13

10 kwietnia 2010. Jaka była Twoja pierwsza reakcja?

Dziś rocznica. Nie planowałem żadnych okazjonalnych wpisów, czy też umieszczania jakichś okolicznościowych motywów graficznych. Od początku myślałem o tym, że rocznicę „katastrofy smoleńskiej” po prostu przemilczę i jak każdy rozsądny człowiek skupię się na swoich własnych myślach, po cichu wspominając sobie siebie w ten fatalny, historyczny dzień.

hołd ofiarom katastrofy, Kraków, Plac Ojca Adama Studzińskiego
10 kwietnia 2010, bardzo wczesne popołudnie, Plac Ojca Adama Studzińskiego w Krakowie (fot. ja sam)

Obok manifestacji, marszów, tysięcy mszy, uroczystości i wieńców, obok tych wszystkich transparentów, przemówień, odgrzanych galerii i materiałów telewizyjnych, przejdę sobie skupiony na swoich własnych, wewnętrznych pamiątkach z 10 kwietnia 2010 roku.

To co prawdziwe, nosimy w sobie. To, co indywidualne, jest nasze i jest ono prawdziwe. A obok cała ta widoczna otoczka, którą niektórzy lubią lub lubić muszą, bo tak każe zwyczaj, tak każe tradycja, bo tak każą ogólnie przyjęte formy. Im zostawiam uroczystości związane z rocznicą masakry katyńskiej i przyćmiewającej jej rocznicy zeszłorocznej katastrofy Tu-154M. Uroczystości, tablice, wieńce i patetyczne przemówienia nie są dla mnie.

Mnie interesuje to, co nieoficjalne. To, co indywidualne i to, co zostało przemilczane. To, co siedzi w każdym z nas od momentu katastrofy. Nie dramatyczne wypowiedzi spod krzyża i nie zapłakane oczy ludzi, do których jeszcze nie do końca dotarło to, co się wydarzyło, ale zawsze kochali prezydenta.

Interesuje mnie to, co po roku każdy z nas może wyjąć ze swojej pamięci i czym może na chłodno podzielić się z innymi.

Innymi słowy: chcę zapytać Was o to, w jakich okolicznościach dowiedzieliście się o katastrofie i jaka była Wasza pierwsza myśl. Druga, trzecia i kolejne też, bo informacji takiego kalibru nie da się przetworzyć jedną myślą. Bardzo chciałbym poznać prawdziwe reakcje ludzi, na których nikt przez obiektyw nie patrzył. I te najzwyklejsze myśli, które przeplatały się przez głowę, a które – z racji wagi przeżycia – utrwaliły się w pamięci.

Zacznę od siebie.10 kwietnia obudziłem się tuż po godzinie dziewiątej rano. Ze swoją przyszłą żonką byłem u swojej przyszłej szwagierki i jej przyszłego męża, którzy mieszkają sobie w Krakowie (ok. 125 kilometrów od naszej Dębicy). Pojechaliśmy do nich na weekend: pomieszkać, nacieszyć się swoim towarzystwem, a przy okazji zrobić Dorocie i Tomkowi trochę przedślubnych zdjęć (oto one).

Sobota była drugim dniem naszego pobytu. Obudziliśmy się tuż po godzinie dziewiątej: jak tylko daliśmy znak niespania, Tomek wparował do pokoju, włączył komputer, wlazł na jakiś portal i to, co przeczytał, skomentował krótko „Ja pierdzielę. To niemożliwe”. Ten krótki komunikat wydarł mnie z łóżka skuteczniej, niż zapach kawy i jajecznicy na boczku. Tomek czytał doniesienia z sieci, a w międzyczasie w ruch poszedł telewizor. Śniadanie… było gdzieś jakby obok.

Pierwsze myśli, pierwsza reakcja

Informacja tak nieprawdopodobna, że potrzebowałem czasu, aby ją przyswoić. To była jakaś abstrakcja, którą starałem się ułożyć w sensowną, logiczną treść i nazwać po swojemu. „Sto osób, wszyscy zginęli: prezydent, jego żona i cała litania ludzi, którzy często grali mi na nerwach”. Mój stosunek do nich był emocjonalny: to nie byli obojętni mi ludzie. Że zginęli? Nie, nie cieszy mnie to! Wszyscy? To niemożliwe!

„Na pewno ktoś przeżył!” „Skąd wiadomo, że zginęli wszyscy, skoro jeszcze do wraku żadne służby nie dotarły?” Powoli uświadamiałem sobie nie to, co się stało, ale to, co takie wydarzenie – jeśli nie jest jakimś chamskim, medialnym blefem – oznacza dla naszego kraju. Wystraszyłem się wizji chaosu, totalnej dezorganizacji, bezprawia i wolnej amerykanki na górze.

