9

Dyskdżokej za oknem

Cierpię… Któryś to już raz, ale po raz pierwszy zdążyłem się psychicznie jakoś na to przygotować, bo w końcu przed faktem zobaczyłem ostrzeżenie o planowanej zabawie dla dzieci. Tak, ostrzeżenie – nie pomyliłem się.

Ostrzeżenie przed Dyskdżokejem
Ostrzeżenie przed Dyskdżokejem

A wszystko przez owego dyskdżokeja. Facet albo jest przygłuchawy, albo ma zatkane uszy. Z resztą to pierwsze może wynikać z drugiego, a koniec końców efekt tego jest taki, że to, co gość wyprawia za tym sprzętem, woła o pomstę do nieba. Jeśli ktoś z organizatorów tych dziecięcych festynów na dębickich boiskach osiedlowych to czyta, to zachęcam, by czytał z uwagą, bo uwag do tych imprez mam kilka. Lektura ich, przemyślenie i wyciągnięcie wniosków może tylko pomóc.Przesterowany sprzęt

Nic tak nie rani uszu i nie wkurwia, jak rzężenie i jazgot przytłaczający muzykę. Na miłość boską! Jak można tak mocno odkręcić potencjometr głośności? Trzeba albo niedosłyszeć na wszystkie uszy, albo mieć je zatkane. Nie dość, że jest stanowczo zbyt głośno, to są to dźwięki, które psują jakąkolwiek radość z płynącej muzyki! Taki jazgot, takie zgrzyty i piski, takie przesterowanie wzmacniacza sprawia, że dźwięk jest strasznie nieprzyjemny i po prostu boli! Po co tak głośno? Dzieci nie są głuche!!! Chcecie (organizatorzy) je takimi uczynić? Przecież to jest straszne!

W kwestii samej głośności muzyki też plama i amatorszczyzna: stopniowo coraz głośniej i głośniej, a jak już jest zbyt głośno, to nagle dup i co najmniej o połowę ciszej. I wtedy właśnie jest dobrze, bo dźwięk jest czysty, wzmacniacz pracuje z bezpieczną dla siebie mocą, a ludzie, do których dźwięki emitowane przez sprzęt dochodzą, nie muszą cierpieć, zamykać okien czy po prostu uciekać z mieszkań.

Repertuar (playlista)

Tu znowu wyłazi na wierzch niekompetencja dyskdżokeja. Od kilku imprez jest to samo: na początek kilka piosenek dla dzieci (śpiewanych przez dzieci lub discorobaczki), a później totalna samowolka dyskdżokeja dyktowana tym, co jemu samemu w duszy gra. Disco polo, rock, jakieś nędzne techniawki i marne euro disco, a do tego covery znanych piosenek w takimże klimacie. Rozumiem dobrze, że różne są gusta i jeden woli to, a drugi tamto, ale powstało tak wiele piosenek dla dzieci, że dałoby się nimi zapełnić kilka takich festynów, nie powtarzając żadnego utworu! Gdzie szukać inspiracji? Codziennie o 19 w radiowej „jedynce” nadawana jest audycja „Radio Dzieciom”, w której mnóstwo fajnych, dziecięcych przebojów grają. Po cholerę puszczać dzieciom „Ona tańczy dla mnie”, Dodę czy inne rockowe kapele? Czepiam się? Tak, bo na przesterowanym sprzęcie brzmi to kosz-mar-nie!!!

