26

Hitachi HA-3800 – druga młodość vintage

Zdarzało mi się pisać „po czasie”, ale nigdy nie zdarzyło mi się spóźnić aż tyle, ile w przypadku tego wpisu. 30 lat. Czaicie? 30 lat temu ten wpis byłby „na czasie”. Albo i odrobinę dłużej. Gdy to sobie uświadomiłem, zawahałem się, czy aby nie odpuścić sobie tego tekstu. Bo po co pisać, skoro po takim czasie nawet odgrzewaniem kotleta tego nie da się nazwać. A jednak zdecydowałem się pisać – z jednego, konkretnego powodu, o którym na chwilę zapomniałem, a który pojawił się jeszcze przed myślą o scharakteryzowaniu bohatera wpisu.

Tym głównym powodem była i jest chęć zainteresowania Was „gratami”, które walają się po strychach, piwnicach, szafach, szafkach i garażach. O sprzętach starych, zastąpionych nowymi: technicznie atrakcyjniejszymi, bogato wyposażonych i o modnym wyglądzie, ale odstających jakością, trwałością i klimatem od tych starych. Ile takich „rupieci” wala się w naszych prywatnych lamusach? A ile zalega u Waszych bliskich, znajomych, rodziny? Ile czeka na wywalenie na śmietnik przy najbliższej okazji, a tych okazji było już kilka, tylko jakoś żal wyrzucać?

Przyznam, że u mnie takich staroci bardzo niewiele, ale okazało się, że wystarczająco, abym uruchamiając jeden z nich mógł zachłysnąć się uczuciem szczęścia, niczym znalazca najprawdziwszego skarbu. Tak było w przypadku starego (rok produkcji 1980) wzmacniacza Hitachi HA-3800, który od lat walał się u mnie po różnych szafkach i kątach. Niedoceniany, trzymany jako ostatni rezerwowy na wypadek, gdyby sprzęty mające pierwszeństwo odmówiły posłuszeństwa. Słuchałem go niedawno przez chwilę: na kiepskich kolumnach i nagraniach w mp3 zapodawanych z komóry. Działał – tyle wtedy chciałem wiedzieć. W końcu – ze dwa tygodnie temu – postanowiłem Hitachi sprawdzić na dobrych kolumnach i dobrych nagraniach.

Podłączyłem, włączyłem, usiadłem i… szok, szał, opad szczeny i wielkie „łał!”. Toż to było to, na co od wielu miesięcy polowałem! Muzykalny, ciepły, dynamiczny, z kopem, detalami i pięknym basem. Takiego poszukiwałem, a pod nosem go miałem. Siedziałem słuchając oniemiały, a Hitachi stał w miejscu etatowego amplitunera i nieprzerwanie czarował mnie swoim brzmieniem.

Czar jednak prysł po kilkudziesięciu minutach, kiedy w jednym kanale pojawiły się trzaski i pyrczenie. Onkyo wrócił więc na swoje miejsce, a Hitachi zawiozłem do remontu. Zafundowałem mu dokładne czyszczenie i wszelkie konieczne naprawy. Zadanie przywrócenia wzmacniaczowi drugiej młodości powierzyłem panu Tadeuszowi, którego polecił mi mój przyjaciel. To był dobry wybór. Fachowiec i pasjonat w jednym.

Po kilku dniach Hitachi wrócił do mnie: wyglądał na kilkanaście lat młodszego, a zagrał jak nowy. Dorzuciłem do niego tuner z tej samej serii i mam teraz pięknie grający zestaw. Nad jednym tylko ubolewam: nad brakiem odtwarzacza płyt CD do kompletu. Muszę szukać innego cd playera, który będzie wizualnie pasował do sprzętu.

Od dołu: wzmacniacz Hitachi HA-3800, analogowy tuner Hitachi FT-3500 i odtwarzacz dvd Philips pełniący tymczasowo funkcję odtwarzacz cd :)
Od dołu: wzmacniacz Hitachi HA-3800, analogowy tuner Hitachi FT-3500 i odtwarzacz dvd Philips, pełniący tymczasowo funkcję odtwarzacza cd

Jak brzmi Hitachi HA-3800?

