Dwa razy poczułem się jak żywy towar na sprzedaż. Jak człowiek podstępem uczyniony niewolnikiem i wypożyczany do dymania tym i tamtym. Jak wynajmowana dziwka wierząca w miłość kolejnych oblechów do czasu, aż przyszli do niej razem. Nie godzę się na takie traktowanie, a w ostatnim czasie dwa razy tak mnie popieszczono.
Pierwszym alfonsem była Nasza-Klasa. Wspaniały serwis internetowy o szczytnej idei, zaprojektowany dokładnie tak, jak potrzeba z optymalną funkcjonalnością włącznie. Chwaliłem sobie ten serwis, dopóki nie pojawiła się w nim kasa. Kapitał skurwił Naszą-Klasę: z przyjaznego użytkownikom portalu służącego odnawianiu znajomości zrobił folwark reklamodawców, oddział Allegro i co jeszcze nie wiem, bo zwinąłem stamtąd manatki zaraz po tym, jak podgląd ostatnich odwiedzin ograniczyli do trzech pozycji i wpierdolili aukcje Allegro. Usunąłem konto myśląc, że to już koniec. Okazało się, że nie i że kurewstwo odbywać się będzie także na zwłokach mojego konta. Choć usunąłem konto, moje dane tam pozostały. Mało tego! Obsługa niezbyt miała ochotę je usunąć. Gdybym nie znał zasad działania takich serwisów, to pewnie bym uwierzył w natłok pracy, przeoczenie, biegunkę admina czy cokolwiek innego. Ale ja wiem, że dla takich serwisów każdy rekord w bazie danych w tabeli z użytkownikami serwisu jest warty pieniędzy. Na początku swojej przygody z NK czułem, że to ja tam jestem ważny, że serwis i pieniądze pracują dla mnie. Po pewnym czasie i zmianach dotarło do mnie, że to się zmieniło: ja tam byłem towarem na sprzedaż reklamodawcom. Nie serwis dla mnie, a kasa dla serwisu, ale ja dla serwisu, serwis dla kasy, a kasa dla właścicieli. W sposób perfidny i bez zważania na moje potrzeby.
Odszedłem, a ci, co pozostali, dostali kolejne kretyńskie opcje za SMS i Śledzika. Pytał ktoś ich o zdanie? Śledzia ponoć nie chcieli i nawet doszły mnie słuchy o banach za krytykowanie.
Drugim alfonsem zostało Gadu-Gadu. W tym przypadku metamorfoza z mojego przyjaciela do samozwańczego dilera mojej dupy trwała nieco dłużej. Gadu-Gadu 5, później 6 i 7 - fajne, stosunkowo lekkie (jak na GG i to, co dziś ono prezentuje). Fajnie było. Przyszedł czas na ósmą odsłonę, ochrzczoną „Nowe Gadu-Gadu”. Dlaczego nowe? Przecież każda kolejna wersja jest nowa. Czy to oznacza, że GG8 będzie ostatnim wydaniem oryginalnego klienta Gadu-Gadu? Nie. Oznaczało to zmianę charakteru miejsca skupiającego miliony użytkowników sieci. Z hotelu zrobił się burdel. W hotelu uczciwie płaciło się czynsz oglądając reklamy, ale układ na linii lokator-zarządca był zdrowy. Przebudowano jednak ów hotel, dorzucono masę kretyńskich, niepotrzebnych, mdłych i chujowych rzeczy i dopiero wtedy, gdy wszystkie one zaczęły działać, zorientowałem się, że to burdel pełną gębą. Godziłem się na reklamy (musi to jakoś wyżyć), ale nie na wpierdalanie mi w treść rozmowy reklam: wysyłanie ich mojemu rozmówcy podszywając się pode mnie i odwrotnie! Mało tego! Skórki! Nowe, niezamawiane skórki jak łapska klientów kilka razy zmacały moją prywatność. Emotki M&M's? Ktoś tu ma szczęście, że mnie to nie spotkało (mieszkałem pod ósemką, a słodycze rozdawali pod dziesiątką). Ja nie będę niczyją dziwką! Nikt mnie i mojej prywatności nie będzie spieniężał! Mogę uczciwie płacić czynsz, ale w zamian chcę szacunku do siebie i swojej prywatności. Nie mieszkam za darmo, żeby mi bigbradera wpieprzać w doniczki, a widok z okna na las zastępować bilbordem prezentującym naturalne i wygodne meble firmy RND (Ruchamy Nieświadome Dziwki). Nie będę niczyim towarem,
do widzenia.