14

O czym myśli człowiek, nim popędzi na ratunek?

Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie zastanawiałem się, jak to jest zerwać się z miejsca i popędzić na czyjeś wołanie o pomoc. Aż do pewnej nocy. Było coś koło drugiej, kiedy, sącząc piwo, oglądałem sobie film. Nudny był, ale dobrej jakości ścieżka audio pozwalała cieszyć się przestrzennym brzmieniem nowego sprzętu stereo, którego tydzień wcześniej skończyłem sobie kompletować.

W oglądanym filmie akurat był moment ucieczki samochodem przed świrem szarżującym z łomem, czyli prawdziwa uczta audiofila: burza dźwięków w pojedynczych kanałach: stuki, huki, wycie silnika, klaksony i kobiece wołanie o pomoc. Ale… coś mi nie pasowało: film był po angielsku, a kobieta wołała o ratunek po polsku! Zatrzymałem film: głośniki zamilkły, ale „Pomocy! Błagam, pomocy!” nadal wgryzało mi się w lewe ucho.

Ciary mnie przeszły, bowiem krzyk i wołanie o pomoc dobiegały zza okna. Próbowałem zlokalizować dokładnie miejsce, z którego pochodził wrzask. Typowałem, że jest to chodnik – równoległy lub prostopadły do bloku, a gdy krzyk stał się nieco przytłumiony, byłem pewien, że jego źródło przeniosło się za boczną ścianę budynku.

„Gwałt?! Na rabunek za długo to trwa…” – pomyślałem, zrywając się krzesła. „Kto jest napastnikiem? To nieważne! Swoje ważę, uderzyć umiem, więc albo ja albo on!” Ale jakby ucichło… „Może już po wszystkim?”

Ubrany wahałem się, co robić, ale nie trwało to długo. W mig wpadło mi do głowy pytanie „A co, jeśli jutro dowiem się, że koło mojego bloku kogoś zamordowano?”. Nie czekałem już, aż zawartość mojej czachy sformułuje odpowiedź na powyższe pytanie, tylko wskoczyłem w buty i popędziłem na dół. Odpowiedź padła po drodze: ”nigdy, do końca życia bym sobie tego nie wybaczył”. I na samą tę myśl moje cielsko przeszyły ciary, i to w jakimś megapacku.

„A jeśli jest ich kilku? Jeśli ożenią mnie z maczetą?” – pytanie bez odpowiedzi, bo oto wybiegłem przed klatkę. Dookoła panowała cisza. Szybkim krokiem skierowałem się za róg bloku, skąd ostatnie krzyki dobiegały – a przynajmniej tak mi się wcześniej wydawało. Nikogo. Doszedłem do głównego chodnika, przebiegającego wzdłuż osiedla, rozejrzałem się, ale tam też było pusto. „A może wydawało mi się? Może jestem zmęczony, a padnięty mózg sfiksował od przestrzennego stereo na filmie?”Wracając do klatki pochylałem się jeszcze nisko, aby rozejrzeć się pod rosnącymi przed blokiem wierzbami. Teoretycznie mogli skierować się w inną stronę, a dźwięk przecież mógł się załamać, odbijać… Wtem usłyszałem swoje imię – a, to sąsiad, który również krzyki słyszał. Wyjaśnił mi, że wołanie o pomoc rozlegało się z otwartych okien jednego z mieszkań w naszym bloku, a nie z chodnika, jak sądziłem.

Awantura, i to ostra, policja w drodze – relacjonował z okna, a ja stałem pod klatką. Jak na potwierdzenie jego słów, jakiś męski głos zaczął krzyczeć coś o rozpierdoleniu komputera. Spojrzałem w górę i z miejsca odruchowo odchyliłem się mocno w tył, bo z okna leciał laptop – prosto w moją głowę! Po moim odchyleniu się w tył celem stał się brzuch lub uda, ale – na szczęście – po drodze sprzęt zawadził o kant daszku nad klatką, od którego się odbił i wylądował w przyblokowym ogródku.

Szczegółów finału awantury nie znam, bo dyskretnie wymknąłem się do domu, by nie dostąpić zaszczytu bycia świadkiem w postępowaniu karnym ;) Ale tamtej nocy nikt nie zginął, agresor ofierze był znany, więc jakoś się to potoczyć musiało. Szkoda tylko dziewczyny i jej komputera, ale cóż…

Mi zaś zostało wspomnienie tych sekund ogarniania sytuacji i podejmowania decyzji. To bezcenne doświadczenie dało mi odpowiedź, której brakuje wielu fantazjującym o swoich bohaterskich czynach. Wiem, że zareagować jest łatwo i wiem, co najskuteczniej do tego pchnąć potrafi.

Egoizm.

Pozytywny egoizm. Taki, który wychodzi na dobre i pcha do czynnej pomocy innym. Myślałem trochę o tym. Powiedzcie sami: czyż ludzie nie pomagają sobie i innym właśnie z pobudek egoistycznych? Czyż ludzie nie czynią dobra po to, aby sami mogli poczuć się lepszymi, wartościowszymi ludźmi i mieć czyste, spokojne sumienie? No nie tak jest?

Myśli płyną: „Inni też to słyszą, a mają bliżej, więc oni pomogą…” „A co jeśli nie?” „Co ze spokojem ducha, jeśli rano, w miejscu krzyku, będzie trup?”

