28

Robisz „tradycyjne” wesele? Nie zapraszaj mnie na nie.

Nie wiem, co wymaga posiadania większych jaj: napisanie i opublikowanie tego tekstu, czy uczestnictwo w szopce połączonej z festiwalem kiczu, zwanej przez niektórych „tradycją”, a mającej z nią tyle wspólnego, co implanty firmy PIP z prawdziwymi cyckami.

Napiszę wprost: jeśli mnie lubisz, to nie zapraszaj mnie na swoje wesele! Nie każ mi cierpieć i nie marnuj mojego czasu, który chętnie spożytkuję na tysiące innych rzeczy. Nie mów „ale będziemy się bawić”, bo kompletnie nie rozumiem tego przekazu.

Zabawa kojarzy mi się ze spontanem, z wolnością i brakiem sztywnych ram, a żadne „tradycyjne” wesele do tej definicji nie pasuje. Gośćmi musieliby być ludzie w podobnym wieku, o takich samym zainteresowaniach i podobnym stylu bycia – wtedy można by wykręcić coś fajnego. Ale „bawić się” według ustalonego wcześniej, kilkunastogodzinnego scenariusza? To nie dla mnie!

O, tutaj dobrze się bawię. Tak lubię :)
O, tutaj dobrze się bawię. Tak lubię, choć wolałbym mieć też drugą rękę wolną :)

Aha, zależy ci na mojej obecności! Chcesz, bym był i byśmy mogli uczcić twoją radość? Nie ma sprawy! Spotkajmy się w innym terminie, w barze, w domu albo w plenerze i wznośmy toasty! Na weselu prawdopodobnie nawet mnie nie zauważysz, nie stuknę się z tobą co toast kieliszkiem, nie będziesz miał czasu, by siedzieć, śmiać się, wspominać (o ile jest co).

Naprawdę nie muszę patrzyć na twój wyjątkowy dzień. To, że na co dzień jeździsz fordem, a do ślubu zawiozą cie wołgą, nie jest niczym szczególnym. Ty się możesz czuć wyjątkowo, bo wcześniej takim wehikułem nie jechałeś, ale co po tym mi – jednemu z wielu gości weselnych?

Jadąc wołgą, warszawą, cadillakiem, czy innym weselnym pojazdem, wcale nie wyróżniasz się z tłumu nowożeńców. „Twój” cadillac przez lata co tydzień woził innych nowożeńców i kolejne sezony spędzi w taki sam sposób. Jedźcie do ślubu w lektyce przyczepionej do słonia – wtedy pogadamy o wyjątkowości środka transportu.

Na obiad chętnie zjem coś na swój gust i w porze, w której mój żołądek mnie o to poprosi. Nie widzę niczego fajnego w siadaniu przy stole na komendę i późniejszym czekaniu na jedzenie. Pół biedy, jeśli lokal nie jest przeładowany, a kuchnia nie jest zbyt mała i wszyscy zaproszeni goście w miarę w jednym czasie dostaną ten sam posiłek i w równym stopniu dogotowany. Ale czekanie na pierwsze danie, kiedy nowożeńcy kończą drugie…Lubię posłuchać dobrej muzyki, a ta grana na weselu nie podoba mi się nawet po pijaku. Musiałbym się zalać w trupa, żeby zjechać, niczego nie słyszeć i nie czuć chęci ucieczki. Wtedy jednak byłbym nieobecny wśród „bawiących się”, a to wyszłoby dokładnie na to samo, co pozostanie w domu. A wątrobę miałbym zdrowszą.

Wiem, że zajebiście przystroiliście salę, furę, torta i sięsamych, ale mnie to naprawdę nie rusza. O wiele chętniej zobaczyłbym was w ciuchach i fryzurach takich, w jakich się poznaliście (lub zaręczyliście). To by było romantyczne, a balony, wstążki, kokardy i białe koronki nie są niczym innym, jak kiczem.

Oczepiny w eleganckim lokalu, przy strojach i dekoracjach wartych niemal tyle, co sam lokal, są żałosnym i żenującym spektaklem. Na trzeźwo ani rusz, a po pijaku zwykle robi się rzeczy, które na trzeźwo przez myśl by nie przeszły. To nie jest zabawa. I nie jest tradycja. Ale podpici goście ochoczo rechoczą z prostackich rytuałów i ich oprawy wokalnej. Każ się tak „bawić” trzeźwym.

