Nie jestem typem, który rozczytuje się w proroctwach, horoskopach, wierzy w wróżby, szklane kule i szuka jutra w makaronie. Nie wierzę. Może przez to, że w wielu przypadkach proroctwa o końcach świata wychodziły z kościoła, a inne przepowiednie zapewniały ich autorom swoje pięć minut na świecznikach? To wszystko fantazjowanie, które nie robiło na mnie wrażenia, ale przepowiednia poparta faktami (!) wrażenie zrobić musi....
Najpierw przytoczę tekst ze strony www.nautilus.org.pl, a później dodam swoje:
Informacje o zbliżającym się wydarzeniu, które zmieni losy Ziemi, powtarzają się w dziesiątkach przepowiedni i proroctw. Wydarzenie takie zapowiadał Nostradamus, według którego po tym nastąpi nowy okres w dziejach ludzkości. Wielu interpretatorów jego centurii uważa, że wielki jasnowidz przewidywał zmianę biegunów ziemskich, co ma spowodować katastrofalne wręcz skutki. Słynny amerykański śpiący prorok Edgar Cayce w swoich readingach mówił wprost, że przebiegunowanie Ziemi będzie związane z ponownym pojawieniem się Atlantydy, która ma wynurzyć się z oceanu. Mówił on wyraźnie, że czasy tych wydarzeń są bardzo bliskie, a wszystko wydarzy się na przełomie nowego tysiąclecia. I wreszcie musimy wspomnieć o proroctwie Majów, które także przewiduje wydarzenie, które "zmieni oblicze świata". "W przepowiednie nie trzeba wierzyć, ale znać powinni je wszyscy" - mawiał najsłynniejszy polski astrolog Leszek Szuman i dlatego zdecydowaliśmy się zaprezentować na łamach Nautilusa bulwersujące opracowanie, które jest dziełem dwóch amerykańskich autorów Patrick`a Geryl`a i Gino Ratinckx`a.
Od wielu lat są oni badaczami zagadek przeszłości, którzy od pewnego czasu poświęcili się analizie proroctw Majów i Egipcjan. Złamali oni starożytne szyfry gwiezdne sprzed 10000 lat, jak choćby tajemniczy znak z Dendery. Ma tam być zawarte ostrzeżenie o zjawisku związanym ze Słońcem, które było znane starożytnym ludom, a którego nie są świadomi współcześni naukowcy. Polegać ma ono na tym, że co 12 tysięcy lat nasza gwiazda przeżywa stan hiperaktywności, co w katastrofalny sposób wpływa na naszą planetę. Słońce zaczyna bowiem emitować tak potężne promieniowanie elektromagnetyczne, że jądro Ziemi zaczyna pełnić funkcję cewki elektromagnetycznej, w efekcie czego dochodzi do zmiany ziemskich biegunów. Zapiski pozostawione przez Majów czy Egipcjan pozwoliły precyzyjnie określić datę ostatniej hiperaktywności Słońca, a miało to miejsce w roku 9792 p.n.e. Niepokojące jest to, że data ta idealnie pokrywa się z ustaleniami geologów, którzy podejrzewają, że właśnie wtedy na Ziemi doszło do gigantycznego potopu. Majowie wiedzieli, że tego typu zjawisko jest czymś normalnym dla gwiazd wielkości naszego Słońca i w dziejach Ziemi powtarza się cyklicznie - właśnie co 11.5 tysiąca lat. Teoria Gery'la i Ratinckx`a jest tym bardziej zadziwiająca, że wyjaśnia zjawisko tzw. drugiego Słońca, które ma bezpośrednio pojawić się na niebie zwiastując zbliżającą się katastrofę (pisał o tym m.in. Nostradamus).
Odczytanie przesłania Majów pozwoliło ustalić, że pierwszym efektem wzmożonej aktywności naszej gwiazdy będzie zmiana Wenus, która na naszym niebie zamieni się w płonącą pochodnię. W swojej książce "Proroctwo Oriona na rok 2012" autorzy podają dokładną datę czegoś, co ma zmienić na zawsze naszą planetę i zapoczątkować nową erę w dziejach ludzkości. 21 grudnia 2012 roku ma dojść do niespotykanego ustawienia planet, które zawsze związane jest z morderczą fazą aktywności Słońca. Wtedy to dojdzie do przebiegunowania Ziemi, a wszystko ma rozegrać się w czasie kilkunastu godzin.
Sprawa wydała nam się na tyle interesująca, że przedstawiamy ją na łamach serwisu Nautilusa. Z autorami tej książki zamierzamy nawiązać ścisłą współpracę i spróbujemy zaprosić ich do Polski. Powołaliśmy zespół, który spróbuje zweryfikować, czy wyliczenia Amerykanów są prawidłowe (swoje tezy oparli oni bowiem na skomplikowanych analizach matematycznych).
