19

Komu koko temu spoko

Euro 2012Mistrzostwa Europy w piłce nożnej rozpoczną się lada dzień. Pytacie, dlaczego do tej pory na blogu nie poruszyłem tematu Euro 2012, nie pokusiłem się o żadne analizy czy prognozy dla naszej reprezentacji. Tym kilku osobom, które pisały w tych sprawach maile odpowiedziałem osobiście.

O zgadywanie wyników meczów reprezentacji Polski nawet nie zamierzam się kusić. Bo po co? W przypadku poprzednich turniejów apetyty wszyscy mieli spore, a w występach grupowych była klęska. Po co więc kłapać, że tym razem już na pewno się uda? Po to, żeby po wszystkim występ Polaków skwitować słowami „wyszło jak zawsze”?

Zdecydowanie bardziej wolę nie gadać nic, a najwyżej pozytywnie się zaskoczyć. Bo szanse na to są – jak zwykle zresztą :) Ale tym razem szanse są szczególne – no dobra, tę śpiewkę też doskonale znamy. Ale poważnie już: sukces i szanse nań tkwią także w głowach. Psychika jest ważna, mentalne nastawienie, dlatego też – bez względu na liczbę Lewandowskich, Piszczków. Błaszczykowskich, Wolskich i Szczęsnych w kadrze polskiej – rada moja będzie jedna: z liczeniem punktów i ustawianiem tabeli grupowej poczekajmy do meczów. Nie dzielmy skóry na niedźwiedziu, bo nie wiadomo, co mu w głowie siedzi…

Pomijając aspekt sportowy już teraz mam się z czego cieszyć. Drogi, które przez lata straszyły jakością i bardzo niskim poziomem bezpieczeństwa w końcu są takie, jakie przez długie lata być nie mogły. Z autostradami nie wyszło, ale to mnie akurat niezbyt obchodzi, bo przecież nie dojeżdżam nimi do pracy, czy na zakupy. Zaczęli, to i skończą i autostrady będą. Wszyscy uparli się, że mają być na Euro. Czy to znaczy, że po Euro te autostrady potrzebne nie będą? Wiecie co? Puknijta się zderzakiem w czoło.

Ja tam jestem zadowolony. Zbudowały się i budują drogi (i ronda na niebezpiecznych skrzyżowaniach – m.in. na tym, na którym całą rodzinę straciła moja koleżanka), modernizuje się kolej (nawet nowy dworzec pasażerski będę miał o kilka minut piechotą, do tego wiadukty, które do tej pory wkurwiały, zmienią się na przejezdne jednocześnie dla jadących w obydwu kierunkach i przy okazji powstaje szybszy tor). Nie narzekam więc na to, czego nie udało się zrobić, ale cieszę się z tego, co jest. I etatowym malkontentom też radzę zmienić nastawienie, bo w takim tempie zazrzędzicie się na cacy szybciej, niż przewiduje to medycyna.Wracając do sportowych aspektów, to moim skromnym życzeniem jest to, aby występ polskiej repry – bez względu na to, jak daleko w rozgrywkach dotrą – przyniósł owoce na przyszłość. Niech błysną młode talenty (np. Wolski) i niech zweryfikuje się Smuda (a nuż okaże się, że przy wszystkich swoich wizerunkowych wadach jest on piłkarskim geniuszem, lub przynajmniej o geniusz się ociera – a znam takich niepozornych w innych dziedzinach). Jeżeli trener zasłuży sobie na przedłużenie kontraktu, a młode talenty postawią żagle i złapią w nie odpowiednie wiatry, to na kolejne turnieje oczekiwania śmiało będziemy mogli mieć śmielsze.

Młodzież niech bierze przykład z młodych gwiazd naszej reprezentacji. Praca, trening i wiara w siebie pozwala zamknąć gęby nawet największym patriotom vel. prawdziwym Polakom – rodakom, którzy zawsze są na „nie” i profilaktycznie skreślają wszystkich we wszystkim co robią, zrobią i czego robić nie będą – bo to też będzie źle. Gdyby taki Lewandowski kilka lat temu posłuchał „fachowców-realistów”, to dziś mógłby być np. podawaczem piłek z kilkuletnim stażem.

Moim życzeniem na Euro 2012 jest to, aby ten turniej przyniósł wszystkim jak najlepsze owoce i jak najwięcej powodów do zadowolenia. Malkontentom dodatkowo życzę zmiany orientacji i skierowania wzroku ku pozytywnemu, bo… nie da się wygrać meczu zakładając z góry, że będzie lipa. Niech lipy nie będzie, a to, jak będzie – tego nie wie nikt. Udanych mistrzostw!

PS. Słuchałem dziś w radiowej Jedynce reportażu o kapeli „Jarzębina” – tak, tej od „Koko Euro spoko”. Spoko kobitki, pozytywne :) Na falach eteru wyjaśniły mi, że piosenka „Koko Euro spoko” powstała na bazie ludowej piosenki, którą śpiewają na weselach i którą opowiada o młodzieńcu, który wysiedział kurczęta :) Reportaż nosi tytuł „W cieniu Jarzębiny” i możecie posłuchać go na stronie Polskiego Radia – KLIK.

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

19 komentarzy

  1. Może wyjdę na malkontenta i zrzędę, ale w całym zamieszaniu wokół Euro drażnią mnie takie rzeczy:
    1. Nagle wszyscy stają się kibicami, malują gęby, zakładają na samochody chorągiewki i kreują się na wielkich kibiców, a to tylko pusty lans. Pokupowali biletów na mecze odbierając miejsca zagorzałym fanom, a teraz wiele z nich stara się odsprzedać, bo nagle zmieniło zdanie i odpuszcza sobie mecze. Widocznie obecność na jednym meczu wystarczy na zrobienie sobie tysiąca fotek na nk i fb.
    2. W sklepach trzeba się przebijać przez „kibicowskie” promocje i „kibicowskie” artykuły. Bułki kibica, parówki kibica, napoje kibica, kubki kibica… długo by wymieniać.
    3. Zgadywanie wyników meczów przez zwierzęta. Do cna głupi pomysł, który powstał przypadkiem i był traktowany z przymrużeniem oka aż tu nagle stał się jakiś nieodzownym elementem mistrzostw. Coś w rodzaju castingu zwierzą losujących było prowadzone i wygrała słonica, ale słyszałem też o kurach które mają losować. Żeby było śmieszniej to Ukraina ma swoich losujących.

    Sport jest piękny, a organizacja mistrzostw ma wiele plusów (o których pisałeś) ale wkurza mnie szopka robiona wokół imprezy. Żeby chociaż pierwszeństwo w losowaniu biletów miały osoby na co dzień regularnie chodzące na mecze ligowe i repry to bym nic nie mówił, bo to co najważniejsze było by w porządku. Ale wiele przypadkowych osób wylosowało bilety i taki cyrk się robi, a na stadionie okaże się, że połowa kompletnie będzie umiała śpiewać i zamiast potężnego i równego dopingu będzie się robić kakofonia i nie wszyscy też będą śpiewać. To będzie dopiero wstyd dla nas – gospodarzy. Nie niedokończone autostrady czy kolej (bo tego nie będzie widać podczas transmisji na cały świat) ale wątpliwej jakości doping, który u gospodarzy powinien rywali wbijać w ziemię. Obym się mylił.

  2. Do zakończenia Euro wstrzymuję się z komentowaniem, ale jak po Euro okaże się, że:
    a) piłkarze znowu dali ciała
    b) naród wyjdzie na buraków (nieważne jak)
    c) budowa autostrad, inwestycje kolejowe i ogólnie inwestycje infrastrukturalne wyhamują
    to przysięgam, że będę nadwornym krytykiem wszystkiego co związane z naszym „udanym na cud” krajem.

  3. Powszechnie znanym faktem jest, że takie imprezy są dla organizującego kraju ekonomicznie nieopłacalne i wiele znacznie bogatszych państw wcale do tego się nie garnie. Zarobi natomiast nieźle FIFA ale nie nasz budżet. Drogi? Porozmawiajcie prywatnie z budowlańcami to się dowiecie jaka jest ich jakość. A te wszystkie afery i przewały? Autostrady na Euro? Tak obiecywała propaganda i to jej autorzy powinni stuknąć się zderzakiem w czoło a nie my. Poza tym i tak powinny być budowane, żadna to łaska. Z pewnością świetnie zabawią się elity a za wszytko zapłaci każdy z nas i to słono przez długie lata. A teraz kto chce może mnie nazwać malkontentem. Z pięknego sportu zrobiono szopkę i niezłą okazję do zarobienia ogromnej kasy przez jednych i wykiwania drugich. Szkoda.

