Nie ma w Polsce dobrego hostingu dla mas. NIE MA! Jedyne przyzwoite data center, to Beyond.pl, ale tylko duzi i bardzo duzi mogą sobie nań pozwolić. Szarakom pozostają dedyki, sredyki, fałpiesy i dzielone hostingi, którym zawsze czegoś brak. Nie ma w Polsce porządnego hostingu!
Małe firemki - resellerzy pod fartuszkiem większych, nieco więksi na dedykach, jeszcze więksi z paroma dedykami, na końcu tacy z własnymi serwerowniami, ale nikt z nich nie oferuje takich usług, które można by z czystym sumieniem polecić KAŻDEMU zainteresowanemu. Albo limity na bazy, albo z kosmosu wzięte parametry kont, albo overselling na takim poziomie, że byle darmowy CMS już podczas instalacji jest w stanie zarżnąć serwer w najgrubszym jego miejscu.
Parę lat temu największą popularnością cieszyły się usługi hostingowe świadczone przez polskie firmy, które strony swoich klientów trzymały na zagranicznych serwerach - głównie w Niemczech i w USA. Owe zagraniczne serwerownie były tanie, a przy tym charakteryzowały się wysokimi uptime'ami. Jedynym minusem takiego rozwiązania - głównie w odniesieniu do amerykańskich data center - była bardzo długa trasa pakietów. Odległość skutkowała nie tylko dłuższymi pingami, ale też większym ryzykiem przerwy w dostępie do serwera z winy awarii na łączach gdzieś pomiędzy Polską a USA.
Ilu z nas marzyło o tym, że przyjdą kiedyś takie czasy, że i w naszym kraju powstaną niedrogie i solidne serwerownie i w końcu za przystępną kasę będziemy mogli mieć pingi poniżej 60ms...
W swojej karierze zaliczyłem współpracę z kilkoma firmami, które w pełnej krasie dały poznać uroki taniego hostingu. Pierwszą z nich był hosting opłacany via SMS (nie, nie boo.pl ;) tylko RWI.pl), drugą i365.pl, która hostując w USA cieszyła się cholernie dobrą opinią, potęgowaną dodatkowo przez całodobowy, expresowy support. Firma ta
postanowiła jednak przenieść swoje serwery do Niemiec i przy przeprowadzce zrobiła się taka kaszana, że ludzie szybciorem zwijali manatki i pozdrawiali się hasłem „ostatni gasi światło”.
Kolejnym moim przystankiem był hosting w Domenomania.pl. Postanowiłem zaryzykować, bo sprawiali wrażenie bardzo pewnych swoich usług: każde konto oferowali na pół roku za złotówkę bez żadnych zobowiązań. Niestety, okazało się, że ta złotówka została wywalona w błoto - podobnie jak opłata za drugie pół roku (nie pamiętam, czemu przedłużyłem, ale chyba z braku czasu na przenosiny wszystkiego gdzie indziej). Serwery mieli w Polsce, piekielnie szybkie, ale często zacinały się, a długie pady pojawiały się tak często, że już na półmetku
miałem ich dość. Do tego dostępność pomocy technicznej na kiepskim, jak dla mnie poziomie - pracowali w podobnych porach, co niewielkie zakłady fryzjerskie. Jako ciekawostkę dodam, że właściciel Domenomanii, niedługo po mojej rezygnacji z jej usług, stał się właścicielem i365.pl :)
W końcu trafiłem do Kylos.pl, z którym już wcześniej miałem do czynienia przy okazji prac nad stroną klienta. To był kosmos: ceny przystępne, a usługi cud, miód i fistaszki! Sewery u naszych zachodnich sąsiadów, wszystko tak dopracowane, że po zadomowieniu się tam, w końcu zacząłem spać spokojnie. Pewnego razu dostałem informację, że i Kylos postanowił przenieść się do Polski. Bardzo nieufnie do tego podszedłem: oczyma wyobraźni już widziałem rodzime serwery w akcji, podczas gdy te w Niemczech działały przecież rewelacyjnie! Przez dwa lata zdarzył się jeden króciutki, trwający kilkadziesiąt minut, pad? O czymś takim nigdy wcześniej nawet nie śmiałem marzyć! Po cholerę więc pchać się do Polski?
Ano nie wiem, ale moje przeczucia okazały się być słuszne. Od kilku miesięcy moje konto stacjonuje w serwerowni na terenie RP i różnicę czuję od początku. Różnica w długości pingów jest mało odczuwalna, ale reszta już nie. Z niemieckich serwerów strony wczytywały się cholernie płynnie i bez najmniejszego zająknięcia - sunęły, jak jajko po masłem wysmarowanej blasze. Po przeprowadzce pingi zmalały (z średniej długości 85ms do 52ms), ale wczytywanie się stron straciło na płynności i, co się na dłuższym dystansie czasowym okazało, również na szybkości. Podczas tych kilku miesięcy (dokładniej dwa tygodnie temu) miał miejsce jeden całkowity, dwugodzinny pad między godziną 16 a 18. Poza tym kilka już razy strony strasznie spowalniały i wczytywały się w iście ślimaczym tempie (o ile w ogóle zaczęły). Ostatnie takie spowolnienie miało miejsce dziś rano i trwało do 12:30, czyli do chwili, kiedy ktoś, po dwóch godzinach od zgłoszenia przeze mnie problemu, w końcu zareagował.Jeśli takie historie zaczną się częściej powtarzać, to nie będę miał wyboru i na czas snu przyjdzie mi się przeprosić z melisą i pampersem.
Czy w Polsce naprawdę nie może powstać choćby jedna porządna serwerownia dla ludu, która działałaby na poziomie niemieckiego data center Kylos.pl? Tam, to była bajka!!! Nawet przy 20/50tyś (uu/odsłony) na dobę bez najmniejszego zająknięcia to chodziło, a strony nie statyczne, tylko CMS-y, z którymi w innych firmach można z hukiem z serwera wylecieć przy ruchu na poziomie kilku tyś uu/dobę. Dopóki moje strony siedziały w Niemczech, dopóty spokojny byłem, że moim sajtom nic złego się nie stanie. Teraz już tej pewności nie mam, ale mimo wszystko wykupiłem abonament na kolejny rok, bo mimo wszystko Kylos.pl ufam i widzę, że pomimo wpadek (tych po przeprowadzce do Polski) starają się, aby było jak najlepiej. Nie ich wina, że polskie data center są, jakie są. Kylos.pl często widzę na GG, w trybie szybkim awarię mogę zgłosić również via GSM, a na zgłoszenia zawsze reagują szybko, więc jeśli tylko będę przy kompie siedział tyle, ile do tej pory, to z moim udziałem źle nie będzie :)
Smutne w tym wszystkim jest to, że hosting w polskiej serwerowni nie przestaje mi się kiepsko kojarzyć. Gdy rozwinięta jest infrastruktura, to podejście do potrzeb klienta lipne, a gdy klient traktowany jest jak pan, to znowu data center na przeciętnym, polskim poziomie.
Nie miałbym nic przeciwko ponownym przenosinom za zachodnią granicę, do tej samej serwerowni i na te same serwery, na których mieszkałem jeszcze rok temu :) W Niemczech to był raj! Nie to, co u nas.