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

14 komentarzy

  1. Dlatego zawsze warto jest mieć jakąkolwiek broń w domu. Ot chociażby jakiś DOBRY gaz pieprzowy, lub chociaż kawałek metalowej, półcalowej rurki ;)

    Kiedyś (ze dwa lata temu) byłem w podobnej sytuacji, ale niestety napastnika nie udało mi się złapać. Odprowadziłem tylko sąsiadkę z podbitym okiem i wybitym zębem do domu i zadzwoniłem dla niej po policję.

    Czy było to egoistyczne? Może tak :) Z drugiej strony sam bym chciał, żeby w przyszłości ktoś pomógł mi w podobnej sytuacji.

  2. Na szczęście?? Laptopa to najlepiej było by złapać choćby przyjmując najpierw na główkę:D

    A tak szczerze mówiąc to nigdy nie zastanawiałem się głębiej nad tym czy ja bym zareagował. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji ale mam nadzieję, że jeśli do tego dojdzie to też u mnie zadziała taki pozytywny egoizm:)

  3. Z tym pozytywnym egoizmem to chyba prawda. Sam tego doświadczyłem. Kiedyś pomogłem staruszce w dotarciu do domu i pierwsza rzecz, o której pomyślałem to „ale jestem fajny, pomogłem staruszce ! pochwalę się tym w domu” Niby nic wielkiego, ale przez cały dzień czułem się jakiś lepszy.

  4. Dobrze wiedzieć, że jeszcze nie wszystkich w tym kraju ogarnęła znieczulica i obojętność.

    W ostatnią niedzielę wybierałem się z dzieciakami na spacer i wyszedłem z „Małą” na balkon by sprawdzić pogodę. Nagle Mała woła „Tato patrz tam leży jakiś pan”. Patrzę – rzeczywiście, młody gość leży nieruchomo na wznak przy samochodzie. Myślę, wczoraj sobota, pewnie zabalował, ale kolejne pytania dziecka nie dawały mi spokoju. Wskoczyłem w buty, komóra w kieszeń, i dawaj… Podchodzę do gościa, słyszę z daleka że oddycha, a raczej charczy, czuć wódę, gały otwarte, kompletnie nie reaguje na szarpnięcia i okrzyki. Myślę, że fałszywy alarm, ale zostawić gościa w takim stanie jakoś nie potrafię. Przewróciłem draba na bok (ważył chyba 3 razy tyle co ja) żeby się nie udusił własnym językiem i dzwonię na 999. Karetka przyjechała, trzeba im przyznać, dość szybko i z pompą – tzn.na sygnale.
    Jak zobaczyli, że pijany nawet go nie przebadali tylko zadzwonili po „przyjaciół” spod 997.
    W tym momencie stwierdziłem, że moja misja się skończyła i czas się ewakuować ;-) Dalszy rozwój wypadków obserwowałem z balkonu. Stróże tłukli go z 5 minut aż się ocknął, na szczęście nie zabrali go na kosztowną kurację SPA tylko wezwali kogoś z rodziny.

    Nie piszę o tym by robić z siebie bohatera, ale dlatego, że przeraziło mnie to, że przez cały czas przechodzili obok mnie ludzie (niektórzy nawet szli do kościoła) i żaden, dosłownie żaden, się nie zainteresował i nie spytał czy pomóc. Odchodzili kilkadziesiąt metrów dalej i gapili się na mnie jak na wariata.

    Może faktycznie ze mną coś nie tak?

  5. W pełni się zgadzam.Jakakolwiek pomoc niesiona drugiej osobie najpierw pompuje nasze ego, a „pomoc właściwa” to sprawa drugorzędna.
    Wiedza o tym w szkołach pożarniczych, policyjnych, ratowniczych, fundacjach etc,.ale wie też ksiądz Rydzyk….:)

  6. Taki egoizm to ja rozumiem;) Coś w tym jest, że do działania skłania strach przed sumieniem, które ma przysłowiowe zęby i może gryźć nawet do końca życia.

  7. Nie wiem, czy w dzisiejszych czasach to cokolwiek już znaczy ale zachowałeś się jak prawdziwy obywatel! ;)

    Apropos tego pozytywnego egoizmu to też się kiedyś nad tym zastanowiłem i wyszło mi, że niestety ale wszelkie nasze działania nawet te dobre, przeszywane są tą egoistyczną nutką dobrego samopoczucia lub obietnicy „ostatecznej” nagrody. Dobrze, że to dostrzegasz bo w koło pełno hipokrytów, którzy dali by się pokroić za rzekomą bezinteresowność swoich uczynków. No i w końcu lepszy taki pozytywny egoizm, niż ten mniej subtelny znieczulicą lub chamstwem zwany.

  8. Myślę że wszystko zalezy od sytuacji o czym myśli człowiek pędząc na ratunek. Jeżeli widzisz jak ktoś się np. topi a umiesz pływać to raczej nie myślisz tylko wskakujesz. Jak kogoś bija a umiesz sie bić to raczej też nie będziesz myślał. Sytuacja zmienia się dopiero w sytuacji gdy nie czujemy sie na siłach żeby komuś pomóc wtedy już zaczynamy myśleć „Przecież nie wskocze do wody żeby mu pomóc bo utoniemy oboje” itp

  9. kubek za komentaż hahahahaha te kubki to jakaś ściema niby sa niby ludzią rozdajesz ale nikt tych kubków na oczy nie widział hahahaha bo internet to takie miejsce w którym karzdy kit przejdzie xD

  10. Damn, to już za późno bo nakarmiłem. No ale przynajmniej przy okazji nauczyłem też trochę podstaw gramatyki języka polskiego ;)

Comments are closed.