1

Fanki Kamila Bednarka – jakie one są?

Tydzień temu fotografowałem imprezę plenerową, na której swój koncert zagrał m.in. Kamil Bednarek z zespołem. Nie pstrykałem prywatnie gdzieś z tłumu, ale jako fotograf wydarzenia wynajęty przez organizatora i dzięki temu mogłem m.in. swobodnie poruszać się w strefie wyłączonej dla publiczności. Korzystałem więc z tego przywileju i… obserwowałem.

Swoją uwagę mocno skupiałem na nastolatkach, które – co do tego nie miałem wątpliwości – przyjechały z różnych stron, by na żywo zobaczyć właśnie Kamila. Byłem bardzo ciekaw, jakie są te najzagorzalsze. Dlaczego tak mnie to interesowało?

Ano dlatego, że przed laty, kiedy bożyszczami gimnazjalistek byli chłopcy z zespołu Tokio Hotel, a na punkcie tej grupy działo się istne szaleństwo, które wartkim nurtem przelewało się również przez internet, opublikowałem wpis, w którym poparłem akcję „Stop Tokio Hotel”. Akcję tę zainicjował ktoś w wirtualnym świecie, kto zapewne miał już dość wszechobecnej ofensywy małolatek zajaranych TH.

Kiedy zapomniałem już o tym wpisie, skutecznie przypomniały mi o nim fanki zespołu. Link do mojego tekstu niespodziewanie trafił do nich samych, co dało początkowi najazdowi na mojego bloga. Komentarzy przybywało hurtem i w większości nie były to komentarze miłe ani dla mnie, ani dla innych komentujących. Dziewczęta we wpisach obrzucały błotem i mnie i siebie nawzajem, kierując pod adresem wszystkich dookoła rozmaite groźby, ale generalnie solidaryzowały się z sobą, bo ich celem nadrzędnym było zbluzganie mnie :)

 

Fanki Bednarka

Mając w perspektywie bliskie spotkanie z Kamilem i jego fankami zacząłem się zastanawiać, jakie w realu są nastoletnie, ubóstwiające go dziewczęta. Jak to wygląda dzisiaj, gdy idol jest inny, a ja nieco starszy i z nieco innego pułapu na to szaleństwo patrzę. Do czego te dziewczyny są zdolne pod sceną, jakie będą wobec siebie, jak będą się bawić, jak zareagują wtedy, kiedy ich idol wyjdzie rozdać autografy i będzie stał w odległości kilku metrów od nich, na tej samej trawie i zacznie się walka o jego uwagę :)

 

Przed koncertem

Koncert Kamila zaplanowany był na godzinę 19. Sama impreza zaczęła się o 16, a ja na miejscu zjawiłem się pół godziny wcześniej. Już wtedy przed sceną koczowało kilkanaście dziewcząt. Niestraszny były im deszcz, jaki rozpadał się i to, że do koncertu jeszcze kilka godzin. Sięgnęły po kurtki przeciwdeszczowe, parasolki i spoko – żadna z miejsca się nie ruszyła. Nikogo pod sceną, poza nimi samymi, jeszcze nie było, a dwadzieścia metrów za nimi stał pawilon, pod którym mogły się schronić przed deszczem zamieniającym się momentami w ulewę, usiąść na krześle, przeczekać. Żadna się na to nie zdecydowała.

Występ Kamila Bednarka poprzedzało kilka innych punktów imprezy. Dziewczęta stojące najbliższej sceny nie wydawały się być nimi za bardzo zainteresowane, no ale miejsce musiały trzymać. Ludzi przybywało, więc wiadomo: każdy gotów zająć ich pozycję. W końcu skończyła się oficjalna część festynu i rozpoczęła się zabawa.

Na scenie zainstalował się zespół InoRos, którego większość przebojów nuciłem sobie pod nosem razem z muzykami. Piosenki znałem, choć – poza jedną (stadion oszalał – meksykańska fala! istne szaleństwo od morza do Podhala) – nie kojarzyłem z nazwą grupy. Po tym koncercie już wiem, kojarzę, znam. Dziewczęta też znały te piosenki i bawiły się pod sceną w trakcie występu InoRos.

Dlatego bardzo zdziwiony byłem tym, że gdy koncert dobiegł końca i w normalnych warunkach tak bardzo rozgrzana i rozbawiona publiczność wołałaby o bis, ten tłum nastolatek na pytanie konferansjera „czy chcecie jeszcze?!” najpierw nieśmiało odkrzyknął „tak”, by po chwili skorygować swoją odpowiedź i ryknąć: „nieeeeeeee!!!”. I tak kilka razy, w kontrze dla mniej hałaśliwej grupy o nieco wyższej średniej wieku, która chciała bisu. Nosz, kurde! Mnie na polskim w szkole uczono, jak się zachowywać wobec artystów. W końcu jednak zespół zagrał bis, a po nim na scenie zaczęli rozkładać się muzycy z zespołu Bednarka.

