Co z tym dyngusem?

Nie wiem jak w innych miastach, ale u mnie Dyngusa nie było. No, nie licząc kilku dzieciaczków biegających z sikawkami „kaczuszkami” (:D), „żabkami” itp. Fakt, spałem do obiadu, ale później byłem w kościele, po mszy poszedłem do kumpla (nawet on mnie nie przywitał dzbankiem wody ;) ) i w sklepie, ale nigdzie nie spotkałem nikogo z wiadrem, workiem czy butlą z wodą. Czy „Śmigus Dyngus” to kolejna świąteczna tradycja zabita przez noFoczesnych? Jeśli tak, to winnych nietrudno znaleźć.Scena związana z „lanym poniedziałkiem”, jaka najbardziej utkwiła mi w pamięci, to dwóch kumpli: jeden z nich siedział sobie na przystanku, a drugi przyczaił się za jego plecami i od góry wylał na niego calutkie wiadro wody :D Po czym obaj śmiali z tego. Tego sobie nie zapomnę, choć mogłem mieć wtedy nie więcej jak 6 lat. Ten, który miał wiaderko, był moim sąsiadem, a ten drugi, to jego kumpel, którego z widzenia znałem.

Najciekawszy „dyngus” ze mną w roi głównej, to chyba z 10 lat temu miał miejsce: jeździliśmy w czterech,a po kilku godzinach w sześciu „Melexem” i wyłapywaliśmy znajomych wracających z kościoła. Kilka panienek się na nas obraziło, ale przeszło im, gdy wskoczyły w świeże ciuszki i później same ganiały z wiaderkami i workami za nami ;) Partyzantka, zebrało się ich chyba z dziesięć i wlazły do jakiegoś rowu, z którego probowały oblać nas przejeżdżających ;D Generalnie cały dzień tak minął, a akumulatory wytrzymały do późnego popołudnia.

Tak sobie myślę, że winą za zamieranie tradycji „dyngusowej” należy obarczyć:
a) oblewających, którzy na chama leją kogo i gdzie popadnie
b) paniusie (także te młode), które zaraz dzwonią po policję, bez względu na to czy same zostaną oblane, czy tylko zobaczą gości z wiadrami
c) Policję i proboszczów, którzy nie zawsze zachowują się w takich sytuacjach, jak powinni i skłaniają się ku tym „poszkodowanym”, zamiast wytłumaczyć im, że to tradycja, a oblewaczy pouczać, a nie ścigać, jak przestępców i wszelkie zło.

Podobnie rzecz ma się z kolędowaniem: z opowieści rodziców i dziadków wyłania się zupełnie inny obraz kolędowania, niż dzisiaj: maska lisa lub wiewiórki i „Wśród nocneeeeej ciszy”… i pieniążków dajcie. Nie czułem Bożego Narodzenia, a i ta Wielkanoc minęła jak dwie niedziele z rzędu, z zapasem wypieków na cztery :]

Subskrybcja
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Wbudowane komentarze zwrotne
Pokaż wszystkie komentarze
Wyspianska

A mój proboszcz jest kochany i sam biegał z wiaderkiem :) Więc nie ogólniaj proszę, że to m.in.księży wina! Ogólnie masz rację, szkoda że tradycja zanika. Jak coś to mnie możesz lać, nie zadzwonię na policję, obiecuję! ;P

dorotka

w dyngusa tez niezostalam oblana… :P