Kayah i Bregović. Ta płyta jest jak wino.

Kayah i Bregović. Ta płyta jest jak wino.

Ta płyta nigdy mi się nie znudzi. Ta płyta im starsza jest, tym lepsza. Zastanawiam się czasem, ile prawdy jest w tym powiedzeniu o starzeniu się wina. Czy wino dojrzewając faktycznie zyskuje na walorach, czy może tajemnica tkwi w tym, że to konsument dojrzewa, a jego kubki smakowe z czasem są coraz bardziej wyrobione? Bo chyba nie narodził się jeszcze taki, który by to samo wino pił w wieku, 20, 40 i 60 lat ;)

I jeszcze dochodzi kwestia: jakie przełożenie ma problem wina na muzykę i jej odbiór po latach? Zmieniający się sprzęt i warunki odsłuchowe oraz zmieniająca się z wiekiem człowieka percepcja dźwięków nie jest czasem kluczem do rozwikłania zagadki? Dobra, nie lubię roztrząsać tej kwestii zbyt długo, by jej niechcący ostatecznie nie rozstrzygnąć. Lubię sobie tak po prostu o tym pomyśleć, od czasu do czasu i tylko troszeczkę.

Kayah i Bregović – okładka

Pierwszy egzemplarz płyty Kayah i Gorana Bregovicia dostałem rok po jej premierze, jako gratis przy zakupie miniwieży. Wtedy nagrań polsko-bośniackiego duetu nie doceniłem i przy pierwszej lepszej nadarzającej się okazji sprzedałem te płytę w pierony. Jakiś czas później poprosiłem kolegę mającego już wtedy internety, żeby mi ściągnął i nagrał pirata, bo po paru przesłuchaniach w radiu doszedłem do wniosku, że jednak fajnie to brzmi. Te takie struny i basy podobajo mi się nieziemsko, bo za sprawą mocnej wieży z basem na full dobrze trzęsą szklankami w kredensach sąsiadów.

No, ale młody pryszczaty Szuman z dziewiczym wąsem pod nosem w końcu wyrósł z umcyk-umcyk, kupił se lepsze klocki do słuchania muzyki, potem wymienił je na jeszcze lepsze i tak jeszcze parę razy, aż wreszcie zaczął i więcej słyszeć i lepiej rozumieć co słyszy. Eureka! Ileż to płyt można odkryć na nowo wrzucając je w sprzęt, który gra, a nie tylko produkuje decybele!

Teraz jeszcze przez moment skupię się na tytułowym krążku. Płyta “Kayah i Bregović” wydana została w 1999. To bałkańskie rytmy po polsku. “Śpij kochanie śpij”, “Byłam różą” czy wspaniała “Tabakiera”, na którą podczas ostatnich odsłuchów płyty najbardziej czekam. W ogóle to kapitalna, spójna, równa płyta, pełna bałkańskiego czaru i temperamentu. Za każdym razem równie mocno się dziwię i żałuję, że już się skończyła.

Nie wiem, jak oni to zrobili, ale zrobili płytę znakomitą dla dwóch grup odbiorców, którym trudno tym samym materiałem po równo dogodzić. “Kayah i Bregović” równie mocno wpada w ucho zwykłym słuchaczom, co intensywnie pieści uszy bardziej zaawansowanych melomanów, czy nawet audiofili. Choć tym ostatnim bardzo trudno dogodzić, a płycie Kayah i Gorana jednak sporo brakuje do naturalnych, neutralnych, dynamicznych brzmień i wybrzmień uwielbianych przez tę audiofilską brać. Jednak płyta, choć płasko nagrana, obfituje w fajne smaczki, detale i puszczona na dobrym sprzęcie potrafi zalać słuchacza dźwiękami płynącymi z różnych płaszczyzn i szerokości. Nie ma lipy :)

A czy Ty też masz jakąś płytę, którą ciągle odkrywasz na nowo, która pięknie się starzeje w Twoich uszach i do której chętnie, wręcz z utęsknieniem wracasz?

4
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Tomek
Gość
Tomek

Posłuchaj sobie Jacksona “Thriller” ile smaczków wychodzi na tej płycie gdy się w końcu posłucha na czymś lepszym, niż jamnik na kasety :)

szuman
Gość

Mam mam :) MJ nie oszczędzał i wszystko robił na jak największym na wypasie :) Niektórego kawałki brzmią lepiej i świeżej, od współczesnych nowinek.

Helios
Gość
Helios

Liczyłem na jakąś wzmiankę o mnie :D #glodslawy :D mam ją na CD, vinylu i kasecie magnetofonowej ;) ale tą wersję z wpisu muszę również nabyć ;)

szuman
Gość

No co Ty, mam się chwalić piractwem? :D Jak wyrwę oryginał, to wystawię Ci taką laurkę, że ją wydrukujesz i z doklejonym zdjęciem okleisz całą stolicę :D

Wpadnij, podsłuchamy ;)