Wzięło mnie wczoraj na słuchanie kawałków, z których niektóre po raz ostatni słyszałem ponad dekadę temu. W czasach ich świetności nie było ściągania z neta i kopiowania w formacie mp3 na wszystko, co ten format jest w stanie przechować. Płyty kupowałem; najczęściej były to składanki Hop-Bęc. Składanki były zbiorem najlepszych piosenek w zestawieniu listy przebojów Hop-Bęc radia RMF i owe albumy posiadałem wszystkie od pierwszego wydawania do numeru 13. Później, wraz z nagrywarą CD kumpla, odkryłem piractwo i tak to się jakoś zaczęło kręcić. Zastrzegam: nigdy nie piraciłem na tak wielką skalę jak znajomi; zawsze ograniczałem się do najczęściej słuchanych utworów, no bo po co mi piosenki, których nie zamierzam słuchać? Zmieniarka w wieży mieściła tylko 3 płyty audio, a kaseta o 120 minut nagrań... Najlepsze, najulubieńsze utwory i tak miałem w oryginale :)
I tak mi wczoraj we łbie zaświergoliła melodyjka z kawałka "We've got it going on" Backstreet Boys, że aż ciary mnie przeszły. Pamiętam jak gdzieś tak w połowie lat 90' ten kawałek dzielił i rządził i był cholernie lanserski w samochodach wyposażonych w miarę dobry sprzęt audio. Ostatni raz słyszałem go jeszcze w XX wieku. Do wczoraj.
Czym prędzej dopadłem Google, podałem grupę, tytuł i na końcu dopisałem wrzuta i voila :D To był początek mojej muzycznej podróży w czasie; pracując sobie słuchałem kolejnych kawałków z czasów szkoły podstawowej i średniej. Imprezowe kawałki, które na szkolnych dyskotekach zabraknąć nie mogło: słuchałem tych oldskuli i przed oczami przewijały mi się obrazy wspomnień związanych z konkretnymi utworami. Zajebiste przeżycie :)
Jedną ciekawą rzecz zauważyłem: im dłużej piosenki nie słyszałem, tym bardziej różniła się od tego, jak ją zapamiętałem. Może swoje zrobiła też różnica w klasie sprzętu; wtedy głównie analog, później laserowo, ale nigdy tak zaawansowanie jak dziś.
I jeszcze jedno spostrzeżenie: te wszystkie stare kawałki, które za moich czasów wytyczały muzyczne trendy, dziś zaczynają mi brzmieć tak, jak przed laty muzyka moich rodziców. Brzmią prymitywnie, naiwnie, staroświecko. Ale są melodyjne. Tak, jak wtedy melodyjnymi nazwać można było głównie starocie z lat 60' 70' i sąsiednich, tak dziś; w dobie elektronicznego stukania i pukania sucha się pojękiwania artystów. To się teraz nazywa dojrzałą muzyką.
Wali mnie to, że teraz czego innego się słucha. Jeśli mam czegoś innego niż stare, dobre rapy i nielegale słuchać, to będzie to stara muzyka, na której się wychowywałem. Dzisiejszej i tak nie słucham, bo najzwyczajniej w świecie mnie wkurwia: zero polotu i charakteru: chłodna, dokładnie skalkulowana, skrawana laserem... Rap też tak się stoczył - ten leglny i w coraz większym stopniu podziemny. Niestety.
Tak a propos podziemnej muzyki tworzonej niezależnie; posłuchajcie kawałka "
Co najważniejsze jest" Valkirii - zespołu powstałego w Pilźnie koło Dębicy. Wokalistkę miałem przyjemność poznać, reszty zespołu niestety nie. A grają kawał dobrej muzyki w klimacie, który bardzo lubię: soft rock :)
I jeszcze taka prośba; jeśli kawałek "Co najważniejsze jest" nie zmaltretował Waszych uszu, to oddajcie swój głos na ten zespół. Wystarczy klik, rejestracja nie jest wymagana. Dzięki :)