Nie samym internetem i polityką żyje człowiek, a zdaje się, że o gotowaniu na tym blogu jeszcze nie było ;) Zatem jest to pierwszy i pewnie ostatni wpis z cyklu "Kulisy sztuki kulinarnej" czyli mistrz rondelka radzi ;) Nie pamiętam już, kto mi ten patent na gotowanie jajek (na twardo lub na miękko) zdradził, ale teraz ja podzielę się tą wiedzą, a co? ;) W takim razie: jak gotować jajka, aby po włożeniu do wrzątku nie pękały? Trzeba je nakłuć, np. szpilką (sam jednak używam igły, bo jest sztywniejsza). Nakłuć trzeba jajko na jego wierzchołkach, lub jak kto woli: od góry i od dołu. Działa to w sposób następujący: w jajkach znajduje się powietrze, które pod wpływem temperatury zwiększa swoją objętość i powoduje pękanie skorupki (rozsadza ją). Jeśli do wrzątku trafi podziurawione jajko, to powietrze zejdzie i będzie widać jedynie bąbelki ;) Patent sprawdzony i skuteczny. Smacznego, a zaskoczonym tym wpisem powtarzam: nie samymi komputerami człowiek żyje ;)
Muszę w końcu zrobić sobie dziurkacz do jajek, pomysł już mam. W kawałek listewki wbiję pineskę, a listewce dorobię nogi, coby była stabilna. Będzie to przydatny wynalazek, szczególnie przed różnymi świętami, kiedy to jaja gotuje się hurtem: a to do barszczu, a to do sałatek. Nie zapominajmy też o jajkach w sosie tatarskim (uwielbiam!). Popękane nie są smaczne: białko smakuje jak woda, a samo jajo też nie wygląda jak powinno. Z pomysłu na dziurkacz pozwalam czerpać pełnymi garściami: róbcie dziurkacze i sprzedawajcie na Allegro, sam chętnie kupię :)