11

Kurz, brud, pajęczyny i rdza

Tytuł tego wpisu odnosi się do tego oto blogu. Blogu zapomnianego, zabiedzonego… blogu, który kiedyś tętnił życiem, a swojego autora wynosił na takie i inne piedestały. Blogu, który jest moim najstarszym internetowym dzieckiem w ogóle. Blogu, który niemalże porzuciłem, sam rzucając się w wir nowych, innych zajęć.

Właśnie siedziałem sobie nad grą, którą relaksuję się w trakcie pracy. W pewnym momencie – jak za dawnych, najlepszych lat – pomyślałem o blogu i o tym, że tak bardzo chciałbym coś skrobnąć. Nie zdążyłem się dobrze zastanowić, co z tą myślą zrobić, bo w głowie już zaczęły się układać kolejne zdania tego wpisu.

Machina drgnęła: zgrzyt, skrzyp, trzask, szuranie… Przy takim akompaniamencie otworzyłem edytor tekstu, który… naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatnio go uruchamiałem. Najprawdopodobniej kiedyś tam przez pomyłkę, bo myszka ujechała i trafiłem nie w ten skrót, w który trzeba.

Nie wiem, co z tego będzie, ale w tej chwili czuję cholerny zapał, aby pisać tego bloga tak, jak pisałem go w najlepszych jego czasach. Zanim jeszcze firmy czeszące hajs na blogerach wjechały w blogosferę i zdefiniowały jej komercyjną twarz, której odlew niejeden bloger chciał nałożyć na swe lico, by być blogerĘ.

Nie cierpię takich szopek. Odpychało mnie to. Widok ludzi, którzy w zasadzie z dnia na dzień stawali się pajacami, porzucali dotychczas przyświecające im idee i dawali dupy wszem i wobec, stosunki te relacjonując na fejsbukach… Nie, nie zazdroszczę im. Współczuję za to. Ale tylko trochę. W tej chwili – 5:04 – mam w głowie mnóstwo tematów. Tyle rzeczy, które chciałbym opisać tu i teraz. Nie wiem, od czego chciałbym w ogóle zacząć. Tyle zaległości… Może najlepiej byłoby przedstawić się? Cześć, jestem Marcin, w tym roku skończę 30 lat…

Mam wielką ochotę wrócić do pisania tego blogu tak, jak to robiłem wtedy, kiedy sprawiało mi to najwięcej satysfakcji. Wpisy od serca, pod wpływem impulsu, o niczym, ale ciekawie… Rostowski podał się do dymisji. Premier twierdzi, że to ściema, kibole zaatakowali meksyków, a ponoć to też ściema, bo to meksyki pierwsi zaczęli rozkręcać tu meksyk…

Meksyk mam też w pokoju. Od kilku tygodni nic nie sprzątane: tyle pracy, że nie mam kiedy sięgnąć po ścierę i odkurzacz. Właśnie kończę obrabiać zdjęcia. Prawie dwa tysiące zdjęć z obozu artystycznego, na którym miałem okazję być. Ale o tym w oddzielnym wpisie. Pasuje dokończyć te zdjęcia, wysłać je ludziom i zająć się pokojem, bo kurz, brud, pajęczyny i… rdzy na szczęście nie ma. :)

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

11 komentarzy

  1. Trzymam kciuki za nowe wpisy. Dawno tu nie zaglądałem bo i nie było za czym ale z czytnika nie usuwałem, więc powodzonka!!

  2. Dzięki Tobie przeżyłem miłe zaskoczenie przeglądając wakacyjne zaległości w RSS :)

    Będę kibicował Twojemu powrotowi do blogowania. Może również sam się dzięki temu zmobilizuje do pisania, bo zrobiłem sobie niemal 1,5 miesięczną przerwę…

  3. Wspominam „Złote czasy” tego bloga bardzo dobrze i kilka fajnych inicjatyw, które udało się nam razem wykonać. Mam nadzieję, że wrócisz jeszcze do dobrej formy i będę mógł zaglądać tu częściej.

    Chociaż powiem Ci, że ja ostatnio też nieco podupadłem entuzjazmem wobec rzeczy, które jeszcze kilka lat temu jarały mnie bardzo. Teraz, już przed 30-tką, prowadzę zdziadziały żywot: praca na etacie -> reszta dnia przy Playstation. Na inne rzeczy energii brak. Jakaś forma wypalenia dopada chyba każdego.

    Najlepszego!

Comments are closed.