Za kwadrans pierwsza. Trzy kwadranse temu rozdział pt. "05.09.08" został zamknięty, z czego bardzo się cieszę. Jak zwykle nie narzekam, tak teraz czynię to: piątek był do dupy! Bywały dni gorsze, ale ten był perfidny. Niby nic się nie działo, niby spokój, ale tylko pozornie, bo gdzieś pod tą powłoką zaczęła bulgotać magma, która za czas jakiś wystrzeli. Niby dzień ok, ale im bliżej jego końca było, tym bardziej mój nastrój się pogarszał. By to szlag! Ktoś powiedział, że same chęci to nie wszystko. Że trzeba działać. Niech więc teraz ten głąb doda, że działać to też za mało: że jeśli los jest jednocześnie psychopatą i chamem, to można sobie żyły pruć i na jelicie grubym stawać, a i tak będzie chujnia. Bo nie wszystko od nas zależy.
Przypomniał mi się kawałek, który napisałem na kilka tygodni przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. "Wooboodoo" - dwie zwrotki + refren o tym, co mnie wówczas denerwowało (delikatnie powiedziawszy). Wtedy był to PiS (pierwsza zwrotka) i szmacące się po osiedlach małolaty (druga zwrotka). Dziś wściekły jestem na inne uroki życia, jednak refren wciąż obowiązuje w takim samym stopniu, jak wtedy, gdy go pisałem.
Player nie działa w Operze, w pozostałych przeglądarkach daje radę