9

Rytuał / The Rite

Rytuał - The Rite
Rytuał / The Rite

Właśnie wróciłem z kina i postanowiłem na świeżo podzielić się wrażeniami, bo – znając życie – później mogę tego nie zrobić wcale. Na film wybrałem się z Kobietą Swą Oblubienicą i zrobiliśmy to z polecenia znajomego. Zapewniał on, że film jest wart obejrzenia, a taka informacja z ust kogoś, kto te filmy w kinie wyświetla, musi brzmieć serio.

Przed seansem ucięliśmy sobie krótką pogawędkę, w której padło zdanie, że „Hopkins w byle czym nie gra, a jak już gra, to musi to być dobry film”. No tak, Hopkins… Przed seansem nawet jednego zdania nie raczyłem o tym filmie przeczytać, a sam tytuł poznałem dopiero dziś przy obiedzie. No, co? „W niedzielę idziemy na fajny film do kina” – mnie to wystarczało.

Po filmie o filmie

„Rytuał” sklasyfikowany jest jako horror/dramat. Według mnie jest to thriller z łyżką horroru i szczyptą dramatu. Thriller za całokształt, łycha horroru za motywy paranormalne, demony itp. strachy, zaś szczypty dramatu upatrywałbym w śmierci trzecioplanowych bliskich bohatera głównego, którzy umierają i jest ich żal. I nic poza tym, bo główny wątek kończy się – jak zwykle – happy endem.

O czym jest Rytuał?

Michael Kovak (Colin O’Donoghue), syn właściciela zakładu pogrzebowego, szuka swego miejsca w życiu i w tej intencji trafia do seminarium. Nie jest pewien, czy to właściwa dlań droga, ale to w niczym nie przeszkadza, bo on w ogóle nie jest pewien niczego. Ot, typ niepewnego siebie niedowiarka. W końcu jednak nie wytrzymuje i rezygnuje z kapłaństwa, ale między złożeniem rezygnacji, a chwilą wejścia jej w życie, wydarza się coś, co znowu rozbija zdecydowanie zwykle niezdecydowanego młodzieńca.

Bujając w obłokach niepewności i niezdecydowania trafia Michael do Rzymu, gdzie ma uczestniczyć w kursie dla egzorcystów. Bo ich zawsze i wszędzie niedostatek, a w nim samym dostrzeżono potencjał – opanowanie w ekstremalnych sytuacjach – którego grzechem byłoby zmarnować. W Rzymie Majkel poznaje tego i owego, w tym starego, egzorcystycznego lisa – Ojca Lucasa (Anthony Hopkins), który na egzorcyzmie zjadł zęby – pewnie nie tylko te przysłowiowe, ale i demonów, których wypędzał.W „wiecznym mieście” Michael nie tylko zostaje uczniem Ojca Lucasa, ale też poznaje ładną dziennikarkę Angelinę (Alice Braga), bez której udziału połowa amerykańskich filmów akcji/grozy/ciśnienia nie miałaby prawa skończyć się tak, jak się skończyła. Nie inaczej jest w „Rytuale”, w którym jej dziennikarska wścibskość odgrywa znaczącą rolę nie tylko w finale akcji, ale także w ostatecznym wyborze drogi życiowej Michaela.

Czy polecam „Rytuał”? TAK! Film zdecydowanie wart jest obejrzenia! Fajnie zrobiony, a na uwagę zasługują też świetne zdjęcia (myślę tu o paru kadrach, które wyjątkowo przypadły mi do gustu).

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

9 komentarzy

  1. Powiem, sam filmu jeszcze nie oglądałem. Choć pierwsze zapowiedzi wyglądały ciekawie, później jakoś straciłem chrapkę na ten film i jeszcze jakoś go nie oglądałem. I pewnie oglądnę dopiero na DVD/TV.

  2. Widziałem ten film wkrótce po jego kinowej premierze i jeśli zrobił na mnie jakiekolwiek wrażenie to raczej negatywne.

    Jako horror nie ma zbyt wiele do zaoferowania, standard wśród tych wszystkich egzorcystycznych filmów i nic ponadto. Rola Hopkinsa pasuje do niego znakomicie i był to w zasadzie jedyny mocniejszy punkt.

    Jedna rzecz, która zirytowała mnie jednak szczególnie to nachalna ideologiczna struktura, żywcem wręcz wzięta z radzieckich filmów socrealistycznych. Tak jak tam cała fabuła zorientowana jest wokół przemiany czy utwierdzenia bohatera w sympatii do „jedynie słusznej ideologii” tak tutaj wzorzec ten jest identyczny: dość powiedzieć, że protagonista będący wątpiącym i nieprzekonanym do swej posługi młodym klerykiem w końcu dostrzega konieczność wiary, co zorganizowane jest w banalny i prostolinijny sposób.

    Wobec moich uwag należy pamiętać, że jestem jednym z bardziej wymagających widzów i że zwracam uwagę na rzeczy, przy których przeciętny zjadacz popcornu nawet nie mrugnie okiem. Przez to widzowie lubiący oglądać niewyrafinowane, proste fabułki po raz wtóry, w ogóle nie powinni brać pod uwagę mojego zdania. A jeśli film ten utwierdzi ich w ich wierze, tak jak głównego bohatera, tym lepiej dla nich…chyba ;)

  3. A jak z budowaniem atmosfery i klimatu bez powszechnej w dzisiejszym kinie dosłowności? Bardzo dziś o to trudno.

  4. Dzięki za recenzję – właśnie też myślałem nad obejrzeniem tego filmu…
    Mnie niestety tradycyjnie już irytuje tytuł, a w zasadzie jego tłumaczenie – ryt to nie jest do końca to samo co rytuał! Co więcej, w języku polskim słowo ryt istnieje i funkcjonuje!

  5. Hmm czyli generalnie głosy są podzielone,ale chyba przeważają pozytywne opinie. Myślę, że na dniach wybiorę się do kina aby samemu się przekonać a wtedy na pewno podzielę się swoją opinią. Jakoś nie wierzę, żeby film z Hopkinsem był słaby ;)

  6. Film ma fabułę dość schematyczną i przewidywalną. Jednak warto go obejrzeć choćby dla samej kreacji mistrza Hopkinsa :)

Comments are closed.