Zdjęcia, które inspirują naprawdę

Zdjęcia, które inspirują naprawdę

Nagrodzone w Word Press Photo i temu podobnych konkursach zdjęcia potrafią zaprzeć oddech. Idealne w kadrze, świetle, momencie, wydmuchane i wychuchane w postprodukcji, perfekcyjne do granic ludzkiej percepcji – no, po prostu zajebiście zajebiste. Nic, tylko zastanawiać się mocno, czy autorom tych prac bardziej zazdrościć nagród i fejmu, czy samych zdjęć.

Ale tylko przez chwilę.

Nie wiem, czy też tak macie, ale jakoś te zdjęcia nie zapadają mi w pamięć i nie wgryzają się w serce. Fajne, niezłe, bardzo dobre, doskonałe, ale zwykle sterylne jak rendery i przez to nie inspirują mnie. Nie powodują, że już chcę chwytać za aparat i lecieć, bo właśnie moja wena poczuła się zazdrosna i gna mnie w cholerę w świat kreślony czułością, szybkością migawki, przesłoną i wyczuciem czasu.

Prawdziwie inspirującymi są dla mnie zdjęcia stare, analogowe, zrobione niedoskonałym sprzętem i nierzadko w siermiężnych czasach. Zdjęcia z ziarnem, zdjęcia czasem poruszone, zdjęcia czasem nieidealnie skadrowane, ale zdjęcia z cholernie wartościowym pierwiastkiem wynikającym z szacunku do każdej pojedynczej klatki, który to szacunek wynikał z ograniczonej pojemności rolki filmu.

Kiedyś to były czasy! Fotograf pincet razy zastanowił się, zanim zrobił jedno zdjęcie, a teraz nie ma czasów, bo fotograf raz się zastanawia i robi tych zdjęć pincet. Cały XX wiek to wspaniała era najbardziej inspirujących zdjęć!

„Czarnobyl. Spowiedź reportera”

„Czarnobyl. Spowiedź reportera”, Wydawnictwo Albatros, 2019. Ten album do oporu nakręcił sprężynkę w mechanizmie napędzającym fotograficznego mnie. Poświęcony twórczości Igora Kostina i okraszony fotografiami spod jego palca i obiektywu obfituje w kadry, których można mu pozazdrościć nawet dzisiaj – w dobie cholernie rozwiniętej fotografii cyfrowej.

Analogowe zdjęcia czarno białe i kolorowe. Wspaniałe dokumenty chwil, które poruszają nas do dziś, zrobione w miejscach i w trakcie wydarzeń, którymi, za sprawą serialu “Czarnobyl” żył niedawno cały świat. Wspaniała uczta dla miłośników fotografii analogowej, dokumentalnej i reportażowej. W tym albumie jest wszystko to, co mi w duszy gra. Ziarno, światło, temat. I ogromna pasja.

Sam album najprawdopodobniej zrecenzuję w oddzielnym wpisie. Nie wiem kiedy, bowiem wciąż czuję, że nie skonsumowałem go jeszcze należycie i nie potrafię powiedzieć, jak długo potrwa właściwa konsumpcja, ilu kolejnych podejść będzie koniecznych i ile trwać będzie trawienie myśli powstałych w trakcie oglądania zdjęć. Album budzi we mnie mnóstwo emocji. Budzi podziw i respekt. Budzi wenę. Nakręca mnie niesamowicie.

Wspaniałe, stare zdjęcia, bezcenne i ciągle żywe. I cholernie inspirujące. Uwielbiam!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *