4

Yamaha A-500

Yamaha A-500

Yamaha A-500

W moje ręce w końcu wpadła Yamaha A-500. Mały-wielki wzmacniacz stereo produkowany w Japonii na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Napisałem „mały-wielki”, ale równie dobrze mogę napisać: „ciepły-zimny”. Tak, trochę sprzeczności tu jest, ale to właśnie one sprawiają, że sprzęt ma charakter i nie jest nijaki.

 

Budowa

Nie, nie będę rozpisywał się na temat budowy A-500. Ograniczę się do krótkiego opisania wrażeń „organoleptycznych”. Metalowa obudowa z grubym przednim panelem sprawia super wrażenie. Żadnej tandety. Wzmacniacz waży nieco ponad 7 kilogramów. Podczas trzymania w rękach najbardziej ciąży część z transformatorem, która mocno ciągnie w dół. To chyba najsłabiej wyważony wzmacniacz, z jakim miałem do czynienia. No, ale to szczegół bez żadnego znaczenia. Ot, ciekawostka.

Na przednim panelu znajdują się przyciski i potencjometry. Wszystkie sprawiają solidne wrażenie. Potencjometr wzmocnienia (Volume) porusza się płynnie z „miękkim” oporem (trochę jak gałka strojenia analogowych odbiorników radiowych), z kolei regulacja barwy dźwięku (tonów niskich, wysokich i filtru „loudness”) odbywa się „skokowo” – wszystkie wymienione pokrętła poruszają się ze skokiem o jedną pełną wartość na skali. Regulacja balansu działa płynnie.

Wszystkie przyciski posiadają raczej wysoki skok i – podobnie jak przełącznik wyjścia REC OUT – działają z pewnym oporem (najmniej siły wymagają przyciski „Subsonic filter”, „Stereo/Mono” i „Phono MM/MC”).

Yamaha A-500

Yamaha A-500

Dane techniczne

Maksymalny pobór prądu: 380W

Maksymalna moc wyjściowa: 70W na kanał przy 8Ω

Damping factor: powyżej 50

Zniekształcenia harmoniczne: 0,005%

Wymiary: 435 x 112 x 327 mm (szerokość x wysokość x głębokość)

Waga: 7,3 kg

 

Brzmienie

Ciepło-zimne i twardo miękkie. Tu trzeba się troszkę rozpisać :)

Tony wysokie są odrobinkę szorstkie i nieco wycofane, ale czasem zdają się być jednak nieco miękkie (tu chyba kwestia nagrania, choć jeszcze trochę muszę z tym wzmacniaczem pobyć). Delikatniejsze wysokie dźwięki, np. subtelne trącenie hi-hatu potrafi nie wybrzmieć wystarczająco i zginąć w lawinie innych dźwięków, więc aby wszystko było jak należy i w dobrych proporcjach, wzmacniacz powinien grać z jasnymi kolumnami, albo regulator „Treble” powinien być ustawiony nieco na „+”. W moim przypadku sprawę załatwiają kolumny z mocną „górą”, przy których na innych wzmacniaczach skręcałem „Treble”, by nie syczały i/albo szurały. Z Yamahą A-500 świetnie się dogadały.

Tony średnie bardzo bogate. Średnica w A-500 jest bardzo detaliczna, pełna klasy, smaczków i zdecydowana. Napisałbym, że może momentami nawet zbyt zdecydowana, ale wiem, że za kilka dni się przyzwyczaję, a zalety tej cechy już zdążyłem docenić przy kilku nagraniach :) Średnie tony w A-500 są raczej chłodne, ale też nie tak do końca. Taki metal powleczony zamszem, z delikatnie zaokrąglonymi kantami? Chyba też nie. Na pewno nie jest to zimna stal, ale też nie jest to kaloryfer wypełniony ciepłą wodą. Muszę jeszcze sporo posłuchać, aby tutaj jakiś fajny i trafny opis sklecić. Środek w A-500 bywa bardzo mocny, ale jednocześnie nie boli. Po prostu mocno dotyka, kiedy trzeba. Im bliżej niskich tonów tym jest cieplej, a im bliżej góry, tym bardziej surowo.

