5

Jak skutecznie rzucić palenie?

Gdyby przepytać tych, którzy palili, ale przestali, okazałoby się, że zrywali oni z nałogiem różnymi sposobami. Dywagacje o wyższości Bożego Narodzenia nad Wielkanocą uważam za bezsensowne, dlatego też nie będę nikogo przekonywał do tego, iż opisany w dalszej części tego wpisu sposób na rzucenie palenia jest lepszy od innych.
Nie wiem, czy jest, bo innych sposobów – tych zakończonych powodzeniem – nie próbowałem, natomiast pewien jestem słuszności drogi, którą sam podążyłem. Za dwa miesiące minie mi siedem lat bez papierosa w ustach, a paliłem przez dobrych 10 lat.

Jak skutecznie rzucić palenie?
Jak skutecznie rzucić palenie?

Raz, a dobrze

Papierosy odstawiłem z chwili na chwilę. Nie bawiłem się w żadne ograniczanie ilości wypalanych papierosów, przesiadanie się na słabsze, lub zastępowanie kolejnych szlugów cukierkami/gumami nikotynowymi. W ogóle też nie stosowałem zastępczych źródeł nikotyny, bo te są najzwyklejszym oszustwem. Stosuje się je zwykle tak długo, jak długo wierzy się, że pomogą rzucić palenie. W końcu jednak dochodzi się do wniosku, że skoro nikotynę przyjmuje się w postaci cukierków/gum/plastrów, to już taniej i przyjemniej będzie po prostu palić.

Palenie rzuciłem „od ręki”, ale psychicznie przygotowywałem się do tego kroku przez kilka miesięcy. Bardzo często, paląc, rozmyślałem o tym, że w końcu odstawię je raz, a na cacy, i już nie będę palił. Pieniądze, które zostaną w kiszeni, będę mógł spożytkować na inne przyjemności, więc tych kilka tygodni niedogodności spowodowanych objawami odstawiennymi, szybko pójdzie w zapomnienie, a w ostatecznym rozrachunku wyjdę na plus.

Myślałem o tym, że nie będę palił, wyobrażałem sobie siebie, jak nie palę w miejscach i w sytuacjach, w których zawsze paliłem i które wręcz kojarzyły mi się z paleniem. Przerwy w pracy, przerwy reklamowe podczas filmu, meczu, po obiedzie, zamiast obiadu… Krótko mówiąc: przyzwyczajałem się do świadomości, że ważnym elementem będzie odzwyczajenie się od palenia w okolicznościach, w których w dużym stopniu paliłem z przyzwyczajenia.

Mijały tygodnie oswajania się z powyższym, tygodnie zaczęły zmieniać się w miesiące, a ja czułem, że z coraz większą niecierpliwością wyczekuję dnia, w którym dopiero co zgaszonego papierosa nazwę „ostatnim” – i będę w to wierzył.

Kilka razy prawie to zrobiłem, ale gdzieś tam jeszcze podświadomość zdążała z podpowiedzią, że to może być falstart spowodowany tą całą niecierpliwością. Zwlekałem i czekałem, niecierpliwiłem się i coraz częściej i wyraźniej czułem, że palę z przymusu i bez żadnej przyjemności, za to z coraz większą chęcią zerwania z tym w diabły.

Papierosy blisko, ale nie w zasięgu ręki

W końcu przyszła chwila, w której zgasiłem ostatniego papierosa. Było coś koło północy, zaczynał się weekend, a ja miałem jeszcze pół paczki papierosów. Postanowiłem zostawić je – z dwóch powodów:

  • chciałem nie palić dlatego, że nie chcę, a nie dlatego, że nie mam co zapalić
  • chciałem uczyć się nie palić w sytuacji, kiedy mam możliwość zapalić, a papierosy są w zasięgu ręki

Uznałem jednak, że mając pod ręką szlugi, ogień i popielniczkę, mogę – zupełnie niechcący – zapalić. Z przyzwyczajenia, odruchowo, przez zapomnienie.

Zestaw PZP (papierosy, zapalniczka, popielniczka) schowałem do szafy i przywaliłem paroma rzeczami, które w krytycznym momencie spowolniłyby powrót do nałogu. Takiego kryzysu nie miałem, ale świadomość, że jestem przygotowany na wszelkie ewentualności, napawała mnie dodatkowym spokojem i pewnością.