Nie zapraszaj mnie więc na swoje wesele, a jeśli już koniecznie chcesz to zrobić i jeszcze bardziej zależy ci na tym, abym nie odmówił, to weź mnie tam w charakterze fotografa. Choćby drugiego. Fotografia jest moją pasją, hobby i sprawia mi ogromną frajdę, dlatego nie w duecie z osobĄ towarzyszącĄ, nie w tandemie z flachą ani w parze z poznaną na weselu ciotką, ale właśnie z aparatem mogę się bawić. Czuć frajdę z bycia tu i teraz, uwieczniając wasz dzień i panującą dookoła „tradycję” i „zabawę”.

Na koniec taka mała rada: jak masz dużo kasy, nie za bardzo wiesz, co z nią zrobić, więc chcesz ją wpakować w swoje wesele, to zrób coś extra wyjątkowego dla garstki najbliższych osób. Nie „krewnych”, których nie widziałeś od czasów z między swojego chrztu a komunii, ale tych wszystkich, z którymi dzielisz codzienne sprawy. Zaproś te 25-40 osób, wynajmij pociąg/prom, weź ich na wycieczkę, na pokładzie niech humory nakręca jakiś czołowy kabaret, albo gra zespół, który grać i śpiewać potrafi… Albo zabawcie się na planie filmowym, a później nagrany i zmontowany klip puśćcie w telewizji przed wiadomościami – niech świat zobaczy wasze szczęście. Bo goszczenie jak największej liczby gości jak najniższym kosztem i liczenie, aby z otrzymanych kopert koszty się wam zwróciły, jest esencją współczesnej, weselnej patologii.

Jeśli jednak koniecznie chcesz zrobić „tradycyjne” wesele, to bardzo proszę: beze mnie. Nie zapraszaj mnie na nie, a daję ci gwarancję, że wtedy będę się bawił najlepiej. Bo ostatnie wesele „z tradycjami”, na którym byłem, miało miejsce w 1992 albo 1993 roku. Oczywiście na wsi. Namiot ze stołami na ponad 200 ludu, 3/4 gości znało się przed weselem, parkiet pod brezentem, kuchnia za domem, a funkcję lodówko-zamrażarki pełnił jelcz-chłodnia. Przenoszenie tradycji ludowych w nowoczesne ściany jest kiczem. KICZEM. A ja mam na niego alergię. Ogromną.

Na wesela chodzę tylko jako fotograf. Wtedy, na trzeźwo i w swoim świecie robię swoje, bawiąc się przy tym przednio. Naprawdę.

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

28 komentarzy

  1. Dlatego my zrobiliśmy wesele całkowicie nieszablonowe :) Kupiliśmy taki wielki pawilon namiotowy (5x12m) i całe wesele zrobiliśmy na własnym ogrodzie :) Jedynie żarcie mieliśmy zamówione (ale dobre żarcie, a nie jakieś typowo weselne tatary), a całą resztę robiliśmy we własnym zakresie (z pomocą rodziny i znajomych) tak, by naprawdę dobrze wspominać ten dzień/noc :)

  2. Po tym wpisie to cię już nikt na nic nie zaprosi :D A tak na serio to nie mogę się nie zgodzić z tym co piszesz. Wesela straciły swój rodzinny, odświętny charakter i bardziej przypominają festiwal mody i lansu. Brakuje mi spontaniczności i poczucia więzi. Rodzina niby bliska a po latach ze wszystkich stron słychać pytania „kto jest kto” albo zdziwienie, że ktoś umarł albo się ożenił. Wśród ludzi bliskich czegoś takiego nie ma. Inna sprawa to naciągane uśmiechy i humory. Ile jest w tym szczerości wiedzą najbardziej ci, których mięśnie twarzy bolą już po kilku pierwszych godzinach. Od szczerego śmiechu boli brzuch, a szczery uśmiech tkwi w oczach, a nie w wykrzywionych ustach. Ktoś tak raz powiedział i utkwiło mi w pamięci :) Na wesela chodzę, a nawet trochę potańczę ale szczerze przyznaję, że myślę o tym co mógłbym robić wtedy gdybym nie musiał się bawić na weselu :) Ale na pocieszenie dodam, że coraz więcej małych wesel się robi. Jedni robią je z oszczędności lub z braku pieniędzy na większe, a inni po prostu nie chcą wielkiego i męczącego weseliska. Więc chyba coś się zmienia w lepszym kierunku i może niedługo nikt nie będzie nazywał golcami tych którzy woleli pobrać się z mniejszą pompą. No i fajny wpis, ale ryzykowny :)

  3. Zastanawialiśmy się kiedyś z moim nad naszym weselem. Też byśmy chcieli uczcić ten dzień w wyjątkowy sposób, ale nie jest to takie łatwe. jeśli ktoś decyduje się na tradycyjne wesele, to praktycznie nie ma żadnych pomysł, bo pomysł jest jeden. Jeśli zaś ktoś rezygnuje z tradycyjnego weseliska, to wtedy jest tyle możliwości, że ciężko się zdecydować :D Niestety, w tym miejscu trzeba zejść na ziemię, bo cała fantazja rozbija się o starsze pokolenie, które jest przeciwne wydziwianiu. Pewnie zrobimy coś niewielkiego, ale bez szaleństw.