Nie potrafię w słowach wyrazić tej radości, jaką czuję za każdym razem, gdy zasiadam na sofie i z głośników sączy się moja ulubiona muzyka. Hitachi gra pięknie, ale nie doskonale. Brzmienie ma ciepłe, bas bogaty i dynamiczny, a jednocześnie bardzo przyjemny. Środek pasma cieplutki i chyba nieco zbyt miękkawy, bo perkusja nie brzmi na nim tak zdecydowanie i punktowo, jak na amplitunerach Onkyo czy Yamaha, które wcześniej miałem. Wysokie tony są aksamitne i nie nachalne, ale nie wahają się wybiec tłumnie, gdy nagranie sypnie „sykami” i „cykami” niczym burza pisakowa piachem po patrzałach.

Hitachi HA-3800 w żadnym wypadku nie jest sprzętem audiofilskim. Gra pysznie, ale zdecydowanie jest to typ melomański. Do starego rocka, jazzu oraz innej muzyki, w której wokal pełni pierwszoplanową rolę, także do muzyki fortepianowej i smyczków nadaje się doskonale i trudno znaleźć coś lepszego. Bardzo dobrze sprawdza się też w roli kina domowego w wariancie stereo: dobre kolumny dobrze ustawione w duecie z tym wzmacniaczem są w stanie stworzyć taką scenę, że wszelkie satelitki, centralne i subwoofery można sobie wsadzić… do piwnicy. Ale ma też bolączkę: perkusja. Ta brzmi nieco zbyt miękko i jest delikatnie cofnięta. Solo jeszcze fajnie brzmi, ale gdy pojawiają się inne dźwięki, wtedy automatycznie ustępuje im miejsca.

Tak czy siak kapitalny sprzęt! Nawet wybaczyłem mu brak pilota, którym dotąd wygodnie obsługiwałem sobie amplitunery. Od czasu do czasu mogę wstać, by coś przełączyć albo zmienić głośność – trochę dodatkowego ruchu nie zaszkodzi. Kiedyś ludzie byli szczuplejsi i mieli wielkie, pękate telewizory bez pilota, a teraz jest odwrotnie: grubasy w fotelach i na kanapach pśtykają pilotami do chudych telewizorów.

Z tego oto miejsca, otulony ciepłymi dźwiękami płynącymi z kolumn równie starych, jak wzmacniacz, do którego są podłączone, zachęcam Was do tego, abyście zainteresowali się starymi, dobrymi sprzętami, które w swoich rupieciarniach być może macie.

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

26 komentarzy

  1. A to się często sprawdza w przypadku starych sprzetów. Nowoczesna technika jest super ale stare urządzenia czasem wygrywają ze względu na swą prostote budowy (łatwo naprawić i zmodyfikować), trwałość (nie mają fabrycznego terminu zepsucia), „analogowość” lub po prostu dlatego że mają to coś. W pełni rozumiem Twój zachwyt :)

  2. Piękny sprzęt. Ja też lubię ciepły dźwięk. Stare radia polskiej produkcji taki miały (Zodiak, Merkury, że o Radmorze nie wspomnę). Trudno we współczesnym sprzęcie znaleźć taki który tak zagra. Dbaj o niego :)

  3. Pięknie taki zestawi wygląda. Dorzuć jeszcze magnetofon i gramofon i lata 80′ jak nic. Chętnie bym tego posłuchał :)

  4. @Biter, brakowało tylko, abyś dodał, że też coś takiego posiadasz ;) Fakt faktem: dobrze wiesz, o co chodzi :)

    @shad, za kwotę trzycyfrową trudno dostać Radmora w kapitalnym stanie. A sprzęt = „mega legenda”, więc fajnie by było posiadać go. Może kiedyś…

    @Arek, Amator był sprzętem budżetowym. Wersje ze srebrnym panelem przednim uważam za koszmarne, ale te czarne są całkiem całkiem ;) Amator daje bodajże 10W na kanał i dla domowych warunków jest to wystarczający pałer. Na pewno lepiej brzmi, niż współczesne wieże po 100W/kanał.

    @JCB…, a no… :)

    @Sławek, nie wykluczam gramofonu i decka. Ale bardzo mało klocków z tego zestawu jest dziś do ustrzelenia :(

  5. No to masz podwójną satysfakcję, słuchanie muzyki i podarowane drugie życie Hitachi. Sprzęt się ładnie odwdzięczył. Wybiorę coś ciekawego z klasyki i się wpraszam na odsłuch.

