9

Współczesne komedie nie są śmieszne

I powiedział to aktor, Lesław Żurek, który dziś był gościem Radia Zet. Po tej wypowiedzi nie wróżę mu wielu propozycji gry w komediach, ale może to i dobrze, bo gość naprawdę bardzo krytyczny stosunek ma do tego, co dziś określa się mianem „komedii”. Podobnie jak ja. I zainspirował mnie do popełnienia tego wpisu.

Myślałem, że tylko ja tak mam, że z zażenowaniem oglądam tzw. gagi w tzw. komediach produkowanych obecnie. Tzn, oglądałem, bo już nie oglądam. Strasznie smutne są te współczesne komedie. Wszyscy tacy poważni, atmosfera taka jakaś nijaka, niby neutralna, ale w rzywistości jak w dramacie psychologicznym… To chyba taki patent, żeby ogólnie światem przedstawionym obniżyć poziom humoru w filmie, startując z najniższego możliwego pułapu humorystycznego. Po takim zabiegu każde byle głupstwo wydaje się być mega zabawnym, przez co każdy byle gniot może mieć „zabawne” momenty. Tylko, że mnie te gnioty nie śmieszą.

Kolejny wspólny punkt w naszych komediowych gustach stwierdziłem, gdy Lesław Żurek przyznał się, że najbardziej śmieszą go komedie Barei i podobne, których największą mocą jest przedstawiany w nich absurd. Bingo! Komedie Barei (i nie tylko jego) przerobiłem już chyba wszystkie i obecnie chłonę przedwojenne produkcje. Bo absurdy PRL-u to jedno, ale jeszcze bardziej do starych, koniecznie polskich, filmów popycha mnie chęć przeniesienia się w czasie – do filmu.

Lata osiemdziesiąte doświadczyłem na własnej skórze i wiele z tego okresu pamiętam. Oglądając filmy wyprodukowane w tych latach mam okazję spojrzeć jeszcze raz na to samo, ale z perspektywy człowieka dorosłego, a nie dziecka. Często moją uwagę od akcji filmu odwracają obecne w kadrze meble, sprzęty RTV i AGD, samochody, ówczesna moda itd.

Tę filmową wędrówkę w czasie zacząłem od okresu dobrze mi znanego, ale cofając się coraz dalej dotarłem do lat 60. Tyle mi wystarczyło i postanowiłem przeskoczyć aż do lat poprzedzających wybuch II Wojny Światowej. Wiele przedwojennych filmów wcześniej widziałem, ale nigdy z perspektywy filmowego badacza zwyczajów ludzi z „wtedy”.

W przedwojennych komediach najbardziej uderza mnie ich lekkość. Widz musi się do tej lekkości dostosować. Przedwojenna komedia zmusza do porzucania ram smutnego humoru XXI wieku i każe się uśmiechać od samego patrzenia. Widz nie musi główkować, nie musi obciążać procesora w swoim umyśle, by ogarnąć film. Przepis na fabułę opiera się na prostej konstrukcji: jakiś wstępik, oni się poznają, oni się zakochują, jakieś nieporozumienie staje na ich drodze i pod znakiem zapytania stawia happy end, happy end przychodzi najczęściej z pomocą osób trzecich do tego lekkie, zabawne dialogi, których autorzy lubowali się w grze słówekProste? Ba! Lekkie? Jak diabli! Patrzę i jest mi miło od samego patrzenia na uśmiechnięte twarze należące do pełnych energii ludzi, którzy za kilka lat…

paweł i gaweł, adolf dymsza, eugeniusz bodo, helena grossówna
Klasyk! „Paweł i Gaweł” i patent na pozbycie się niechcianego towarzystwa ;)
W rolach głównych królowie przedwojennego kina śmiechu: (od lewej) Adolf Dymsza, Eugeniusz Bodo i Helena Grossówna

Nie potrafię nie myśleć o tym, że za rok, czy dwa lata później (czasem ciut dłużej), tych wesołych, rozbawionych ludzi brutalnie uciszyła wojna. Wojna, która bezpowrotnie odebrała tego radosnego powera, jaki wali z koślawo zmontowanych, czarno białych komedii. Przed i po wojnie to dwa zupełnie inne światy – aż trudno uwierzyć, że to Polska i Polacy.

Temat o „komedii”, a smętem wali? Przecież to norma i dlatego właśnie pieprzę współczesne komedie! Te dzisiejsze filmidła, pozycjonowane na poprawiacze nastroju, absolutnie nie zasługują na etykietkę „komedii”. Komedie dzisiaj, to „wulgaryzmy, buractwo i fekalia” – ot, co się teraz najlepiej sprzedaje. Komedie romantyczne? Jakie komedie? Toż to melodramaty, to romanse psychologiczne!

Pieprzę to i trzymam się od tego z daleka, relaksując się w starym, dobrym kinie.

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

9 komentarzy

  1. Niekoniecznie tak jest. Osobiście oglądałem w walentynki wojna żeńsko męska. I była zabawna ;)

  2. „Wojna żeńsko męska” wybija się ponad szmirę robioną przez TVN i spółkę ale nie jest to też żadne arcydzieło :]

  3. @???, śmiało, kombinuj dalej :)

    @Prac, nie widziałem, ale opinie słyszałem sprzeczne. Może się skuszę ;)

    @Śledziu, wiele arcydzieł arcydziełami się stało na długo po swoim powstaniu ;)

  4. Ach, jak przedwojnie, to przedwojenny kabaret. I, między innymi, skecze Tuwima i spółki. Wprawdzie wtedy ich nie filmowano, ale później wykonywał je choćby kabaret Dudek, można wygrzebać nawet na YouTube. Uwielbiam zwłaszcza szmoncesy, czyli absurdalne scenki z życia Żydów. Tak, warto sobie uświadomić, że absurdalny humor nie zaczął się od Monty Pythona, ale znacznie wcześniej. ;)

  5. Ogólnie jeżeli chodzi o film Wojna Żeńsko Męska to ogólnie dość głupia komedia dużo się dzieje. Podobała mi się może dlatego że oglądałem ja w walentynki z kimś wyjątkowym ;)

  6. Mnie starsze komedie nie smieszą, no moze za wyjątkiem Killera. Ale nie oszukujmy się współczesny humor polski i tak trzyma bardzo wysoki poziom.

  7. W niedzielę, 17 kwietnia, z Oblubienicą Mą Kobietą wybrałem się do Domu Kultury „Śnieżka”, gdzie dębicki Teatr Kurtyna wystawiał spektakl pt. „Papa się żeni”. Zgadza się: to teatryzacja wielkiego hitu przedwojennego kina polskiego. Fajna, zabawna historia

Comments are closed.