Na wspomnienie tej akcji gęba sama śmiać mi się zaczyna :) A było to tak: siedziałem sobie i dłubałem przy nowym blogu (tak, wkrótce się rozmnożę), kiedy w ramach zapewniania oczom chwili wytchnienia zerknąłem za okno. Na cieniutkiej gałązce wierzby „płaczącej” siedział sobie gołąb. Zdziwił mnie jego widok bardzo, bowiem gołębie na okolicznych drzewach nie zwykły przesiadywać. Strefa gołębi to Rynek,
gawrony zaś rządzą na Placu Solidarności. Z moich ostatnich obserwacji wynika, że osiedlowe drzewa stały się dzielnicą szpaków. Nie przykładając się do obserwacji osiedlowych zwyczajów szpaków zauważyłem, że te kurduple są bardzo zadziorne :) Razu pewnego, na moich oczach, duet szpaków zaatakował blokowego kota, który akurat gościł się przed klatką. Jeden szpak przegonił kota, a drugi porwał jego żarcie :)
Wrócę jednak do dzisiejszego gołębia: zauważywszy go na czubku wierzby pomyślałem, że to rzadki widok i warto zrobić mu zdjęcie. Nie specjalizuję się w fotografii przyrody, ale mając ciekawy - jak na miejsce przebywania - obiekt postanowiłem pstryknąć go, przy okazji testując trzy różne ustawienia wpływające na ekspozycję (2 różne sposoby pomiaru + korekcja ekspozycji „na wyczucie”). Zaprzęgnąłem długi obiektyw, zrobiłem zdjęcia... ...po czym odłożyłem aparat i zerknąłem jeszcze raz za okno. Gołąb obrócił się o 180 stopni i zaczął dziobem robić sobie toaletę. Znów chwyciłem za aparat, ale zawahałem się: w końcu nie o gołębia wcześniej chodziło... Jednak zanim zdążyłem ponownie włożyć aparat do torby, nadleciał wróbel. Po chwili poprawiłem się: to był szpak. Też małych gabarytów przedstawiciel drobiu, ale w locie przez laika trudny do odróżnienia. Nadleciał, usiadł obok gołębia, ale niemal od razu zmienił gałązkę na niższą...