  4. Powiem krótko – czasem zastanawiam się, czy w naszych żyłach nie płynie ta sama krew? Muszę bardziej przysiąść do drzewa genealogicznego :)
    Oczywiście tradycyjnie zgadzam się w 100%!

  5. Jak bym słyszał swojego brata :-) Zgadzam się, że obecnie organizowane wesela są do bani i mało kogo bawią. Moim zdaniem dobrym rozwiązaniem było by robienie imprez oddzielnych dla różnych pokoleń. Wtedy bez kompromisów wszyscy by się mogli bawić po swojemu i tak, jak to robiło się w ich czasach.

  6. Generalnie zgadzam się i mam podobne odczucia ale strasznie egoistyczna postawa bije z tego wpisu. Czasem wypada coś zrobić wbrew sobie dla kogoś, tak po prostu. Nie wyobrażam sobie odmówić bratu, siostrze, przyjacielowi. Ale rozumiem że to może być problem.
    Złoty środek podpowiedział Damian – iść tylko na ślub, złożyć życzenia, dać skromny upominek i pożegnać się. Tak zrobił gość na moim ślubie i złego słowa nie powiem. Klasa.

    Wtedy nikt nie będzie miał cie za gbura/ skąpca, a niestety tak mogą odebrać ten wpis osoby które chciały Cię zaprosić.
    Da się nie uczestniczyć w tej szopce z pełną kulturą i klasą.
    Co by nie gadać, tym wpisem raczej sobie załatwiłeś brak zaproszeń czyli cel osiągnięty :)

  7. @Forest wydaje mi się, że Szuman z tym wpisem czekał, aż rodzeństwo się pożeni ;-) W komentarzach na http://www.facebook.com/szuman.eu pisał, że teraz to już tylko jacyś krewni mu pozostawali Zgadzam się w pełni, że po tym wpisie powinien mieć spokój z weselami :-)

    Z tym „złotym środkiem” to pierwszy raz zrobiłem tak na ślubie kumpla ze szkolnych lat. Przyjaźniliśmy się przez prawie całą podstawówkę, całe technikum, ale na studia pojechał do wielkiego miasta (Wrocławia) i zachłysnął się tym, co tam go spotkało. 2-3 lata wystarczyły, aby stał się całkiem obcym dla starych znajomych z rodzinnej Świdnicy. W sumie to nawet wstydził się starych wspólnych wspomnień, więc o czym tu gadać. Pewnie presja otoczenia była, żeby nas (starych przyjaciół) zaprosić, ale dziwnie to wyglądało.

    Myślę, że gdyby wesele było dla prawdziwie bliskich osób to nie byłoby tematu. Ale zaprasza się „bliskich” tylko na papierze i wtedy jest sztucznie i niefajnie, bo większość nie widziało się przez długie lata i próbuje przypozować, jacy to bogaci i ważni przez ten czas się nie zrobili. Dla naprawdę bliskich osób niepotrzebna by była otoczka i pokazówka, bo każdy by się dobrze bawił już na długo przed samym ślubem. A tak to tylko stres jak to wszystko wypadnie.

  8. Hola, hola! Jaki kościół? Co za kościół? Żyjemy w państwie świeckim i to nie kościół jest tutaj władzą, mimo że tak się zachowuje. Kursy, szkolenia, pogadanki, cołaski, kaprysy… Pobierzcie się w majestacie prawa (USC) i po krzyku! Szybko i bezproblemowo, potem jakiś obiadek z najbliższymi i można zająć się sobą. Widzieliście kiedyś płaczącą panią młodą? Nie? To wam powiem, że trudno o smutniejszy widok. A płakała z powodu weselnego przyjęcia.

  9. @Pan Marek -> jeśli o mnie chodzi to o ślubie pisałem. Nie o ślubie w kościele. Nawet jak jest to ślub kościelny to ceremonia w kościele najmniejszą szopką z tego wszystkiego jest.
    Ślub i wesele to dwie różne imprezy.