Lech Kaczyński z ludźmi ze swojego środowiska stanowili równowagę dla rządu PO i PSL i taki balans w polityce mi odpowiadał (o czym wielokrotnie tutaj pisałem). Teraz go nie ma? Prezydent nie żyje? Nie ma prezydenta Kaczyńskiego, choć przez ponad pół roku powinien jeszcze być?

I przypomniały mi się słowa Wałęsy, który w jednym z wywiadów stwierdził, że kadencja Lecha Kaczyńskiego nie potrwa tyle, ile powinna. Że skończy się wcześniej. Te słowa były wypowiedziane w odniesieniu do modnego wówczas tematu o skróceniu kadencji Kaczyńskiego lub podania się go do dymisji. Okazało się, że Wałęsa nie mylił się. Niesamowite.

Później, już w trakcie śniadania, pomyślałem o tym, że teraz na mur beton będzie żałoba narodowa. I że jak na ironię żałoba narodowa będzie ustanowiona z powodu śmierci tego, który do niedawna nią szastał i ustanawiał po wydarzeniach, które na nią nie zasługiwały. Co za ironia losu. Sam ustanowił tyle żałób w tak krótkim czasie, a teraz ta największa i najprawdziwsza zostanie wprowadzona właśnie po jego śmierci.

Tylko czy to wszystko prawda? Czy to nie jakiś dziwny sen? Taka katastrofa, tyle osób takiej rangi… I to w takim miejscu, w rocznicę…

Ja pierdzielę! To niemożliwe.

Właśnie tak wspominam 10 kwietnia 2010 roku. Nie wiem, co mnie skłoniło do wyciągnięcia tych wspomnień w całości. Być może to, że przedwczoraj, w piątek, pogoda była cholernie podobna do tej, jaka towarzyszyła nam przed rokiem, kiedy w piątkowe popołudnie wyjeżdżaliśmy do Krakowa. Brrr…

Myśląc o sobie pomyślałem o innych: o tym, że różni ludzie w różny sposób musieli oswajać się z wiadomością o tak tragicznej śmierci głowy państwa i wielu ważnych osobistości. Przecież na takie wydarzenie nikt nie przygotował żadnych szablonów informowania, myślenia, odczuwania emocji. Wieść o katastrofie prezydenckiego samolotu zaskoczyła nas wszystkich. Każdy sam musiał sobie z nią radzić na swój własny, indywidualny sposób.

Dziś rocznica wydarzenia, które wywołało potężne zjednoczenie się myśli i uczuć w jedną wielką całość. Całość zawierającą dziesiątki milionów unikalnych pierwiastków, z których choć część chciałbym teraz poznać. Jak zapamiętałeś 10 kwietnia 2010/jak to wszystko wyglądało z Twojej perspektywy?

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

13 komentarzy

  1. To mój pierwszy komentarz na tym blogu więc witam wszystkich serdecznie :-)
    Ja pamiętam dobrze ten poranek. Byłam wtedy na szkoleniu ddy dostałam SMS od brata, że prezydent L.Kaczyński i reszta delegacji się rozbili samolotem i żebym właczyła jakieś radio albo coś. Powiedziałam to prowadzącemu szkolenie i parę osób złapało wtedy za komórki a mi przez myśl przeszło, że to musi być jakiś sen i zaraz się z niego obudzę. Koło 11 odwołano zajęcia i zwolniono nas do domu, a ja po drodze na przystanek spotkałam koleżankę z roku, która mi się rozkleiła, że to wszystko takie straszne i co teraz będzie. Ja osobiście nie byłam zdolna o tym wszystkim myśleć i chciałam jak najszybciej być w domu i włączyć telewizor. W drodze zadzowniła mama i powiedziała, że wszyscy nie żyją i nikomu w domu nie chce się o tym gadać, a ja na to że za chwilę będę. Trudno tak słowami opisać to co czułam wtedy :-/ Nie pamiętam swoich myśli, ale moment odwołania zajęć pamiętam jak by to było wczoraj. Brzmniao to trochę jak alarm o ewakuacji która później okazywała się ćwiczeniami.
    No ale tyle pisania bo czas uciekać do pracy, w kórej bym była gdyby nie to szkolenie. Mam nadzieję, że nie zbesztacie mnie za komentarz ale nie mam wprawy i rzadko coś komentuję ;-)

  2. Poszedłem rano do pracy i po drodze przeklinałem ją, bo miałem serdecznie dosyć. Nie zdążyłem wejść po schodach gdy spotkał mnie administrator budynku. Cześć! Kaczyński się rozpi…ił u Ruskich – powiedział i poszedł dalej. Na początku wydało mi się to nie możliwe, ale gdy odpaliłem internet – zrozumiałem co się stało. Ale jak zwykle musiałem odwalić swoje 8h. Wtedy było mi smutno, mimo że nie trawiłem Kaczyńskiego. Teraz gdy codziennie słyszę o Smoleńsku – rzygam tymi informacjami.

  3. Mnie obudził telefon od męża. Zadzownił z pracy i powiedział co się stało. Wstałam, włączyłam telewizor i już do końca dnia tak przy nim siedziałam. Musiałam jednak na chwilę przerwać, by iść do Kościoła na Ślub koleżanki. Pamiętam, jak wtedy im współczułam tak smutnej Uroczystości. W Kościele był biało-czerony wieniec, płonął znicz. Ksiądz poprosił o modlitwę za zmarłych. A ja myślałam tylko o tym,żeby być już w domu i usłyszeć najnowesze wieści -że może jednak ktoś przeżył Przezyłam bardzo tę katastrofę- tak w sobie- wewnętrznie. I już nie chodzi o samego Prezydnta, ale o ilość tych zabranych istnień. O smutek każdej osoby w ich rodzinie. O przewane plany,marzenia. Podeszłam do tego tak, jakby był tam ktoś bardzo mi bliski. I w każdej relacji próbowalam wysłyszeć jakichkolwiek informacji o osobach , o których mówiono najmniej- o stewardessach, załodze, BOR’owcach. Jakoś właśńie ich było mi najbardziej żal, bo byli po prostu takimi ludzmi jak ja- anonimowe osoby ktore w ten dzień po prostu poszły do pracy! Z której już nie wrócili i o których dziś się zapomina.

  4. —————
    Tego dnia wstałem późno. Jak zwykle, zasiadłem z zaparzoną herbatą przed komputerem, żeby poczytać poranne newsy. Zaraz po zalogowaniu wyskoczyły mi dwa okienka Mirandy. „Słyszałeś co się stało? Rozbił się samolot, pół rządu zginęło” przeczytałem w pierwszym. „Tylko pół, to słabo” — odpisałem, będąc pewnym, że to kolejny dowcip kumpla-żartownisia. Ale zanim mi odpisał, że to nie dowcip, przeczytałem tę samą wiadomość od kumpeli w drugim okienku, a zaraz potem wyświetliły mi się nagłówki RSS z wiadomością o katastrofie.
    Tego dnia herbata mi ostygła…
    —————

    Nie tylko Marcin wpadł na pomysł zgromadzenia wspomnień. Ja już się udzieliłem tu: http://t.co/Sd9ftwo
    Żeby nie zmuszać do klikania, przekleiłem treść powyżej.

    To ja, w przeciwieństwie do Marcina, nie obawiałem się o funkcjonowanie państwa. Jak nieco przytomniałem, to moją pierwszą myślą było, że PiS dostał paliwa na kampanię wyborczą. Potem omal dałem się przekonać, że będzie pojednanie narodowe, ale jednak mój sceptycyzm i cynizm okazał się lepszym prorokiem.

    Dziś, podobnie jak większość, tak bardzo rzygam tą awanturą i bzdurami, że nie jestem w stanie przeżywać żadnej żałoby. Muszę wręcz hamować swoje reakcje obronne w postaci złośliwych tekstów

  5. Zadzwonił do mnie kumpel i pytał, czy oglądam TV, ja na to że owszem ale wynik się od piatku nie zmienił. Na to otrzymałem odpowiedź, że nie mam oglądać Canal+ Sport tylko przełączyć na dowolny kanał informacyjny, bo się Kaczyński roz…ł w Smoleńsku. Przełączyłem, zobaczyłem … i powróciłem do oglądania meczu. Nie był to człowiek, który budził we mnie szacunek, więc tez nie przeżyłem tego w jakikolwiek sposób. Ot, kolejny news w telewizorni i temat na wiele miesięcy dla PiSu – jedyne czego nie przewidziałem to, to tego że potrwa to aż rok.

  6. Ja byłem tamtego ranka na uczelni. Ktoś dostał telefon, że podobno doszło do jakiejś katastrofy samolotu. Potem, gdy poznaliśmy szczegóły nikt nie mógł w to uwierzyć. Nie co dzień zdarza się, że rozbija się samolot, a wszyscy pasażerowie giną – zwłaszcza samolot polskiego rządu. Był szok połączony z niedowierzaniem. Tyle i nic ponadto.