O zwiększonej w ostatnich latach aktywności Słońca mówi się od kilku lat. Klimat nam się ociepla, lodowce topnieją, a biegun północny... także zaczął się przemieszczać... Nigdy nie wczytywałem się w proroctwa Nostradamusa, ale podobno w swoich wizjach widział nie dalej, niż do 2012 roku. Roku 2013 już nie obejmowały jego wizje. Co to może oznaczać?
Początek nowej ery?
Niewykluczone. Zmiana biegunów oznaczać może wszystko, łącznie z upadkiem naszej cywilizacji w rozumieniu osiągnięć techniki. Tak naprawdę do końca nie wiemy, co się stanie, kiedy północ zamieni się miejscami z południem. Czy będzie efekt domino, że m.in. plus stanie sie minusem? Jeśli tak, to wszystkie zdobycze techniki (nafaszerowane przecież prądem) przestaną działać. Samego prądu też może nie być, a bez prądu jesteśmy skazani na siebie samych i łaskę przyrody. Myślę, że nie czas fantazjować teraz. Jeśli jednak skończy się obecna era wynalazków, to pod znakiem czego będzie następna? Wszystko wskazuje na to, ze pod znakiem rozwoju duchowego człowieka. Od dawna znane są przypadki osób o wybitnych zdolnościach telepatycznych, telekinetycznych itd... Każdy z nas posiada takie zdolności. Niektórzy nigdy nie mają okazji poznać ich, niektórzy pod wpływem pewnych czynników poznają je w sobie.
Prawda jest taka, że najzdolniejszy człowiek wykorzystuje nie więcej niż 5% swoich możliwości. A co może kryć się pod tymi 95%? Wszystko... Tu znowu zaczyna się fantazja, bo nie znamy przecież tych terenów, ale myślę, że nawet latanie czy teleportacja nie będą nam potrzebne, bo wystarczy wszechobecność naszej świadomości. Posłuchaj: byłem świadkiem jasnowidzenia mojego brata. Kiedyś naćpał się bieluniem i trafił do szpitala. Był tak naćpany, miał takie halucynacje, że po prostu był w innym świecie. Poszedłem z nim do klopa opróżnić mu cewnik. Stał w drzwiach i wskazał na niewielkie drzwiczki w ścianie (do przewodu kominowego) mówiąc, że za nimi znajduje się papieros. Drzwiczki były zamknięte więc nie miał szans zajrzeć tam, toteż nie wierzyłem mu. Ale on się upierał. Specjalny kluczyk znajdował się w podobnych drzwiczkach znajdujących się o wiele wyżej: musiałem stanąć na muszli, żeby sięgnąć. Otworzyłem drzwiczki, za którymi zdaniem mojego brata znajdował się papieros... otworzyłem i był tam jeden lekko nadpalony Sobieski Light! Nie było szans, aby mój brat mógł wcześniej zajrzeć za te drzwiczki. Bieluń jest tak toksyczny, że może zabić. Halucynacje zatrutego toksynami mózgu to nic dziwnego. Całkiem możliwe, że w takim stanie uwolniły się nieznane nam zdolności.
Znam jeszcze przypadek przeczytania tytułu książki znajdującej się na regale w innym pomieszczeniu, wśród setek innych książek – w szpitalnej sali, do której nawet się nie zbliżył inny znajomy, który w swojej głupocie poszedł w ślady mojego brata i zjadł bielunia. Powiedział, że widzi książkę takiego i takiego autora o takim i takim tytule: ci, którzy przyszli do niego w odwiedziny, poszli sprawdzić i faktycznie kilka sal dalej znajdowała sie na półce taka książka...
A chłopak (chyba z Ropczyc - kilkanaście kilometrów od Dębicy), który wywoływał z kolegami diabła? Był tak przerażony, że grawitacja przestała dla niego istnieć i zginął od uderzeń o ziemię: odbijał się od niej jak piłka. Wierzący zaraz uznali, że to działanie diabła, ale diabła nie ma. Działaniem diabła (lub innych duchów) ludzie od dawna tłumaczą sobie niezrozumiałe dla siebie zjawiska, które z czasem zostają w racjonalny sposób wyjaśnione i przestają być zasługą duchów.
Myślę, że w tym 2012 faktycznie cos się wydarzy. Zbyt dużo proroctw i faktów na to wskazuje. O rozwoju duchowości w kolejnej erze, mówi wielu zarówno jasnowidzów jak i naukowców, a obecna cywilizacja wydaje się być już u kresu rozwoju. Z winy m.in. człowieka. Żadnych przełomowych wynalazków (jak np. prąd) juz nie wymyślą. Tzn. mogą wymyślić, ale taki wynalazek dzięki staraniom pewnych warstw pójdzie w zapomnienie i nigdy nie będzie służył ludzkości.
Trzeba tęgiej głowy i jeszcze tęższej wyobraźni, aby to wszystko ogarnąć. I sporej łatwowierności, aby w to wszystko uwierzyć już dzisiaj. Temperatura jednak od dawna rośnie i jeśli tylko zobaczę płonącą Wenus, to uwierzę w całą tą przepowiednię na 2012 rok...