  4. @Mirek, Mirku, o tym wszystkim, o czym piszesz, doskonale wiem. Tylko co z tego? Lepsze takie drogi, niż żadne, a to, że za to wszystko zapłacimy wszyscy, nie robi żadnej różnicy, bo od dawna to robimy. A że rządzącym pomysłów na nasze pieniądze zawsze dostatek, to pozostaje się cieszyć, że wpadł ten turniej i jego organizacja wymusiła budowę tego czy owego. W końcu na wydatkach będą skorzystać mogli wszyscy, a nie tylko vipy (samochody, biurowce, nagrody, gmachy i siedziby itd). Za to wszystko naród płaci od dawna. Teraz nie tylko coś namacalnego spadło i nam, ale i wszyscy dostali dostali super okazję: malkontenci do narzekania, ich przeciwieństwa do zadowolenia, a co sprytniejsi wykorzystają imprezę i napchają sobie na niej kieszeń (a choćby sprzedawcy chorągiewek, „parówek kibica” i całej reszty okazjonalnych produktów). Bo tak już w życiu jest, że jedni narzekają, a drudzy szukają korzyści dla siebie :)

  5. Szczerze mówiąc aspekt sportowy całej imprezy dla mnie-obywatela ma najmniejsze znaczenie. O wiele ważniejsze jest to, że moglibyśmy dzięki temu turniejowi przyspieszyć inwestycje.
    Jak na nasz cudowny kraj – przyspieszyliśmy. Ale nadal brak normalnych dróg czy linii kolejowych (i nie mówcie, że są wyremontowane, proszę) to ogromny koszt dla każdego dojeżdżającego gdziekolwiek – czy nawet kupującego masło w sklepie, bo to mało musi do sklepu dojechać. I tu, pomimo jakiegoś przyspieszenia, ponieśliśmy klęskę. My, Polacy. Może poza rządem, bo przecież rząd i parę innych osób na tych drogach nieźle zarobiło.
    @Szuman – lepsze żadne drogi niż takie. Bo jak wybudujemy drogę, która się zacznie od razu rozpadać (vide większość inwestycji w latach 90 – od A4 poczynając), to potem do niej trzeba bez przerwy dokładać. A pieniądze już wydane. To może lepiej zbudować w ciągu roku mniej, ale dobrze.

  6. KoKo Koko Forsa w Błoto,
    Tusek śmieje się szeroko,
    Aż po brodzie ciecze ślina,
    A Autostrad ni ma!

    ;-))

  7. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Ostatnio pojawił się raport o stanie dróg krajowych i okazało się że 40% z nich wymaga remontu, jak pan się do tego odniesie?

  8. Buduje sie drogi i kolej – hehe…proponuje sie ocknac, za komuny tez budowali na kreche i dlugi ktore to trzeba splacac do dzis lub blagac o umorzenie jak kiedys. Jak Cie ciesza autostrady to proponuje zapoznac sie z kosztem kilometra w PL a w innych bogatszych krajach unii – pewnie zgasnie Ci usmiech jak przyjdzie na bramce placic tyle co w EU z zarobkami Ubekistanu, potem jechac pasem rezerowowym bo inne beda w remoncie…Proponuje takze nie nazywac polskich kolein drogami, drogi to maja na zachod i poludnie od Odry, u nas jest Wschod od Hollywood pod tym wzgledem.
    Odnosnie kolei to pewnie za chwile napiszesz ze cieszysz sie ze przezyles podroz bo przeciez sa wypadki i zderzenie. Modernizuja linie – np Rzeszow Jaslo ale za wszystko zaplaci pasazer bo przeciez 100 prezesow musi dostac za to bonus…no i to Pendolinio…ktore u nas wahadelkiem nie bedze ;) Tu nie chodzi o narzekanie, tu chodzi o zdrowy rozsadek i bilans zyskow i strat, ale by to dostrzec trzeba spojrzec szerzej niz propaganda III RP zza wymarzonej plazmy na scianie w kredycie 0% ;) – w Q1 2013 zacznie sie splacanie rachunkow za cuda…

