócić do pracy i to stanie się tak, jak zostało zaplanowane: dnia 1 lipca 2008 roku :) Prawdę mówiąc, to nie wiem, jak odnajdę się po powrocie. Straciłem już ten rytm, oj, straciłem. Tak, jak kiedyś zastanawiałem się, czy i jak będę w stanie wytrzymać bez komputera, tak teraz rozkminiam, jakim cudem wytrzymam te długie godziny ślęczenia przed monitorem…

Subskrybcja
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Wbudowane komentarze zwrotne
Pokaż wszystkie komentarze
Arek

a u mnie 1-ego rusza remont :) miło słyszeć że znowu zwiększyć swoją aktywność na blogu :)

przemo

Nie oglądałem ani jednego meczu tych mistrzostw – niestety nałożyły mi się z z sesją. Za to setnie ubawiłem się przy wpadkach komentatorów:
http://www.zczuba.pl/zczuba/1,90957,5411485,Zlotousci_na_Euro___Przezyjmy_to_jeszcze_raz___Top.html
Choć na żywo pewnie brzmiałoby to lepiej :)

Czekamy na kolejne posty! :)

szuman

[b]Arek[/b], będzie to trudniejsze, niż myślałem, bo na 1. miejscu praca.. ale mimo wszystko powinno się poprawić ;)

[b]Przemo[/b], dobre :D A jeśli nie czytałeś, to również w tym stylu polecam [url=http://pl.wikiquote.org/wiki/Dariusz_Szpakowski]cytaty Dariusza Szpakowskiego[/url] ;)