  10. my z ola tylko cywilny ze swiadkami i sery plesniowe z winem na pikniku w parku – bylo bosko

  11. Wesela to jest jeden wielki festiwal obłudy. Może by tego nie było gdyby to para młoda w 100% decydowała o wszystkim wliczając w to listę gości. Wtedy by to miało rzeczywiście osobisty charakter. Jednakże doświadczone (doświadczone=wyrachowane) mamusie i ciotki same wolą „doradzić” gości i wszystko inne. Zaprasza się więc tych, którzy są przy kasie, a samemu kombinuje, żeby wesele wyszło jak najtańszym kosztem. Po prostu obłuda i to chyba wieksza niż w sesjmie :P

  12. Od niejednej osoby słyszałem, że nie przepada za tradycyjnymi weselami. Przynajmniej za ich pewnymi elementami. Ja chyba jestem trochę pod prąd, ponieważ generalnie lubię „tradycyjne wesela”. Nie oznacza to jednak, że neguję nowości, po prostu stare wesela też są dla mnie ok. Dużo zależy jednak też od samych gości (w sensie zabawy).

    No i każdy ma inne spojrzenie na temat – zrobisz nowoczesne nietypowe wesele to połowa gości może się wynudzić, zrobisz tradycyjne to może być podobnie. Wszystkim nie dogodzisz, więc pozostaje jedno – na własnym weselu dogodzić sobie :)

  13. Opisując problem bardziej ogólnie to często jesteśmy więźniami konwenansu.
    Bardziej istotne jest, co wypada zrobić od tego, co nam sprawia radość.
    Coś jak ze świętami Bożego Narodzenia.
    Wypada kupić choinkę, wypada zarżnąć karpia, wypada się cieszyć.
    Tak samo z Sylwestrem. Wypdada się dobrze bawić. Wypada kupić szampana.
    I wiele jeszcze innych „wypada”.

  14. Rzeczywiście, tradycyjne wesela to u nas niekiedy festiwale żenady i wszelkiego kiczu. Również nie czuję się w pełni komfortowo na takich weselach, szczególnie w momencie kiedy zaczynają się te wszystkie weselne zabawy. Rozumiem, że to tradycja, szanuję ją, ale przecież nie wszystkie zwyczaje, które powstały 200 czy 100 lat temu muszą być fajne dzisiaj :)

  15. Wesela są dla gości – moje pokolenie, czyli rocznik 85′ w zdecydowanej większości zadowoliłoby się wspólną kolacją bez tych wszystkich ceregieli, konkursów i hulańców.

  16. Coś w tym jest, znam wielu ludzi, którzy na myśl o tradycyjnym weselu się wzdrygają. Sam nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony tradycja + szczególny dzień w życiu ale z drugiej czy nie lepiej przeżyć to w bardziej kameralnym gronie i bez tych wszystkich tradycyjnych elementów ? Myślę, że tradycję i nowoczesność trzeba jakoś umiejętnie połączyć w tym przypadku :)

  17. Zgadza się, na weselach nie brak kiczu stąd litrami lejąca się gorzała. Ja mam jednak nieco odmienne spojrzenie na wesela. Nie chodzę na nie co miesiąc, ani nawet co rok więc pomimo kilku minusów nie odmawiam jak mnie zapraszają. Co więcej idę z uśmiechem, pośmiać się, zjeść, napić, pogadać. Tańczyć już niekoniecznie. Z nawet beznadziejnego meetingu, nie tylko wesela można się sporo nauczyć jeżeli tylko chcemy. Jednak to tylko moje zdanie, człowieka, który był na zaledwie kilku weselach.

  18. Najdziwniejsze jest to, że niemal wszyscy się z tym zgadzamy, a i tak większość z nas będzie mieć „tradycyjne” wesele, w zamkniętych czterech ścianach, z ciotkami których nie znamy i w kościele, z którym się często nie zgadzamy i nie identyfikujemy. Dlaczego? Bo jesteśmy wszyscy tchórzami – by się wyróżnić.

  19. Na swoje zaprosiłam większość znajomych, zrezygnowałam z przyśpiewek i głupich zabaw.
    A ponieważ było gorąco to co odważniejsi zakończyli imprezę w basenie, który był obok lokalu nie zważając na wiek.

  20. Osobiście lubię tę tradycję ale sama urządziłabym ją w innym bardziej modernistycznym stylu. Jak dla mnie to straszna tandeta a i tak w większości przypadków nieopłacalna ze względu na późniejszy rozwój wypadków

Comments are closed.