11

Świąteczne śniadanie

Przez lata, jak tylko mogłem, unikałem przesiadywania przy świątecznych stołach. Taki dzikus byłem. Rok w rok, konsekwentnie, aż powoli zaczynałem zapominać, dlaczego właściwie to robię. W tym roku, na sam jego koniec, postanowiłem zbastować i posiedzieć przy stole nie tylko podczas wigilii, ale i po niej, a przede wszystkim w kolejne dni świąt. Jak zwyczaj każe.

24 grudnia minął jak z płatka. Pyszne, niezbyt ciężkie wigilijne menu, które bardzo lubię.

25 grudnia też zleciał, jak z bata strzelił – choć jeszcze weselej i jeszcze dłużej.

26 grudnia – po przebudzeniu kierunek kuchnia, by jakieś śniadanko zmajstrować. Otworzyłem lodówkę i solidnie pociągnęło mnie na wymioty: wędliny, ciasta, kiełbasa… Zamknąłem ten widok i przepiłem go mineralną. Poczułem wtedy, jaki jestem pełny, jak na nic jadalnego nie mam ochoty, jak mnie mdli. Miałem jedynie ochotę na kawę, ale pod nią zwykłem robić jakiś podkład. Co więc?

Ponownie otworzyłem lodówkę, od razu wzrokiem omijając „najgorsze” półki. Namierzyłem puszkę groszku – tego zielonego, konserwowego. Widelcem wyłowiłem tyle kulek, ile zmieściło się i powtórzyłem tę operację raz jeszcze. Zauważyłem ogórki kiszone. Tak, one będą do kanapek! Jak zawsze na śniadanie wyjąłem trzy kromki chleba, lecz tym razem jedną od razu schowałem. Nie dziś. Posmarowałem pozostałe dwie kromki cieniutko smarowidłem do chleba – ale tak cienko, żeby tylko dziurki w pieczywie pozatykać – po czym pokroiłem cieniutko ogóreczka na plasterki i ułożyłem je na pieczywie.

Zrobiłem herbatę (dziś wyjątkowo bez cukru) i kawę (taką, jak zawsze) i zasiadłem do tego śniadania. Ogóreczki były strzałem w dziesiątkę. Geniuszem jest ten, kto je wymyślił. Dla niektórych, w zestawieniu z czekoladą, są symbolem ciąży, ale dla chopów są też świetnym antidotum na kaca! Zjadłem, smakowały, nie cofało, na koniec wypiłem kawę. Dalej jednak odbija mi się wczorajszym ciastem. Pieprzone, świąteczne obżarstwo. Jeszcze jeden dzień, a mnie się chce rzygać na samą myśl o tym, co czeka na stołach i jaki to ma zapach. Tak, już na samą myśl o zapachach mdli.

Jeśli jeszcze przedwczoraj miałem wątpliwości, po co właściwie unikałem świątecznych posiadówek przy stołach, to mijając powoli, tegoroczne Boże Narodzenie dobitnie mi to przypomniało. Nienawidzę żreć, nienawidzę żreć za dużo, nienawidzę żreć, kiedy nie chcę, nienawidzę żreć słodkiego i nienawidzę żreć, bo trzeba!

Spróbowałem znowu tradycyjnych świąt i mam dość. Skąd ta tradycja żarcia? Może dawniej, gdy nie było lub brakowało, to właśnie w święta się objadało i nadrabiało w tym temacie zaległości? Teraz jednak na co dzień jem tyle, ile potrzebuję i nie muszę niczego odbijać sobie teraz, czy też na Wielkanoc. Fajnie spotkać się w święta, odetchnąć trochę od pracy, ale po kiego od razu tak się tuczyć?

To nie jest tylko mój problem, bo przy okazji każdych świąt powracają te same tematy: jak szybko spalić kalorie po świętach, jak radzić sobie z przejedzeniem, jak do przejedzenia nie dopuścić, gdzie szukać pomocy w przypadku przejedzenia, zatrucia itd itd. Święta coraz bardziej przypominają problem. Najpierw przygotowania: mnóstwo pieczenia, gotowania, sprzątania, kupowania (nawet kredyty durnie biorą!), a później żarcie, żarcie, żarcie, a po świętach…

Nie występuję przeciwko świętom, ale przeciwko stylowi ich obchodzenia. Jeszcze te się nie skończyły, a ja już na jedzenie patrzyć nie mogę. Bo postanowiłem nie bronić się przed stołami, tylko siedzieć jak trzeba, jak wypada, bo święta i dużo jedzenia i żeby się nie zmarnowało, bo szkoda i w ogóle i po prostu: wpieprzaj, bo święta.

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

11 komentarzy

  1. Rozumiem ze autor obchodzi chrzescijanskie swieta w sposob kulinarny, byc moze dlatego „sa one problemem”, szczegolnie gdy sprowadza sie je do przymusowego(?)jedzenia. Swieta przezywa sie duchowo, no ale w niektorych domach kolend sie nie spiewalo juz od 1945 kiedy to zaczeto prac mozgi czego efeky widzimy. A co kolega jadl na Haloween? Pumpkin soup bo tak wypada?, litosci ;)

  2. Smutne to trochę.. Z jednej strony poddanie się całkowitej komercjalizacji Świąt, z drugiej chęć zmiany ich obchodzenia i bezsilność spowodowana tym, że nie wypada się sprzeciwiać. Ale cóż, nie jesteś sam. Jakieś 20 lat temu było inaczej, trochę biedniej (przynajmniej w moim przypadku), ale najważniejszy był czas spędzany z rodziną. Święta się odczuwało, cieszyło się nimi. Dziś już tylko nerwy, zgaga, ból brzucha i pusty portfel, a u niektórych niezły debet na karcie.

  3. @Marecka, świadomie czy mimowolnie użyłaś „chyba” w swoim komentarzu? ;)

    Gwoli wyjaśnienia: nie zrezygnowałem z pisania na tym blogu, ale obecnie pochłaniają mnie inne obowiązki, a na boku szykuję migrację z obecnego CMS na WordPressa. Będzie to skomplikowane z uwagi na ilość postów, użytych w nich grafik i własnych rozwiązań. Ręcznie nie chce mi się tego wszystkiego przenosić, więc w wolnych chwilach majstruję przy znalezionym w sieci konwerterze, aby mógł więcej przenieść na nową platformę.

    Fajnie, że się odezwaliście, bo to dodatkowo motywuje.

  4. :D Swoją drogą ten RSS sypie mi się właśnie przez te własne rozwiązania. Nie wiem jednak, jak to zrobić, bo nic nie usuwam, a jedynie dodaję i widocznie coś tam się gryzie…

Comments are closed.