  6. o niee…JA GO MAM ! :D Wszystko sprawne poza jedna kontrolką od guziczka PHONE. Aktualnie tylko pod kolumnami od wieży…może coś autor polecić pod ten wzmacniacz? :)

  7. No to gratuluję :D Co do kolumn, to chyba każde z tym Hitachi brzmią fajniej, niż z innymi wzmacniaczami. Zależy co lubisz.

    Jeśli bardzo miękki, ciepły dźwięk z otulającym basem, cofniętym środkiem i mocną górą, to takich właśnie kolumn szukaj (np. fronty VK 7820 dość łatwo i tanio można dostać – miałem je i wbrew internetowym opiniom tych, którzy nigdy ich nie słyszeli, grają naprawdę fajnie – brakuje im jedynie środka i detalu).

    Jak lubisz miękko i aksamitnie, ale z doskonałym detalem i bez braków w średnicy, to polecam kolumny Mildton (nie Alton, Altus i inne takie z wysokotonowcem tubowym, ale Mildton, w których wysokotonowy jest kopułkowy – gra milej dla ucha, tubowe są ostre i piskliwe/skrzekliwe). Ja mam właśnie Mildtony (Mildton 80) i na mój gust tworzą prześwietny tandem z Hitachi. Ważne, aby kolumny miały oryginalne głośniki Tonsila, a nie zamienniki typu Alphard.

    Jeśli lubisz twardsze brzmienie, to z tego, co się orientuję, kolumny STX się takim charakteryzują. Innych nie wymienię, bo nie znam.

    A jak byś chciał małe kolumny tzw. monitory (wielkości tych, które masz od wieży), to świetnym wyborem w rozsądnych pieniądzach będą Wharfedale Diamond 10.x. Słyszałem je i cholernie korcą mnie od tamtej pory, pewnie narzeczonej sprawię, żebym mógł słuchać i ich i swoich :D

    Tak czy siak do czego nie podepniesz tego Hitachi, to zagra fajniej, niż wzmacniacze, które brzmią neutralniej (Yamahy itp) :)

  8. Czyli jednak jest się z czego cieszyć :) Zastanawia mnie tylko ewentualna naprawa czegoś takiego potem? Łatwo \ trudno zrobić coś samemu, czy lepiej do elektronika zanieść? Z tego co widzę, potencjometr od głośności lekko charczy przy podgłaszaniu.

    Obecne od wieży Sony, są całkiem okey, poza bassem, którego bez podkręcenia ostro na wzmaku, nie ma. Jeśli już coś robić, to z rozmachem :) Całkiem fajnie prezentują się te Mildtony, jednak szukałbym czegoś bardziej wyższego i szczuplejszego, jak te STX’y. Czy ma Pan jakąś opinię o nich?
    Diamondy, albo mi się wydawało, albo są ponad budżetowe, i to sporo sporo..

    Tak naprawdę to ja nawet nie wiem, ile powinny mieć mocy kolumny. Nie mogę znaleźć za bardzo w sieci jakiegoś manuala, a jak już to ebay do kupienia. 300 Waciorów je ale w ile rms’ów je przemienia?

    Takie kolumny przykładowe -> http://www.stx.pl/stx-f-200-n-kolor-orzech.html uciągnął by wzmak? :)

  9. 300W to jest maksymalny pobór gdy rozkręcisz moc na full. Wtedy wzmacniacz z tych 300W oddaje około 45W/kanał przy 8 Ohmach.

    Co do kolumn, to każde uciągnie, kwestia tylko taka, że te z najwyższą mocą w specyfikacji mogą potrzebować więcej mocy (głośniejszego słuchania), aby zaczęły grać tak, jak powinny (pełny bas, dynamika). Z każdymi kolumnami do 100W ten Hitachi bez trudu sobie poradzi.

