Debatę wygrali Internauci? NIE! Internauci jedynie ugrali swoje w stopniu proporcjonalnym do ich roli we wczorajszej debacie. Prawdziwym zwycięzcą debaty jest Donald Tusk - to on zgarnął wilczą pulę i rodzynki.
Nie wiem, czy to tylko ja miałem wrażenie, że taki właśnie będzie finał tej tzw. debaty? Wyniku dyskusji byłem pewien i tu nie było mojego zaskoczenia, natomiast przebieg spotkania premiera z Internautami wyobrażałem sobie już nieco inaczej. Jak na debatę z Internautami było za mało interakcji szacownych na sali zgromadzonych z tymi, którzy pozostali po drugiej stronie skrętki i sprzed monitorów śledzili przebieg debaty. Internauci nie mieli w tej debacie głosu, a dyskusja toczyła się między premierem a osobami reprezentującymi obywateli wirtualnego świata.
Do czego w ogóle był im tam na sali potrzebny internet? Po co to zawracanie dupy ludziom na blipach, flakerach, czatach? No po co? Nie lepiej było od razu powiedzieć: darujcie sobie pisanie do nas, a siedźcie i oglądajcie, jak my gadamy? Efekt byłby ten sam, a ilu zainteresowanych mogłoby w pełni skoncentrować się na transmisji!
Fajnie, że debata się odbyła, ale obiecywałem sobie po niej więcej. Tusk produkował się z formułowaniem okrągłych zdań, których wartość merytoryczna była znikoma, a do tego mógł gadać tak długo, aż mu się znudziło. A gdy ktoś z oponentów zaczynał gadać ciekawie, to nie dawano mu swojej wypowiedzi dokończyć. Jak to jest? Zabierano im głos, bo zaczynali na temat i od tematu odbiegali? Jeśli tak, to na następny raz proponuję zastosować metodę „na Tuska” i od początku pierdzielić do woli, a gdy się to nawijanie znudzi, wtedy dopiero powiedzieć, co się chciało rzec.
Padło sporo ciekawych argumentów - miło mi się słuchało wystąpień kilku osób. Szkoda tylko, że nikt nie przewidział roli dla operatora-akustyka, by ten mógł czuwać nad poziomem mikrofonów głośności. Kiedy jednego musiałem o 100% podkręcić, to innego o tyle samo ściszałem. Wracając do argumentów: padły fajne z wielu stron, ale ponownie pytam: co z interakcją z internetem? Nie wierzę, że nikt w trakcie trwania debaty nie skomentował w sieci bezpłciowych wypowiedzi premiera. Na pewno takie głosy padły, a wtedy - ktoś z mieniących się reprezentantem internautów on-line śledzący komentarze do debaty - mógł na sali zabrać głos słowami: „Panie premierze, Internauci śledzący naszą debatę, na tej a na tej platformie dyskusyjnej, zwracają uwagę na oględność pana wypowiedzi. Czują się rozczarowani, bo liczyli na bardziej precyzyjny, a mniej dyplomatyczny język.”
Tusk debatę wygrał, a pomogli mu w tym tzw. reprezentujący Internautów. Trzy godziny gadania, a można było sobie tego oszczędzić zamieniając na wstępie kilka zdań:
- Panie premierze, mamy bardzo mocne argumenty i z internetem jesteśmy bardziej związani, niż pańscy współpracownicy od ustawy
- Dobrze, rozumiem. Ja się nie znam na internecie tak bardzo, jak wy, ale skoro jesteście zdeterminowani trwać przy swoim, to aby nie spowalniać prac nad ustawą hazardową, projekt rejestru stron i usług będących be po prostu pójdzie w odstawkę.
Na wczorajszej debacie każdy swoje ugrał - jak już we wstępie wspomniałem - w stopniu adekwatnym do roli przez siebie w debacie odgrywanej. Występujący sobie wystąpili, szaraczkom michy się ucieszyły, bo to w końcu o nich z premierem gadano, a premier po swojemu przytakiwał i oponował, ale robił to w taki sposób, że ciężko do końca stwierdzić, o co w jego wypowiedziach tak naprawdę chodziło. Trochę tak, a trochę tak, nieco kręcenia kotem za ogon jego, a na koniec epilog, który równie dobrze mógłby być prologiem.
Oficjalnie nikt Internautów cenzurować nie będzie, a premierowi znowu słupek w sondażach podskoczy. W końcu to pierwszy tak światły premier, którego horyzonty sięgają daleko poza świat realny. Żaden jego poprzednik - szczególnie ten ostatni - takiej polityki nie uprawiał. Dzięki wczorajszej debacie Tusk ugrał swoje, wizerunkowo raz kolejny deklasując Jarosława Kaczyńskiego:
- zademonstrował swoje zainteresowanie losem każdej z grup społecznych, czego nigdy nie zrobił Jarosław Kaczyński.
- pokazał, że nie tylko zna najnowsze technologie, ale też potrafi z nich korzystać - najdobitniej podkreślił to zdaniem „przeglądam internet, portale, czytam komentarze...”. Jarosław Kaczyński tego nie robi, bo ma od tego swoich ludzi.
- wyszedł porozmawiać z Internautami, których swoim lekceważeniem Jarosław Kaczyński wielokrotnie uraczył.
I jeszcze parę mniejszych punktów można by się doszukać. Debata wszystkim wyszła na dobre, a jej owoce podzielono według potrzeb: internet dostał jakąś tam gwarancję poszanowania jego autonomii, oponenci Tuska dostali głos, swoje pięć minut i wdzięczność ludu, a premier, za swą wspaniałomyślność na wielu platformach, dostał torcik, którym długo będzie się delektował.
Wilk syty i owca cała. Nagroda główna dla premiera, nagrody pocieszenia dla pozostałych.
Bingo.