2

Skuteczna dieta bez efektu jojo

Kilka miesięcy temu opisałem dietę, dzięki której w trzy miesiące schudłem 20 kilogramów. Zrobiłem to bez głodówek i bez zwiększania aktywności fizycznej- po prostu zmieniając menu. Po publikacji tamtego wpisu wiele osób dopytywało mnie o szczegóły i o efekt jojo. Czy grozi on, czy się go nie boję itd.

Pytanie tak banalne, jak banalna jest na nie odpowiedź: nie, nie ma efektu jojo. I go nie będzie. Dlaczego? Dlatego, że to mądra, uświadamiająca i tak naprawdę niewymagająca dieta. Stosując ją trzeba być tylko świadomym tego, co się robi i jak to funkcjonuje.

 

Przestań żreć!

„Przechodząc na dietę” nie przestajemy jeść. Nie zaczynamy też żadnej diety, a jedynie ją zmieniamy. Chipsy, fastfudy, kokakole itd. to też jest dieta! Dieta śmieciowa, niezdrowa, tucząca, ale też dieta! Zawsze jesteśmy na diecie, bo zawsze mamy jakiś jadłospis.

Aby schudnąć i zostać przy nowej, niższej wadze, trzeba zmienić nawyki, nauczyć się żyć bez pochłanianych bez opamiętania tłuszczów, cukrów, kalorii. Co z tego, że na dwa miesiące przejdziesz na jakąś ekstremalną dietę, przymierając z głodu zrzucisz tyle, ile ci się marzyło, po czym pękając z dumy wrócisz do poprzedniego stylu życia i żywienia, które tak cię spasło?

 

Po schudnięciu przytyłem

I zrobiłem to celowo. Chciałem sprawdzić, na ile mogę sobie pozwolić po oczyszczeniu i odkwaszeniu organizmu. Pizze, hamburgery, dużo piwa i mnóstwo zakąsek do niego – naprawdę nie żałowałem sobie. Dopiero po dwóch miesiącach zobaczyłem, że pierwszy raz od dawna na wadze przybyło. Niewiele, ale przybyło i przez kilka tygodni nabiłem jakieś 3-4 kg, po czym przestałem się tuczyć i waga znowu zaczęła powoli lecieć w dół.

 

Wszystko pięknie

Trzymając się filozofii, że kiedyś to sam zmieniłem się w tucznika i nikt trzeci nie jest temu winny, kontynuowałem swój nowy, zdrowy kurs. Będąc „na diecie jaglanej” zrozumiałem, jakie procesy w organizmie się odbywają, czego są one wynikiem i czym skutkują. Nauczyłem się liczyć kalorie, także „na oko”, zacząłem jeść regularnie, bilansować posiłki i równoważyć kwaśne zasadowymi i odwrotnie.

Do zabawy, po latach przerwy, dorzuciłem rower, który niemalże sam pod dupę mi podjeżdża, gdy zdarzy mi się zaszaleć i napchać się czymś ponad potrzebę (czyt. wypady na piwo i pizzę, jakieś inne okazjonalne obżarstwa). Wiedząc to wszystko, co wbiłem sobie do głowy obserwując swój organizm podczas diety opartej na kaszy jaglanej i analizując efekty odżywiania się w przemyślany sposób, już nie umiem inaczej.

Nie umiem już jeść po to tylko, żeby jeść. Jem tyle, ile faktycznie potrzebuję, bo jedzenie jest potrzebne do życia. A nie odwrotnie, że życie jest potrzebne po to, żeby móc jeść. Bez bólu potrafię sobie w łatwy sposób odmówić czegoś, czego wcale jeść nie muszę i wiem też, kiedy jestem naprawdę głodny, a kiedy to tylko wyobraźnia – czasem dodatkowo stymulowana aromatami – sugeruje, że powinienem zatrzymać się, wstąpić i wpieprzyć jakiegoś burgera czy coś. Regularne posiłki doskonale tego uczą: ile i co potrzeba zjeść, żeby było dobrze.

Wiem też, że nie jestem skazany na wstrzemięźliwość i od czasu do czasu mogę sobie pozwolić na szaleństwo, bo wiem, co zrobić potem, aby wyjść „na zero” i wiem, że nawet jeśli to wszystko jakimś trafem zdarzy mi się zapomnieć, to taka jednorazowa wpadka łatwo i szybko rozejdzie się po kościach, bo organizm mam w zajebistej formie i doskonale poradzi sobie z takimi pojedynczymi bombami żywieniowymi.

 

Efekt jojo nie istnieje

Nie ma efektu jojo. Jest efekt powrotu do wpierdzielania i tuczenia siebie na nowo. Efekt jojo nie istnieje. Istnieje tylko u tych, którzy źle podeszli do odchudzania. Nie wolno się głodzić! Trzeba jeść, ale regularnie i mądrze, aby organizm trawił, rozkładał i nie odkładał. I od razu oswajać się z takim sposobem odżywiania. To przecież tak oczywiste jest, że wpieprzanie bez opamiętania – które raz skutecznie doprowadziło do nadwagi, czy nawet otyłości – zastosowane ponownie skończy się tak samo: zbędnymi kilogramami.

 

Odchudzanie jak rzucanie palenia

Odchudzanie śmiało mogę porównać do rzucania palenia: wymaga silnej woli i odbywa się przede wszystkim w głowie. Trzeba stare i złe nawyki zastępować nowymi, uczyć się w wielu sytuacjach odmawiać sobie tego, z czego przecież chce się zrezygnować i przyzwyczajać do nowego życia: zdrowego życia. Tylko wtedy uda się osiągnąć zamierzony efekt i tylko wtedy będzie on trwały.

Nie palę już prawie 8 lat (na początku grudnia rocznica), ważę najmniej od kilku lat i jestem żywym przykładem na prawdziwość tego, co piszę. To nie teoria. To praktyka. Trzeba myśleć i chcieć – chcieć i myśleć. A nie tylko myśleć, że się chce.

Powodzenia!

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

2 komentarzy

Comments are closed.