    O doborze kolumn do wzmacniacza jest chyba tyle teorii, ile ludzi je wypowiadających :) Jeśli nie planujesz słuchać na full, to nie musisz sobie nimi zawracać głowy. A ja osobiście wyznaję zasadę, by moc kolumn nie była niższa od mocy wzmacniacza. Np. Mildtony uważam za optymalne i z tym wzmacniaczem faktycznie grają miodnie – nawet przy minimalnej głośności znakomicie słychać bas, a tego nie doświadczyłem z teoretycznie mocniejszymi amplitunerami (Onkyo po 65W na kanał, Yamaha po 55W).

    Z tymi STX-ami (F-200n) nie powinien mieć kłopotów.

    Diamondy 10.1 nówki(!) można wyrwać na Allegro za 700 zł (klik), więc nie uważam ich za drogie. STX-y wcale tańsze nie są :)

    Co do napraw, to jest to stara i prosta konstrukcja, więc każdy wprawny elektronik sobie z nim poradzi nawet bez schematu, a i amator nie będzie na straconej pozycji.

    PS. I nie żaden „pan”, Marcin jestem :)

  10. A jakiś inny wznak żeby to porządnie zagrało? Na co dzień, raczej za głośno nie słucham, ale film musi być czuć – wiadomo o co chodzi :) Za szczególnie pewnie nie uświadcze bassu więc pewnie i tak zewnętrzny subek musi być. Aktualnie na wyposażeniu może i lepszym? mam Genisy 5050v2. Niestety 5.1 prawidłowo nie idzie rozmieścić i do filmów i muzyki przydałoby się 2.1, ewentualne 3.1. Jest sens przekładać tył do przodu i pozamieniać kanałami by grały to samo co przod? Czy efekt będzie nie wart całego tego zamieszania? :-D

  11. STX 200 czy Diamondy nie dadzą Ci takiego basu i na nich faktycznie będzie go brakować w filmach. Ale takie Mildton 80 (nie mówiąc już o Mildton 110) mają taki bas, że subwoferem tylko byś zaszkodził brzmieniu. Nie dość, że ww. kolumny są nisko strojone i mają kapitalne zejście, to w dodatku one basem grają, a nie tylko buczą, jak budżetowe buczypudła. Dodatkowo w łatwy sposób można w Mildtonach jeszcze obniżyć pułap basu – wystarczy o kilka cm przedłużyć tunele bass reflex. U siebie zrobiłem tak i tym sposobem zyskałem dodatkowych 5-6 Hz w dół :) Przy kolumnach strojonych na 40 Hz i wyżej (np. STX 200 – 43 Hz, małe Diamondy – 48 Hz) subwofer do filmów się przyda, ale już w kolumnach przenoszących pasma poniżej 40 Hz może być zbędny, a przynajmniej kwestią dyskusyjną. Co ciekawe, w Mildtonach bas nie dość, że nisko potrafi zaboksować, to jest bardzo żwawy, co jest rzadkością w kolumnach otwartych (z bass reflex).Jeśli chodzi o inny wzmacniacz, to bardzo trudno będzie Ci znaleźć inny, który ma taki bogaty bas, jak Hitachi. Można powiedzieć, że Hitachi przy innych wzmacniaczach w dolnych partiach brzmi jak gitara przy mandolinie. Do tego dochodzi barwa basu: większość wzmacniaczy po podkręceniu niskich na +4, +5 łapie taką brzydką barwę, jak by podbijało tylko wyższe częstotliwości basu. Hitachi tego nie ma, tu bas nawet podkręcony na full jest ciepły i przyjemny. Więc co jak co, ale Hitachi + Mildton 80/100 dla miłośników basu jest prawdziwym rarytasem. Co do przestrzenności dźwięku przy filmach, to jeśli nie masz miejsca na 5.1 to spraw sobie dobre kolumny, które przy dobrym wzmacniaczu dobrze ustawione zrobią Ci taką scenę, że zapomnisz o 5.1. Ile to już razy przy filmach wstawałem drzwi otworzyć, zrywałem się do kuchni do gotującej się wody, a innym razem była awantura na osiedlu, a ja myślałem, że to w filmie i tym nie dam się nabrać :D Jednak skapnąłem się w końcu, bo film był po angielsku, a krzyki były po polsku. Pisałem z resztą o tym – link ;)

