Gdy chcę coś zrobić, ale nie wiem co

Gdy chcę coś zrobić, ale nie wiem co

Niedzielny kac powoli ustępował. Zmęczony bólem głowy i tym całym przyćmieniem pomyślunku dopijałem drugą kawę. “No, wracam do życia” – pomyślałem – “i coś bym zrobił”.

Tak, zrobiłbym coś. Z każdym oddechem przybywało chęci do zrobienia czegoś, a z każdą kolejną chęcią kolejny raz padało pytanie: “tylko co?” Cholerstwo. Człowiek tak bardzo chce, tak bardzo bardzo bardzo chce, tylko kompletnie nie wie czego chce.

Już, teraz, natychmiast, tylko… co?

Różne pomysły wartkim strumieniem przepływały przez głowę, ale tak szybko, że nie sposób było uchwycić choćby jednego z nich. Z kubkiem kawy przy ustach wyjrzałem przez okno. Wszędzie biało, wszędzie leżało mnóstwo świeżego śniegu. Pięknie.

Postanowiłem wziąć aparat, wybrać się gdzieś i sfotografować coś. Jak wymyśliłem tak zrobiłem. Wziąłem aparat, ubrałem się i poszedłem. Samochód na szczęście pokryty był tylko lekkim puchem i obyło się bez skrobaczki. Pomachałem więc miotełką, wsiadłem, odpaliłem i pojechałem gdzieś niedaleko.

Nie miałem pomysłu na pierwsze zdjęcie. Ba, nie miałem nawet koncepcji na jakiekolwiek zdjęcie. Po prostu chciałem. 

Zatrzymałem się przy wąskiej drodze, wzdłuż której płynie rzeczka. Wiedziałem, że to nie jest “to”, ale pstryknąłem. Raz, drugi, czwarty i piąty. Kilka różnych kadrów tego samego fragmentu świata i wróciłem do samochodu. I wtedy się zaczęło. Zauważyłem wypukłe lustro na słupku, ułatwiające wyjazd z posesji: pstryk i mam nową samojebkę :)

Później udałem się w okolice mostu kolejowego nad Wisłoką i tam też kilka razy zrobiłem “pstryk”.

Wracając inną drogą zatrzymałem się przy stawach, aby poszukać w nich jakiegoś ciekawego odbicia. Znalazłem drzewa, kaczki, a w tle ładne niebo.

Robiąc ostatnie “pstryki” wiedziałem, że ten wpis będzie miał inne zakończenie, niż to, które czekało roboczo zapisane w notatniku. Te kilkadziesiąt minut poza domem i robienia czegoś samo napisało całkiem nowe akapity.

Chcę coś, ale nie wiem co, to zajebisty stan! Dlaczego? Ano dlatego, że nie dość, że nic nie musimy, to jeszcze mamy ogromne chęci, by zrobić coś. Tym czymś może być to, czego normalnie byśmy nie zrobili – z braku chęci lub z braku czasu.

Mało tego! Będąc w tym stanie i decydując się już na zrobienie czegoś nie zawsze jesteśmy świadomi, że zrobienie tego będzie jeszcze bardziej owocne, niż gdybyśmy zrobili to normalnie, rutynowo. Przez zapał wypełniający krew i wręcz rozsadzający żyły możemy i chcemy więcej!

Wykorzystujmy to więc. Róbmy coś! Cokolwiek, byleby chęci rozpierające nas i nakazujące robienie czegoś zmaterializowały się prędko i dały piękne owoce oraz satysfakcję, że nie przepierdzieliśmy tego czasu pod kocem albo w fotelu przed telewizorem zastanawając się, zamiast działać.

Tak to już bywa, że gdy czegoś chcesz, ale nie wiesz co, to właśnie wtedy możesz najwięcej i masz na to czas.

8
Co o tym myślisz? Skomentuj:

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
PAWEŁ
PAWEŁ

Też tak czasem mam że coś bym chciał ale nie wiem co. A mówią że tylko baby takie są :-)
Fajnie zdjęcia. Dawno tam nie byłem. Zostało jeszcze coś ze starego mostu?

szuman

Ze starego mostu chyba tylko jeden filar został.

SpeX

A co w drugą stronę? Czyli wiesz co, ale ci się nie chce!

szuman

Jak mam czas i mogę sobie na to pozwolić, to odkładam na lepszy moment, a jeśli nie ma takiej opcji, to staram się to zrobić.. Wtedy zwykle idzie jak po grudzie, ale cóż… :)

anna
anna

Jak się nie wie co się chce robić to najlepiej posprzątać :) Sprzątanie i tak jest nieuniknione, więc wychodzę z założenia, że jeśli posprzątam wcześniej, to później będę miała więcej czasu na przyjemności :)

szuman

To ja jednak wolę podejść bardziej kreatywnie do tematu i zrobić coś innego, niż zwykle ;)

Arek
Arek

Po obrazku pomyślałem, że poszedłeś się utopić :D

szuman

Na to nie wpadłem.