  9. @ElPresidente, w swoim sposobie postrzegania rzeczywistości łączysz dwie najgorsze cechy: porównywanie się do innych i doszukiwanie się powodów do narzekania. Rozumiem, że jesteś Uzbekiem i żyjesz w ciągłej podróży, na zmianę zasuwając to koleją, do autostradami, w bagażu taszcząc plazmę kupioną na kredyt. Teraz pewnie zahaczyłeś o jedną z nielicznych kafejek internetowych, bo przecież mobilny internet taki drogi, a o darmowym dostępie do szybkiej Wi-Fi w pociągu można tylko pomarzyć. A nawet, gdyby internet był, to tak naprawdę byłby kolejnym oszustwem, bo jego koszty wliczone byłyby w bilet. Najgorsze w tych wszystkich polskich ułomnościach transportowych jest to, że Twojej posesji nie podłączyli do niemieckiej autostrady, bo te polskie to najlepiej szerokim łukiem omijać i najlepiej, gdyby ich wcale nie było. Nikt by wtedy na nich nie zarobił, a jelonki miałyby spokój. Robią = źle, nie robiliby = też byłoby źle. Skoro się zdecydować nie możesz, to może po prostu zajmij się swoim życiem i czerpaniem z niego tego, co najlepsze. Tak zrobili wszyscy ci, którym zazdrościsz kupionych za gotówkę (a nie na raty) plazmy i samochodów, w których nie czuć, że polskie koleiny nie są drogami, a tankować można samodzielnie do pełna, nie zastanawiając się, czy zostanie na papierosy, albo na ratę za samochód żony, która właściwie wcale go nie potrzebuje.

    Naprawdę, szkoda zdrowia na wyszukiwanie wrogów i szarpanie się z nimi. Szklanka może być pusta do połowy lub do połowy pełna.

  10. szuman, dokładnie 59% dróg krajowych nie wymaga remontu ;) Jakie jest twoje odczucie dot. stanu naszych krajówek? bo raport to jedno, a swoje zdanie to drugie.

  11. @Michał, do pełni szczęścia brakuje 41% ;) Nowe drogi super, a gorszymi, czekającymi na remont, też da się jechać. Największym minusem na drogach są ich użytkownicy: w większości nerwowi, z zasady niezadowoleni, ciągle spóźnieni egoiści, których najlepiej od razu przepuścić i niech jadą w cholerę. Najlepszy jest widok miny takiego zająca na nowej krajówce z wysepkami i jednym pasem, kiedy taki siedzi ci na zderzaku i o mało się nie zesra, bo chce, a nie może wyprzedzić :)

  12. Kultura jazdy w PL to temat rzeka :-) Powracając do tematu samych DK. Malkontentem nie jestem, staram się patrzeć na drogi optymistycznie. Lubię zwykłe krajówki, wszak mamy ich 18 tys. km i zaraz po autostradach są najważniejszymi drogami w kraju. Niemniej jednak w mediach ukazał się raport o stanie DK sporządzony przez GDDKiA. Tak jak pisałem wcześniej, ok 60% uznano za dobre ok 20% jest w stanie niezadowalającym, czyli będzie wymagać remontu za 2-3 lata i kolejne ok 20% wymaga remontu natychmiast. W mediach oczywiście podano że jeździmy po samych dziurach i koleinach, o tych 60% nie ma wzmianki nawet, same negatywy. Osobiście nie wiem czy 60% DK w dobrym stanie to dużo jak na nasze warunki czy nie.

  13. @Michał, te 60% dla jednych dobry, a dla innych kiepski wynik. Tak czy inaczej ważne jest, aby procent dobrych dróg z roku na rok wzrastał. 100% utrzymać się nie da, bo zawsze gdzieś coś wyskoczy i sypnie się, a i jakaś przebudowana czasem wymaga rozwalenia kawałka dobrej jezdni, ale jak już się skończą te wszystkie masowe przebudowy, to myślę, że 80-90% powinno być normą. Mocno liczę na to, że na wyremontowanych odcinkach pomontują wagi dla tirów i skutecznie będą eliminować z dróg przeładowane zestawy. Są one niemałym problemem dla nawierzchni dróg, które np. zaprojektowane są na 25 ton, a gdy jedzie po niej jednostka o połowę cięższa, to nawet zakazy jazdy w dzień nie pomogą.
    Zobaczymy, jak te statystyki jakości dróg będą wyglądać za kilka lat, ale gołym okiem porównując to, co jest teraz do tego, co w tym samym miejscu było 5 lat temu, można być zadowolonym. Prawdę mówiąc, kiedyś nawet nie wyobrażałem sobie, że sytuacja w niektórych miejscach może tak bardzo się zmienić na dobre.