  12. No i by było zajebiście, że tak się wypowiem, ale jest jedno wielkie ale…głośniki na bank nie będą stały na ziemi, bo zwyczajnie nie ma gdzie ich postawić. Powinny być krańcach ekranu a nie po środku (bo tak by wychodziło jeśli teraz bym chciał je ustawić na podłodze) żeby to stereo naprawdę działało – tak mi się bynajmniej wydaje :) Montaż na ścianie, na jakieś półce byłby ok? Jeszcze taka nietypowa prośba…można by prosić o jakieś video z tym hitachim, jak działają pod nim kolumny na jakiś testowych bitach, np i love bass, jakiś rock, lub jakaś scena z filmu akcji? Byłbym bardzo wdzięczny ! :)

  13. Nie ma sensu wieszać czy ustawiać gdzieś wysoko. Kolumny powinny być na wysokości uszu, ustawione symetrycznie i skierowane na słuchającego. Tylko wtedy pokażą pełnię swoich możliwości (łącznie ze sceną i detalami). Ustawione byle jak jedyne, co dobrze będą robić, to hałas ;) U siebie zrobiłem przemeblowanie tylko po to, aby móc kolumny ustawić jak bozia kazała :) Mogę Ci coś nagrać, ale już nie dziś. Podaj konkretne tytuły jakie chcesz usłyszeć. Choć wydaje mi się to bez sensu, bo koniec końców będziesz tego słuchał na swoich, więc nie usłyszysz, jak to gra naprawdę. Ale nagrać mogę.

  14. Nagrałem Ci „Bass i love you” + mix różnych piosenek (rock, pop, rap). Odezwij się na mail, to dam Ci link do tych filmików.

  15. Kurcze..no to jest problem..

    Tutaj moje arcydzieło z ustawieniem pokoju:
    http://flockdraw.com/gallery/view/1668985

    Tam gdzie ekran mamy narożnikowe biurko a po drugiej stronie komodę. Wymiary poglądowe tylko, ale przestrzeń między nimi to ~1,7m . Po przeciwległej do ekranu, łóżko ale ustawione pionowo, nie poziomo :) Żadnego innego ustawienia raczej nie zrobię i myślałem nad czymś podwieszanym..

    Email poszedł :-)

  16. Faktycznie wielkiego pola manewru nie ma. Spotkałem się co prawda z Mildtonami wiszącymi na ścianie i grającymi fajnie, ale było to w dużej sali kinowej (w sumie 8 kolumn tam wisiało, po 4 z każdej strony ekranu). Jeśli nie robisz dyskotek i chciałbyś coś mniejszego, to może zainteresuj się innymi kapitalnymi konstrukcjami Tonsila, które można kupić za śmiesznie niskie pieniądze: link do Allegro.

    Tu kilka filmików z YT: klik, klik. Basu, jak słychać, bozia im nie poskąpiła, a mają obudowy zamknięte, więc to kolejny plus. I z tego, co posiadacz takich pisze tutaj, grają one lepiej, gdy są umieszczone wysoko :)

  17. Dyskotek dla mas może nie, ale dla siebie samego jak najbardziej :)

    Tak czysto teoretycznie, z kapką Twojego doświadczenia: czy pod te kolumienki, hitachi dałby radę?
    http://allegro.pl/taga-tav606f-v3-gratis-kable-jm-system-olkusz-i3055894242.html :D

    Ja nie ufam jakoś tym wszystkim cyferkom, no bo wychodzi na to że ten wzmak uciągnie większość kolumn, a nie chce mi się wierzyć w to ;)
    Co do rozmieszczenia, myślę że lekko bym zakombinował co do obecności samych mebelków…3:)

  18. Oczywiście, że uciągnie te kolumny. Mało tego: poradzi sobie z nimi lepiej, niż wiele innych wzmacniaczy. U mnie pod względem „radzenia sobie” wygrał i z mocniejszą Yamahą i z jeszcze mocniejszym Onkyo. Nie wiem, czy to zasługa tak dużego poboru prądu, czy czegoś innego, ale tak czy inaczej wszystkie próbowane kolumny z Hitachi grały najlepiej i najszybciej się rozkręcały (np. w innych wzmacniaczach przy cichym słuchaniu trzeba było korzystać z loudness albo podkręcać bas i wysokie tony, aby było je dobrze słychać, a z Hitachi nie ma tego problemu.

