8

(Bardzo) młodzi gniewni

Soczek, radio, wiatrak… Siedziałem sobie przed komputerem płodząc w notatniku index i style.css, kiedy to, zza otwartego okna, do moich uszu dobiegła przesoczysta wiązanka bluzgów – i to bluzgów przez wielkie B). Groźby, wyzwiska, nawoływania do przemocy i nienawiści (jak by to prawnicy zapewne nazwali), a także przyśpiewki na nutę stadionowych, które realizatorzy podczas transmisji w TV starają się zagłuszać. A to wszystko nadawane dziecięcym, piskliwym głoskiem.

Z każdą chwilą robiło się coraz głośniej, bo… coraz bliżej. W końcu usłyszałem tupot, jakieś szuranie, sapanie, stękanie… I znowu Bluzgi, ale tym razem jeszcze poprzeplatane nieco ciszej wypowiadanymi komunikatami, zapewne dotyczącymi obranej strategii… :) Strategii czego? Ano za moment się dowiedziałem.

Dokończyłem linijkę w index i kuknąłem przez okno. Oczom moim ukazał się taki oto widok: czterech rozebranych do pasa jegomościów, wyglądających na 1-2 klasę podstawówki, atakowało nieco starszego, o głowę wyższego chłopca, którego wyróżniał nie tylko wzrost, ale i ubrana koszulka. Ci mniejsi swoje podkoszulki zawiązali – na wzór arafatek – na twarzach, by zasłonić je na czas akcji.

Próbowali otoczyć ubranego, a kiedy do atakującej czwórki dołączył kolejny ich kompan, jeden z cwaniaczków zbliżył się do wyższego i ubranego i cedząc przez zęby kolejne bluzgi, wymachiwał krótką nóżką. W końcu większy popchnął małego, a ten upadł, nie próbując nawet powalczyć o równowagę.

Gdy tak leżał na tej trawie, niczym skoszony podmuchem powietrza piłkarz, a jego koledzy biernie się temu przyglądali, ten starszy (atakowany) postanowił ulotnić się z miejsca zdarzenia (krótko mówiąc: rzucił się do ucieczki). Widząc to młodzi najwyraźniej odzyskali świadomość swojej przewagi, bo zostawili leżącego „rannego” i rzucili się w pogoń za uciekającym. I tyle ich widziałem.Z jednej strony rozbawiony, ale z drugiej porażony zachowaniem tych dzieci, wróciłem do pracy. Mimochodem zacząłem grzebać w pamięci, szukając wspomnień z mojego podwórka. Też wychowywałem się na osiedlu, ale czegoś takiego lub podobnego po prostu sobie nie przypominam!

Ok, dobra: bójki były – takie większe i takie mniejsze – ale odbywało się to bez salw wyzwisk, śpiewów i wygrażania „na całą japę”. Jak już coś o coś poszło i strony chciały to „wyjaśnić”, to w ich interesie była „dyskrecja”. Zwracanie na siebie uwagi dorosłych w najlepszym wypadku oznaczało niepowodzenie akcji, a w najgorszym wpierdziel od sąsiadów i poprawkę od rodziców w domu.

Bo takie to były czasy, że nikt się nie czaił z daniem klapsa obcemu dziecku i przywołaniu go do porządku. A teraz dotknij cudzego dzieciaka, a niemalże z miejsca organy ścigania i szereg organizacji masz na głowie.

Kurde.

Jeśli chcą się między sobą bić, to niech się biją, tylko niech się tak nie drą!

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

8 komentarzy

  1. Ja bez przerwy obserwuję podobne zachowania dzieciarni i w głowie mi się nie mieści skąd tyle agresji w nich i skąd się ona bierze? I gdzie są rodzice tych smarkaczy (bo tak zachowujących się dzieci inaczej nie potrafię nazwać). POwinno się to karać jakoś np. mandatami które płacili by rodzice. Może to by ich „zachęciło” do zainteresowania się swoimi pociechami…

  2. „Ci mniejsi swoje podkoszulki zawiązali – na wzór arafatek – na twarzach, by zasłonić je na czas akcji.”

    Nie wiem czy chcę wiedzieć gdzie to podpatrzyli O.O

  3. Kiedyś widziałem podobne zajście i byłem przerażony brutalnością dzieci. Grupka 10 latków (na oko) kopała wszędzie (w tym po twarzy) leżącego rówieśnika i nie wiem jak by się to skończyło (dla ofiary) gdyby nie reakcja dorosłych. Nie tak wyglądały bójki z mojego dzieciństwa. Owszem, dawało się po mordzie, ale nie z taką brutalną zawziętością jak tych kilku okładało ofiarę na moich oczach. Niestety przykład idzie z góry (od starszych) czyli te dzieci muszą być świadkami takich sytuacji z udziałem starszych kolegów. Powinno się coś z tym robić, bo wszystko zmierza ku temu, że z rocznika na rocznik będzie coraz większa dzicz…

  4. Czemu sie dziwic, rosnie nam pokolenie dla ktorego bluzgi i wyzwiska sa sposobem komunikacji, przykladem moze byc „elita IV RP” z krakowskiego przedmiescia idaca za swoim idolem z wibratorem i wuglaryzmami na ustach – jak osoba popierajaca Palikota moze sie temu dziwic? Zdumiewajace, przeciez Twoj idol promuje taki wlasnie styl bycia i zycia! Mysle ze te dzieciaki swietnie odnajada sie w populistyczych bredniach gorzelnika z Bilgoraja, otrzebuja czasu i dalszej marginalizacji kultury i jakichkolwiek wartosci.

  5. to norma w blokowiskach, u mnie pod blokiem kilkukrotnie widziałem butelkę tłuczoną na potylicy – o dziwo nikt się nie przewracał, maszerowali dalej – to samo jest na ulicach – agresja i chamstwo :(

  6. Też widziałem podobne zajście, wyglądało to makabrycznie. Jakby dzieciaki naoglądały się ciut za dużo wiadomości o terrorystach i grupach zorganizowanych. Ale zrobić nic nie można bo zaraz będzie, że dzieci bijesz.

  7. Za mojej młodości nigdy nie widziałem takich zdarzeń a nawet nie słyszałem o takich. Owszem bójki były, ale przeważnie było to zwyczajne potyczki 1 na 1 bez przesadnej agresji. Nigdy nikomu nic się nie stało poza otarciami i siniakami. Obserwując takie zachowania jak opisałeś można naprawdę się zasmucić…

Comments are closed.