Prowadzenie imprezy

Normą jest, że tego typu osiedlowe imprezki prowadzą panie Gosie, Basie i Renie. Nic do tego nie mam; miłe, ciepłe głosy, które dodatkowo są wyczekiwanymi przerywnikami popisów dyskdżokeja. Ale zdarzają się fajnym paniom Zosiom i Marysiom wtopy, takie jak np. dzisiejsza. Chwyciły panie mikrofon i od razu przystąpiły do mobilizowania młodych uczestników do aktywnej zabawy. Tyle tylko, że wyglądało to tak, że dla tej zabawy napisany był sztywny scenariusz, którego pani prowadząca uczyła się „po łebkach”. Aktywizując dzieciaki do zabawy zapowiedziała konkurs, bardzo zachęcając do zapisywania się na listę uczestników. Dzieciaki z rodzicami posłuchały i udały się dokonać zapisu, a wtedy pani prowadząca „ale nie teraz, teraz tańczymy!”. W tle rozległo się „Ona tańczy dla mnie”, który to przebrzmiały hit po chwili okrasił jazgot przesterowanego sprzętu, a skołowani uczestnicy zabawy musieli wrócić, chcąc nie chcąc odtańczyć swoje i ponownie ustawić się w kolejkach do zapisów.

Dość. Zamknąłem okno, włączyłem sobie swoją muzykę i zabrałem się do pracy. Czasem jeszcze jakieś zniekształcone dźwięki docierają do mych uszu, gdy dyskdżokeja poniesie, ale na szczęście upały za nami i nie musiałem uciekać z mieszkania. Współczuję tym, którzy mieszkają przy samym boisku. Z różnych przyczyn. Pewnie każdy powstrzymuje się jakoś i próbuje wykrzesać jeszcze trochę cierpliwości – bo to przecież dla dzieci. Ok, ale dla dobra tych dzieci, zdrowia ich i ich rodziców, niech ten cały dyskdżokej nie próbuje na tym osiedlowym boisku, dla garstki dzieci, robić hałasu, jak na jakimś Woodstocku! To tylko boisko i garstka dzieciaków, które na pewno nie przekrzyczą ulubionych piosenek dyskdżokeja, jeśli on sprzęt nieco przyciszy.

I żeby nie było, że tylko krytykuję, to mała pochwała dla Pana Dyskdżokeja. Poprawił się on względem poprzednich imprez i już nie przerywa piosenek w trakcie ich trwania. Gdy to robił na żyłowanym do granic możliwości sprzęcie, to zapadająca gwałtownie cisza bolała równie mocno, co ten straszny jazgot.

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

9 komentarzy

  1. Ta muzyka jest okropna! Wzięłam kiedyś (nie dzisiaj) małą na ten festyn i długo tam nie byłyśmy bo tego hałasu nie dało się wytrzymać. W ogóle zawołać dziecko z odległości kilku metrów już się nie dało bo ten jazgot i krzyk innych zagłuszał głos. Jak rodzice mają pilnować dzieci pod czas zabawy?? No chyba tylko chodząc pół metra za dzieckiem. Masakra a wystarczyło by trochę przyciszyć. Zgłaszałam to jednej z pań co tam były to powiedziała, że to się tak od bloków odbija a ciszej nie mogą, bo dzięki muzyce ludzi ściągają na boisko. Ciekawe…

  2. Koleś musi być głuchy bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że siedzi tam non-stop i jeszcze podkręca a inni z dalsza nie wytrzymują? ;-)

  3. Na pocieszenie mogę tylko powiedzieć, że w Łodzi pojawiają się podobnie nie do końca trafione cuda :) Jakiś czas temu w ramach rozrywki dla dzieci występowała Doda, oczywiście nie oszczędzając się w swojej specyficznej ekspresji :P

  4. I przypomina mi się rok, kiedy pod oknem przez całe wakacje stało objazdowe (przynajmniej z definicji) wesołe miasteczko i jedna z atrakcji przez CAŁY DZIEŃ w kółko grała super hit: Chiwawa!

    Do dzisiaj mam lekkie dreszcze, kiedy słyszę tę melodię…

  5. Pewne absurdy pozostaną i nigdy się nie zmienią. Pewni ludzie nie wyciągną wniosków a inni będą chcieli po prostu na nich zarobić.. Kto na tym cierpi? Dzieci chcące po prostu się pobawić ;) Zastanawiam się kto najlepiej wychodzi w całej tej sytuacji – chyba Dyskodzokej! :)

Comments are closed.