    O te stare wzmacniacze naprawdę możesz być spokojny. Do domowego użytku wystarczy 10-25W, a gdy kupujesz nowoczesny sprzęt, to poniżej 150W/kanał nie ma co schodzić ;)

    Jesteśmy przy Hitachi, więc niech on posłuży za przykład. Ma 2x40W, ale przy normalnym słuchaniu wykorzystujesz nie więcej, niż 10% tej mocy. No, przy kiepskich kolumnach może trochę więcej. Te mrugające diody nad pokrętłami od barwy dźwięku pokazują Ci, jaka moc w danej chwili idzie w kolumny. Na moich kolumnach w pokoju ~12m2 nie słucham głośniej, niż na 2,5 (pozycja potencjometru volume), do tego bass na 0, loudness wyłączony, a i tak szyba w drzwiach potrafi zdzwonić albo coś zatłuc się w szafie. Bo do tanga trzeba dwojga ;) i do dobrego wzmacniacza trzeba też dobrych kolumn. Pamiętaj jeszcze o kablach – grubość żyły minimum 2 x 1,5 mm2 z czystej miedzi.

  19. Ja może niepotrzebnie sugeruję się tym moim zestawem genius’a i starymi jakimś Logitechami, gdzie tam było 30 rms a w tych mam 150 rms a tu mówimy o wartościach 10-25 :D Ale inna klasa sprzętu, pewnie to inaczej działa.
    Mam też pytanie co do tego paska właśnie zielonego. Rozumiem że trzymać się wartości tych zielonych, czerwonych nie ‚odwiedzać’ :) Czy wzmak nie wiem, dobiera jakby maks. moc pod dane kolumny i ten pasek jakoś to odzwierciedla? Bo inaczej mam z tymi od wieży i inaczej z satelitakmi od geniusa – tutaj większe skoki są tych pasków i nie dużo trzeba by haczyło o czerwone. Kiedy jest znak że wzmak nie wyrabia mocą a kiedy kolumny?

    Nawiasem, ładne zdjęcia i całościowo blog! Gratuluje wytrwałości w prowadzeniu, jak i różnorodnym pisaniu :)

  20. Gdy podłączysz dobre kolumny do tego wzmacniacza mającego „jedynie” 40W na kanał, to zrozumiesz, o co chodzi ;)

    Te zielone paski pokazują moc, jaką w danej chwili produkuje wzmacniacz. Zielone diody to bezpieczny poziom mocy gwarantujące wierną reprodukcję dźwięku bez żadnych zniekształceń + margines, że gdyby nagle w odtwarzanym utworze pojawił się jakiś mocniejszy akcent, to jeszcze nic złego się nie stanie.

    Czerwone diody to już okolice maksimum i gdy dobijesz do ostatniej, wtedy musisz się liczyć z bardziej „płaskim” i w głośniejszych momentach „pierdzącym” dźwiękiem – wtedy wzmacniacz jest już przesterowany. Może się to udać zaróno przy potencjometrze głośności na full, jak i na pół gwizdka, bo zależy to też od głośności źródła.

    Jeśli będziesz miał kolumny mocniejsze od wzmacniacza, to przy pojawieniu się pierdzenia (zniekształceń dźwięku) winny będzie wzmacniacz, który już nie wyrabia. Jeśli zaś kolumny dasz tam słabsze, to sytuacja się odwraca i to one będą dyszeć, a wzmacniacz będzie robił swoje. Bez względu jednak na to, co będzie słabszym ogniwem, to dla bezpieczeństwa sprzętu nie graj tak głośno, bo w końcu któreś się przegrzeje i pójdzie z dymkiem ;) Dla wzmacniacza zielona skala jest bezpieczna, a na ostatniej czerwonej diodzie to tak, jak pisałem – trzeba uważać.

    Dzięki :) Przy okazji zapraszam na inne moje blogi i na fotoblog, jeśli lubisz zdjęcia ;)

  21. Przepiękny sprzęt miałem kiedyś coś takiego marki Harman Kardon. Teraz mi się marzy coś takiego ale Maraztnza.

  22. No niezłe cacko. Ja od czasów, jak dostałem na osiemnastkę wieżę Technics, jestem jej wierny. Niezniszczalna rzecz!

Comments are closed.