  14. Podzielam zdanie autora. Dookoła wszyscy mówią tylko o jednym, a przecież są tacy którzy niekoniecznie interesują się piłką nożną, a wydarzenie typu Euro jest im obojętne. Nie przezywajmy tak tego,nie analizujmy bo to i tak nic nie da. Po prostu siadajcie i oglądajcie.

  15. @szuman : zdecydowanie powinnismy porownywac sie do najgorszych, do zacofancyh krajow afrykanskich, bo przeciez nie do porzadnych krajow gdzie jest normalnie i zyje sie dobrze, nie ma jak w Uzbekistanie (o ktorym nie pisalem wczesniej, chodzilo o IIIRP =UBekistan).
    Co do szumnego stwierdzenia „Robią = źle, nie robiliby = też byłoby źle” to oczywiscie doszlo do blednej interpetacji, chodzi o to ze jak maja robic jak teraz to wole by nie robili. Jakos w Finlandii maja drogi zbudowane raz na kilkanascie lat, wiec teorie o ciezkich warunkach pogodowych w PL leza w gruzach, robia lipe i co kilka lat remontuja by miec z tego hajs. Wole by zrobili raz a porzadnie, a nie lipe do ktorej trzeba doplacac.
    Nie prowokuj i nie manipuluj moich wypowiedzi, gdzie napisalem ze zazdroszcze plazmy czy samochodu?
    Co do Twojej euforii ze 60% drog remontu nie wymaga – zamiast pisac takie bzdury zapoznaj sie z raportem ey.com/PL/pl/Industries/Government—Public-Sector/Raport-utrzymanie-drog-krajowych-w-Polsce

    myslenie nie boli, natomiast frustracja strzelasz sobie w kolano i przejawiasz dwie najgorsze cechy : przyzwolenie na dziadostwo oraz slepe tkwienie przy swoich racjach nie do konca prawdziwych.

  16. @Elpresiden+e, dzięki za link do raportu, ale – przepraszam za wyrażenie – pieprzę raport. Wszędzie, gdzie chcę, mogę bez trudu dojechać, więc po co mi raport? Po to, żeby odechciewało mi się gdziekolwiek ruszać? Od strzelania w kolano wolę strzelać toasty za zdrowie i pomyślność znajomych i swoją. „Realiści” niech się dołują czytając raporty, a ja wolę korzystać z tego, co jest fajne. Przedwczoraj byłem w muzeum pod Górą Śmierci w Pustkowie Osiedlu. Jechałem drogą 985, której ostatni odcinek (od wiaduktu kolejowego na Sandomierskiej do przejazdu strzeżonego na torach na Mielec) czeka na remont. I wiesz co? Cieszyłem się, że większość tej drogi jest już odpicowana, bo dobrze pamiętam, jak było jeszcze kilka lat temu. Wkrótce powiększą ten ciaśniutki wiadukt obok Dexpolu (a przez lata nie mogli tego ruszyć), poszerzą drogę i wtedy spełni się marzenie wielu kierowców jeżdżących tamtędy. Pewnie większość z nich i tak dalej będzie narzekać (a bo późno, a bo drogo, a bo coś tam jeszcze), ale z tego nie zamierzam ich leczyć. Z tego trzeba wyleczyć się samemu, a żeby to zrobić, trzeba przede wszystkim tego chcieć.

  17. I to się nazywa pozytywne myślenie, szkoda że dla mnie szklanka jest do połowy pusta i często zauważam tylko te gorsze drogi niż dobre. Niby jak już pisałem 60% – większość jest ok, to mi po głowie chodzi 40% tych złych. Nie potrafię się tego wyzbyć, a jeszcze nie tak dawno temu byłem bardzo optymistycznie nastawiony do życia. Powód? dałem się omamić telewizji, złym informacjom i teraz taki mały pesymista się ze mnie zrobił.

Comments are closed.