Tony niskie można słuchać jakby oddzielnie. Bardzo ładnie prowadzone, ocieplone (czy to aby na pewno Yamaha?), pięknie kontrolowane nie wylewają się z głośników. Czy to wyższe partie basowe, czy niskie, czy krótkie impulsy basowego bębna, czy długo wybrzmiewające struny kontrabasu, czy też mieszanka – nawet dynamiczna – wszystkich, to Yamaha A-500 wysyła je w membrany niczym wytrawny treser swoich podopiecznych na pokaz: maszerują równiutko, z gracją, zdyscyplinowane i każdego tak samo dokładnie można podziwiać z osobna.

Ogólnie wszystko razem brzmi bardzo ciekawie. Im niżej, tym cieplej, a im wyżej, tym więcej chłodu. Wzmacniacz precyzyjnie buduje szeroką i głęboką scenę, dzięki czemu nawet w małym pomieszczeniu jest w stanie zrobić mnóstwo zamieszania i ruchu. Dynamicznie zrealizowane nagrania brzmią kapitalnie! Fortepian? Chopin zmartwychwstał! Gitary? Rozwalają na łopatki! Lee Litenour, Jeff Beck i inni – już wkrótce odkryję Was na nowo! :)

Wątpliwości mam co do wokali, więc z końcową oceną ich reprodukcji wstrzymam się do czasu, aż się trochę osłucham A-500. W tym momencie nie waham się jedynie z oceną klasyki: arie operowe brzmią bardzo żywo! Nie wiem natomiast, jak wzmacniacz poradzi sobie z bardziej aksamitnym śpiewaniem. Mam trochę płyt jazzowych i soulowych, do których chętnie wracam, więc w któryś jesienny wieczór spędzę z nimi trochę czasu, gdy już bardziej oswoję się z tą Yamahą.

 

Yamaha A-500 – czy warto?

W internecie jest trochę opinii o tym wzmacniaczu, więc nie zaszkodzi się z nimi zapoznać. Warto jednak brać poprawkę na to, że różni ludzie mają różne preferencje co do brzmienia oraz różne warunki odsłuchowe: inne pomieszczenia, inne kolumny, a wszystko to ma wpływ na ocenię brzmienia wzmacniacza.

Osobiście uważam Yamahę A-500 za wartą swojej ceny. Sprawną i w ładnym stanie wizualnym można ją kupić za 250-270 zł i taki wydatek na pewno zapewni mnóstwo frajdy i nowych wrażeń z słuchania muzyki – także dobrze już znanych nagrań. Wzmacniacz nie jest duży, w kolorze czarnym świetnie się prezentuje (po srebrnym jakoś bardziej widać wiek tej konstrukcji), ma dużo mocy i duży zapas prądowy, dzięki czemu nigdy nie braknie mu „pary”.

Brzmienie A-500 jest na wysokim poziomie, choć trudne do zaszufladkowania. Przyjemny, ocieplony bas, ogromny zapał w średnicy i spokój, czasem może nawet nieśmiałość w owianych chłodem wysokich tonach. Yamaha A-500 daje pożyć kolumnom i pomieszczeniu: gra z rozmachem, potrafi przywalić z impetem, a pracująca cicho jest doskonałym towarzyszem na długie godziny słuchania radia czy muzyki w tle. W tym przypadku największym plusem są właśnie lekko cofnięte i nieco powściągliwe wysokie tony, które nie wylewają się z kolumn i nie zassssypują piassskiem uszu słuchacza.

Polecam!

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

4 komentarzy

  1. Bucha z tego tekstu ewidentna wierność Twojej osoby szuman ku Yamasze. Aż by się chciało zacytować klasyków… Jomaha, jomasoł, a kip ju szanin ewry łej a goł :D

  2. Odłączyłem kable od Polarisów 300 z Radmora wieża 5512B i podpiąłem pod Yamahę a-500 ( leżała 15 lat na strychu ) – i się zdziwiłem, moc, fajnie sterowalna z polarisami, gra superancko. A godzinkę wcześniej wziąłem od syna na chwilę Yamahę ax-450 i niestety gra gorzej nawet od Diory ws-704.
    Yamaha a-500 ma duuużą siłę – należy wcisnać MUTE i nie potrzebuje EQ.

Comments are closed.