Skoro w Anglii wymyślono, by karać rodziców otyłych dzieci, to ja wobec tego wymyślam, aby to samo czynić z rodzicami emo. Przecież w takim samym stopniu zasługą rodziców jest spasione potomstwo, jak i dzieciaki stające się emo, toteż jeśli karać za kilogramy, to karać również za emocjonalną pustkę. W moim odczuciu emo jest tak samo efektem rodzicielskiego długodystansowego zaniedbania, co osławieni małoletni rezydenci angielskich fastfoodów.
Za moich czasów nie było emo - z tej prostej przyczyny, że ćwierć wieku temu środowisko na rozwój tej zarazy nie pozwalało. Rodziny utaplane w błocie PRL-u wolne były od wyścigu szczurów do miseczki z $$$, a przez to miały czas dla siebie. Dzieciaki, miast marzyć o tym, co mogłyby mieć i chcieć tego dla chcenia samego, musiały zadowolić się tym, co było. Żyło się skromnie - czasem nawet bardzo skromnie - ale żyło się razem, a nie obok siebie. To tak tytułem wstępu.
Wkrótce swoją premierę będzie miał polski film pt. „Sala samobójców”. Ów film ma pokazać problem rodzin dorobkiewiczów - tzw. klasy średniej. Rodzin, z których dorosłe szczury całymi dniami gonią za kasą, by swoje młode karmić ponad możliwości przerobowe ich organizmów. Dzieciaki mają wszystko to, czego starszym pokoleniom brakowało, a jednocześnie są pozbawione klimatu, w którym dorastały starsze roczniki. Coś w tym musi być, a ja nie mogę się od porównań powstrzymać.
Dziś kompy, skutery, konsole, lokaty i inne cuda za kilka produkcyjnych pensji, a ja na komunię dostałem 400 zł (wtedy jeszcze 4 000 000 - przed denominacją), rower składak i kilka drobiazgów. Tyle od wszystkich zaproszonych gości. Po komunii marzyłem o Commodore 64, ale w końcu kupiłem konsolę Nintendo (bliźniaczą z Pegasusem i podróbkami z bazarów). I się żyło! Dużo ruchu i powietrza, mało kasy i zbytku - dupa się hartowała i dziś dupa jest twarda. A krzyknij teraz na takiego 10-15 latka, to się posra, potnie, jeszcze bardziej zgarbi i poskarży w tv, Hadze i na wszystkich forach, jakie znajdzie w sieci. Szczerze, to żal mi tych dzieciaków. Porównując swoje i ich dzieciństwo niczego im nie zazdroszczę. One mają wszystko i ciągle im źle, a ja i towarzysze z podwórka, w porównaniu do nich, nie mieliśmy prawie nic. Jednak to my byliśmy szczęśliwi. Tak, szczęśliwi, choć czasem bywało ciężko. I właśnie takiego życia: z trudnościami, które razem z bliskimi trzeba było pokonywać, dzisiejszym młodziakom brak. Żadnych realnych problemów, więc tworzą swoje hermetyczne światy, w których są sami, nikt ich nie kocha i nie rozumie.
Ciekaw jestem tego, co w „Sali samobójców” pokaże Jan Komasa - reżyser filmu. Jeśli nie zrobi takiego gniota, z jaki uważam pełnometrażową wersję „Galerianek”, to powinno być fajnie. Z niecierpliwością oczekuję "Sali..." i liczę na to, że jako produkcja traktująca o poważnym problemie będzie dziełem wielopłaszczyznowym; że znajdzie się w filmie zarówno gotowiec podany w postaci pewnej fabuły sterowanej myślą autora, jak i gdzieś po drodze pewne międzysłowa prowokować będą pytania i rozkminy, z którymi widz sam, we własnym zakresie, poradzić sobie będzie musiał. To takie moje osobiste życzenie i mam nadzieję, że zostanie spełnione :)