„Papa się żeni” w wykonaniu dębickiego Teatru Kurtyna

W niedzielę, 17 kwietnia, z Oblubienicą Mą Kobietą wybrałem się do Domu Kultury „Śnieżka”, gdzie dębicki Teatr Kurtyna wystawiał spektakl pt. „Papa się żeni”. Zgadza się: to teatryzacja wielkiego hitu przedwojennego kina polskiego. Fajna, zabawna historia, którą dębiccy artyści przyprawili i podali po swojemu. Już przed premierą doszły nas słuchy, że ma być konkretnie, więc poszliśmy to sprawdzić.

„Papa się żeni” można było obejrzeć tylko dwa razy: w sobotę 16 kwietnia i dnia następnego. Za każdym razem pełna sala, ale powiedzmy sobie szczerze: „Śnieżka” pojemnością nie grzeszy (zaledwie 183 miejsca siedzące). Jestem przekonany, że „Papę” mogliby wystawić w DK „Mors” (sala widowiskowa 2×500, czyli łącznie na tysiąc ludzia). Może innym razem, np. wtedy, kiedy teatr zbliży się popularnością do opery.

Tym razem jednak nie w „Morsach”, a w „Śnieżce” papa się żenił: stawiliśmy się więc na miejscu na niespełna kwadrans przed rozpoczęciem imprezy. Wystarczyło to, aby być pierwszym na miejscach 2 i 3 i wyprzedzić panie, które dostały bilety na 3 i 4 w tym samym rzędzie :) Że jedyneczka była wolna, to zwolniliśmy sporną trójkę, zajmując pierwsze z brzegu fotele. Trzy rzędy niżej też mieli podobny problem, ale i nie mam bladego pojęcia jak się dogadali. Jakoś na pewno.

Kilka minut po 18 zgasły światła i zaczęło się. Punkt po punkcie przebiegu spektaklu nie wymienię, bo byłym w dość znacznym stopniu pochłonięty manualną walką z aparatem (o tym i same zdjęcia z „Papa się żeni” znajdziecie na Wsubiektywie.pl), ale to, co najważniejsze, udało mi się wychwycić.

Papa się żeni w Dębicy - Teatr Kurtyna, 2011
Baronowi stale przybywa pasierbów, których dopisuje do swojego zobowiązania :)

Film „Papa się żeni” znam bardzo dobrze – zresztą pisałem o tym, że w ostatnim czasie właśnie przedwojenne perełki oglądam. Od razu zauważyłem, że będzie mocno na skróty: całkowicie pominięto przedstawienie osoby początkującego reportera Jerzego Murskiego. Akcja na scenie rozpoczęła się od garderoby Miry Stelli, w której ta dowiedziała się o przyjeździe Viscontiego.Nie rozumiem powodu, dla którego przedwojenne dziewczęta ubrano w obcisłe szorty o współczesnym kroju (przede wszystkim Lili). Przyjmijmy, że był to taki ukłonik w stronę męskiej części widowni :) Mnie osobiście nie ujął, ale za to pokojówka rolująca skręta rozpierdzieliła bazę! Uwielbiam, uwielbiam takie smaczki! Jeszcze kilka podobnych spektakli, a średnia wieku widzów wyraźnie spadnie :)

Świetnie też zaplanowano wkroczenie Viscontiego do akcji. Tuż przed spektaklem na salę wparował na czarno ubrany facet z przyciemniającymi okularami na nosie. Nie zdjął ich, choć na sali panował półmrok, tylko z nosem niemal przyklejonym do poręczy foteli, szukał swojego miejsca. I znalazł: tuż przede mną. Usiadł sobie i słuchał klapania lustra mojego aparatu :) Czułem, że to musi być ktoś związany z teatrem, ale też nie zastanawiałem się nad tym długo.

Odpowiedź przyszła sama: w pewnym momencie zerwał się z miejsca i z głośnym „braaaawo” na ustach popędził na scenę. To był Visconti we własnej osobie. Bardzo spodobał mi się ten pomysł przeplecenia spektaklu z rzeczywistością. W „Papie się żeni” też musiał wzbudzić podobne zainteresowanie swoim pojawieniem się na sali widowiskowej, wśród zwykłych oglądaczy przedstawienia z udziałem Miry Stelli.

Papa się żeni według dębickiego Teatru Kurtyna
„Papa się żeni” by Teatr Kurtyna. Wszyscy w komplecie.

Podsumowując krótko: chcę jak najwięcej takich spektakli! Jak najwięcej znanych dzieł podanych inaczej i ze szczyptą współczesnego humoru! I jak najwięcej ludzi niech dostanie możliwość obejrzenia tego na własne oczy! Jeśli nie w większej sali, to za sprawą większej liczby spektakli. Wiem, że łatwo nie jest – tym bardziej, że „Papę…” grali bez przerwy (trwało to godzinę) – ale przez dwa weekendy spokojnie można pociągnąć temat. W pierwszy weekend przyjdą najbardziej zainteresowani, a w drugi najbardziej zachęceni przez tych pierwszych.

Dobra robota!

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email