    Potem przyszła refleksja:
    Zacząłem obawiać się, że wydarzenie takie jak to -przepraszam za wyrażenie- dosłownie z nieba spadło PiSowi i stanie się wodą na młyn jego retoryki. Nie myliłem się, bo politycznie odchodzący już niemal do lamusa Jarosław, wykorzystując nastroje po katastrofie niemal wygrał wybory. Jeszcze przez długi czas będą na tym koniku jechać, dobrze chociaż że już pierwsza i największa fala narodowej histerii minęła.

    Szkoda, że ludzki wymiar tej tragedii został przysłonięty polityką i że przez ten polityczny pryzmat wspominane będzie to wydarzenie.

  7. Dla mnie to był szok i po nim niedowierzanie. Akurat weszłam na komputer i otworzyłam Onet a tam już praktycznie żałobny wystrój, czarno-biale zdjęcia itd. Zobaczyłam inne strony i to samo. Wyszłam do pokoju gdzie rodzice siedzieli już przed telewizorem i w milczeniu koło nich siadłam. Tata zapytał czy wiem co się stało a ja mu na to, że wiem bo czytałam w internecie. Wieczorem widziałam się ze znajomymi i oczywiście wiadomo jaki temat dominował w rozmowie, która i tak się specjalnie nie kleiła bo niektórzy głupimi gadkami starali się tuszować co naprawdę myśla i to brzmiąło z ich strony bardzo sztucznie. Chyba każdy w sobie miał co innego niż pokazywał na zewnątrz. Jeszcze pamiętam przerażenie mojej młodszej siostry, która wiele z tego chyba nie rozumiała, ale czuła że stało się coś okropnie strasznego. Ja jej powiedziałam, że wszystko będzie dobrze bo jest jeszcze rzad i konstytucja i teraz będzie na szybko zorganizowane zastępstwo żeby kraj mógł funkcjonować, a później będą wybory nowego prezydenta.

  8. Ja żałowałem, że na pokładzie Tupolewa nie było jeszcze kilku innych osób. Nieważne o jakie osoby chodzi. To była moja druga myśl bo pierwsza to niedowierzanie [:

  9. Nie żebym komuś życzył śmierci czy ogólnie źle. Chodzi o to, że skoro już od tak zginęło tak dużo osób to niektórych bym zamienił na innych. Nieważne kogo mam na myśli. Pozdrawiam [;

  10. Dostałem SMS-a i potraktowałem go jak głupi żart. Później kolejna osoba to samo napisała mi więc uznałem że to jakiś nowy łańcuszek w którym niewiadomo o co chodzi. Ale jak wszedłem na GG i zobaczyłem niektóre opisy to mina mi zrzedła. Myślałem o tym że mógł to być sprytnie wykonany zamach i do tej pory się tej myśli nie pozbyłem. Byłem coprawda przeciwnikiem Kaczyńskich i całego PISu ale napewno nikomu takiej śmierci nie życzyłem. Ogólne przygnębienie czułem bo jednak to była głowa państwa i gro bardzo ważnych ludzi. Historia pisze się na naszych oczach :]

  11. Dzięki za wszystkie komentarze. Przygotowany byłem na wiadra pomyj wylane na mnie za to, że i ja o tragedii truję. Jednak – przynajmniej do tej pory – upiekło mi się.

    Wszyscy dookoła do znudzenia trują o śledztwie, o zgrzytach między Rosją i polskim rządem, polskim rządem i PiS-em itd. i sam, jak większość, mam tego piekiełka dość. Chciałem od tej innej strony poruszyć temat.

    Dzięki za podzielenie się swoimi myślami ze mną i innymi Czytelnikami bloga. Szkoda, że temat tak się upodlił, bo nawet na spokojnie, ze znajomymi, trudno pogadać w taki sposób, jaki tu zagaiłem.

  12. Witam. Ja doskonale pamiętam ten dzień. Przygotowywałam przyjęcie z okazji 2. urodzin mojego synka, gdy mój tato wbiegł do domu i powiedział, że prezydent nie żyje. Ja mu na to odpowiedziałam, że nie wypada tak żartować (chociaż osobiście nie przepadałam za prezydentem). Po chwili włączyłam tv..
    Tak oczywiście, smutno…kolejna tragedia, kolejny wypadek…
    Śmierć jest obecna w naszym życiu, a tak trudno nam się z nią pogodzić.

    Co dziś czuję?
    W „Newsweeku” napisano:” te smoleńskie ofiary nie będą darem na przyszłość, jeśli sami się nie zmienimy”
    I zmieniliśmy się?
    Nadal trwa walka między partiami, i do tego się wykorzystuje religię i Smoleńsk.
    To mnie boli.

Comments are closed.