Głód nikotynowy i kryzysy

Kilka nieudanych prób rzucenia nałogu pozwoliło mi poznać reakcję organizmu na odstawienie papierosów. Fizyczne odczucia wynikają z faktu, że po różnym czasie różne części organizmu oczyszczają się z substancji zawartych w papierosach. Wiedziałem już, kiedy spodziewać się najtrudniejszych chwil:

  • 3 dzień (+/- 12h) – pierwszy mocniejszy kopniak od organizmu domagającego się zastrzyku nikotyny. Bolało około dobę.
  • 7-10 dzień – kopniak tego samego rodzaju, co pierwszy. Boli ponad dobę, może nawet dwie, ale spokojem i konsekwencją łatwo wytrzymać. Moment, najmniejszego nawet, zawahania może być zgubny.
  • 3 tydzień – tu jest pomieszanie z poplątaniem. Z jednej strony przychodzi kolejna fala niefajnego samopoczucia wskazującego na brak papierosów, ale z drugiej, po dwóch przetrzymanych kryzysach, jest już więcej pewności. Ten trzeci etap może trwać od kilku dni, ale jego objawy powinny ustać, zanim minie miesiąc od dnia odstawienia fajek.
  • Po 2-3 miesiącach niepalenia przychodzi kolejny fizyczny dołek, ale słabszy od poprzednich. Może być jednak groźny, jeśli dostanie wsparcie od psychiki. W owym 2-3 miesiącu zaczynają doskwierać niedogodności związane z oczyszczaniem się płuc. Fizycznie wygląda to tak, że walczący z nałogiem pokasłuje, a płuca (w flegmie) wyrzucają z siebie papierosowy syf. Przypomina to bardzo odkrztuszanie w trakcie choroby dróg oddechowych i można wspierać się syropami wykrztuśnymi. Człowiek nieprzygotowany na ten etap może wymięknąć i powrócić do palenia. Tym bardziej, że wtedy jest już inna pora roku, a więc nowe bodźce przywołujące z pamięci kolejne okoliczności, w których dotąd wiernie towarzyszył papieros. Dlatego warto wcześniej sobie to uświadomić i być przygotowanym.
  • Ostatnie trudności zaczynają się, podobnie jak poprzednio wymienione, wraz z kolejnymi porami roku. Każda z nich pachnie, brzmi i wygląda inaczej i trzeba je poznać na nowo, ale tym razem bez papierosa.

Rzucanie palenia trwa rok

Tak, jak wyżej napisałem: osoba rzucająca palenie musi na nowo, bo bez papierosa, poznać wszystkie pory roku, wszystkie swoje miejsca, wszystkie obowiązkowe imprezy i przebrnąć przez całą dotychczasową rutynę swojego życia. Oswoić się z brakiem dymku jesienią, kiedy w chłodniejszym, wilgotniejszym powietrzu, dym z papierosa pachniał inaczej i było go więcej… I tak dalej… Cały, okrągły roczek. Nie krócej. Jeśli rzucasz „od sylwestra nie palę”, to kolejnego sylwestra również MUSISZ spędzić bez papierosa. Jeśli to Ci się uda, to wtedy możesz być pewny, że jesteś wolny. Wcześniejsze odtrąbienie sukcesu jest mocno niewskazane. :)

Wspomagacze, zamienniki…

W pierwszych ~2 miesiącach wspomagałem się czekoladą. Jadłem po kilka tabliczek dziennie, dotąd, aż mi się znudziła :) Trudniejsze są jednak pierwsze dni, bo wtedy – z braku papierocha – najmocniej świruje układ krążenia. Radziłem sobie z tym pijąc dużo kawy. Spać nie mogłem i poruszałem się, jak Robocop, ale przynajmniej te objawy stłumiłem. I to na tyle skutecznie, że nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby dać sobie spokój i po prostu zapalić.

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

5 komentarzy

  1. Gratuluję Szuman rzucenia palenia jak i fajnego wpisu…niestety czytając Cie palę ale napewno rzucę…:) Tak naprawdę to człowiek jest niby świadomy tych wszystkich przyzwyczjeń, tego że może rzucić że to kwestia psychiki itd. Ale mimo to to nami rządzi i kieruje, argument oszczędności pieniądzy do mnie nie przemawia, przedewszystkim argument zdrowotny, od kiedy pale a pale napewno z 10 lat moje możliwości fizyczne napewno są ograniczone wpływa to negatywnie zarówno psychicznie jak i fizycznie. Twój wpis spodobał mi się bo problem przedstawia uczciwie i niebanalnie, również nie wierze w tabletki i inne pierdoły, miałem w swoim życiu kryzys psychiczny kiedy chciałem zakupić e-papierosa na szczęście mi minęło bo to też gówno. Jestem na etapie palenia zwykle tłumacze sobie że to stres itd. oczywiście jestem świadom że to oszukiwanie się. Zamierzam rzucić więc to co przeżyłeś pewnie przedemną najgorzej jest jak się lubi piwo:) O ile przy codziennych sprawach jestem w stanie sobie wyobrazić życie bez fajki to przy alkoholu czy też imprezach bardzo ciągnie…ale zamierzam to ogarnąć nie tylko dla zdrowia ale myślę że też dla tej satysfakcji jaka się pojawi bo powiedzmy sobie szczerze nie jest to łatwe.

Comments are closed.