Gdy już rozstawili swoje sprzęty, zeszli ze sceny i nastąpiło oczekiwanie. Z nagłośnienia cicho grała jakaś muzyka, a ze scenicznego oświetlenia sączyło się minimalne światło delikatnie tylko oświetlające tłum. Co jakiś czas dziewczyny zaczynały na chwilę skandować „Kamil! Kamil! Postanowiłem wykorzystać ten moment napięcia przed koncertem i zrobić zdjęcie ze sceny temu morzu głów – tak, jak za kilka minut zobaczy je sam artysta, dla którego tu przybyły.

Prędko po schodkach na scenę i ledwo zrobiłem na niej dwa, może trzy kroki, tłum oszalał. Ogłuszył mnie pisk, z którego pojedyncze głosy krzyczały „Kamiiiil”. Wystraszyłem się, że wszedłem na scenę w złym momencie, bo za mną zapewne właśnie wszedł gwiazdor, ale… zaraz, przecież on wejdzie jako ostatni, a przed nim będą wchodzić jeszcze muzycy. Obejrzałem się za siebie, zobaczyłem tylko schody, za nimi paru ochroniarzy, samochód techniczny… No tak, dziewczyny oszalały, bo pomyślały, że to nie fotograf, ale ich gwiazda wchodzi na scenę :) Żeby było zabawniej, takie samo powitanie spotkało konferansjerów, którzy nie dalej, jak pół minuty po moim zejściu pojawili się na scenie, by zapowiedzieć koncert. Znowu pisk, znowu okrzyki „Kamil!” i znowu fail :)

 

Podczas Koncertu

W trakcie koncertu byłem skupiony na fotografowaniu. Koncentrować się musiałem najmocniej, jak się dało, bo warunki do fotografowania były bardzo trudne (przyciemnione światło w plecy artystom, a Kamil po scenie biegał i skakał), ale na tyle, na ile mogłem, obserwowałem też dziewczyny za mną. Od czasu do czasu obiektyw kierowałem też na nie, robiąc zdjęcia gdy się bawią. Bawiły się dość spokojnie – rzekłbym – ale nie zabrakło tego, co mnie ogólnie na różnych imprezach irytuje: zamiast korzystać i się bawić z artystą będącym tutaj, na żywo, tak blisko, to wiele z nich koncert spędziło w pozycji zombie trzymając w dłoniach telefon z włączonym nagrywaniem. Po co? I tak jakość obrazu z takiego urządzenia będzie mizerna, więc zamiast skorzystać i się wyszaleć, te niektóre stały sztywno i filmowały/robiły zdjęcia. No cóż, ich wybór.

Gdy fotografowałem publikę, jedne dziewczyny zahipnotyzowane koncertem w ogóle mnie nie zauważały, inne widziały, że im robię zdjęcie, ale zamiast kontaktu wzrokowego z obiektywem wolały czekać na kontakt wzrokowy z wokalistą. Inne bardziej na luzie traktowały koncert i chętnie pozowały zdjęć.

W miarę upływu czasu coraz więcej dziewcząt pokonywało barierki i obserwowało koncert z bliższej odległości. Ochrona na to pozwalała, ale pilnowała, aby ich odległość od sceny była bezpieczna i artyści mogli swobodnie ją opuścić i przemieścić się do swojego namiotu.

 

Po koncercie

Po koncercie i bisach Kamil z zespołem zszedł ze sceny, a tłum jego najzagorzalszych fanek rozlał się na całej długości barierek. Już nie tylko przed samą sceną, ale też wokół niej. Stojące przy i na ogrodzeniu dziewczyny wołały swojego idola i licytowały się między sobą, której bardziej należy się pierwszeństwo w otrzymaniu autografu :) Niektóre w dłoniach trzymały pluszaki, płyty, plakaty, a nawet różę.

Kręciłem się tam, bo chciałem też uwiecznić rozdawanie autografów i jakoś tak wyszło, że dwa razy wyszedłem zza rogu (raz sceny, raz namiotu) i za każdym razem niektóre dziewczyny nabierały się i na mój widok piszczały „Kamil” hehe. W końcu sam Kamil, w towarzystwie swojej menedżerki i kilku ochroniarzy, wyszedł do nich i zaczął rozdawać autografy. Dziewczyny pchały się jak najbliższej niego, krzyczały, z czego w pamięci utkwił mi jeden dialog dwóch panienek:
– nie krzycz tak, Kamil nie lubi gdy się krzyczy!
– no ale… no ok

Po czym ta pierwsza, która zwróciła tej drugiej uwagę, sama zaczęła drzeć japę :) A Kamil cierpliwie rozdawał podpisy. Trwało to długo, obszedł cała scenę dookoła i chyba żadna z czekających na autograf nie wróciła z koncertu z niczym. Brawo!

 

Jakie są fanki Kamila?

Z perspektywy moich doświadczeń z fankami Tokio Hotel te od Bednarka pozytywnie mnie zaskoczyły. Poza zgrzytem przy bisach InoRos, bo tam to jednak chamsko się zachowały. Rozumiem, że przy godzinnej obsuwie nie mogły się już doczekać tego, dla którego przyjechały, no ale… Nie był to jakiś nędzny support, ale grał bardzo dobry, znany zespół, znakomicie bawił publikę, świetny kontakt z nią złapał, a tu taka niespodzianka ze strony młodzieży, która przecież przed momentem tak świetnie się bawiła :)

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

Jeden komentarz

Comments are closed.