13

Tęsknię za oldskulem… Fotografii chcę!

Zmęczony fotografią cyfrową zacząłem marzyć o tym, aby technologicznie cofnąć się w czasie tak przynajmniej o dwie dekady. Fotografia cyfrowa śmierdzi: śmierdzi syntetykiem, będąc przy tym ułomną w całej rozpiętości swojego bytu. Ot, tani, szybki, masowy substytut, który ni trochę nie dorównuje oryginałowi. Fotografia cyfrowa zaczyna mnie nie tylko wkurzać, ale i otępiać. Fotografii cyfrowej brakuje magii i rozwagi znanych ze świata, w którym obraz rejestruje się na filmie.

Ktoś raz, po swojej przymusowej przesiadce z analoga na cyfraka, mądrze napisał: „przed naciśnięciem spustu migawki aparatu cyfrowego nie czuć ciężaru spoczywającego na palcu, co w przypadku aparatu z rolką filmu”. Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Cyfrowym aparatem można bez namysłu pstryknąć: większość roboty odwali automatyka, a gdy jakimś cudem zdjęcie i tak będzie do niczego, to po prostu „delete” i problem z głowy. Mając do dyspozycji rolkę na 12, 24 czy tam 36 klatek, człowiekowi jakoś tak prędzej przyjdzie się nieco dłużej zastanowić nad zdjęciem, zanim zrobi „pstryk”.

Marzę o wkroczeniu w świat fotografii analogowej i pewnie to marzenie spełnię. Mógłbym już, od zaraz: starego Zenita za cenę dobrej 0,75 na Allegro kupić nie sztuka, filmów też ci pod dostatkiem, ale pytam: jaki miałoby to cel? Zenity średnio udanymi konstrukcjami są: pokrycie kadru w wizjerze tragiczne, czasów (szczególnie dłuższych) mechanika nie trzyma… Chcę coś lepszego, ale jeszcze nie wiem co – tak, właśnie na tym etapie jestem. Najpierw sporo teorii muszę przyswoić, by móc w miarę świadomie wkroczyć w praktykę. Wszystko przede mną. Na dziś dzień mogę sobie utrudniać życie fotografując w pełni manualnym trybem – i to robię. Na razie wczówka, ale przyjdzie czas… Stary, manualny Helios 44m-4 dodaje tej zabawie uroku :)

helios 44m-4, fotografia cyfrowa kontra analogowa
Helios 44M-4, 1/250 s, F/4, ISO-100
Przede mną też długa, niezbyt wygodna droga pod górę, ale zdecydowałem: podążę nią :)

Docelową stacją jest średni format. Mam hopla na punkcie tych kwadratowych kadrów o wspaniałej plastyce, mniejszej głębi ostrości, większej rozpiętości tonalnej… Głębia zdjęć formatu 6×6 mnie wsysa. Też chcę! Jakiś Kiev, może Mamiya, a w gorszym wypadku rodzimy Start… Wcześniej jednak 35 mm zamierzam zaliczyć, najlepiej na jakimś mechanicznym body.

Lecz na razie mam cyfrową lustrzankę Olympusa systemu 4/3, kilka obiektywów i zacięcie, aby jak najczęściej myśleć za aparat. Nie zawsze jest to możliwe; często automatyka przydaje się bardzo szczególnie tam, gdzie liczy się jak najkrótszy odstęp w czasie między orientem fotografa a momentem, który ma zostać naświetlony, a który przecież nie zaczeka. Niemniej jednak to właśnie ręczny, samodzielny dobór parametrów daje największą frajdę i tym większa satysfakcja z tego jest, im dłużej przychodzi czekać na efekt pracy. Pociąga mnie to, jak jasna cholera!Jednocześnie odpycha mnie świat cyfrowej fotografii. Fotografia cyfrowa jest masowa, coraz bardziej bananowa, plastikowa i sztuczna. Naturalna kolej rzeczy niby, ale każdy ma prawo się z takim postępem nie zgodzić i każdy ma prawo się z tego wyłamać. Żenujące są sytuacje, gdy w środowisku, w którym dominuje masowe, cyfrowe pstrykactwo z iso-3200 gładkim jak niemowlęca dupa, pojawi się mistrzowskie zdjęcie z przykładowej „średniej” klatki 56 x 56 mm. Co się wówczas dzieje? Dowolna kolejność: krytykują jakość, krytykują za „nie wiadomo o co chodzi”, sugerują „przycięcie tu” czy „wyretuszowanie tam”, aż w końcu pojawia się ktoś, kto jest w stanie zrozumieć dane zdjęcie – wtedy wszyscy śpecami się stają, chwalą lub poprawiają swoje wcześniejsze komentarze. Kilka razy obserwowałem takie sytuacje – miały one smak prawdziwej, niesyntetycznej żenady.

helios 44m-4, fotografia cyfrowa kontra analogowa
Helios 44M-4, 1/160 s, f/5, ISO-400

Tak sobie myślę: świat się zmienia, do przodu idzie, wszystko jest bardziej dostępne i dziś „każdy głupi” może. Wobec foto-masówki przypomina mi się moja przygoda z rapem, która dobiegła końca, gdy „rynek” został zalany pseudorapem dzieciaków, którzy dorwali się do kompów, pirackich programów i bitów kradzionych w takim tempie, na jakie pozwalała przepustowość łącza. Tacy zaczęli mienić się raperami… Mało tego! Tacy zaczęli się spinać, jacy to oni nie są zajebiści, przez co na oko 75% kawałków powstawała właśnie o tym. Nie dość, że zrodziła ich podaż i moda, to jeszcze wzięli i obsrali rapowe idee, jakie przyświecały nam – ludziom starej daty, którzy musieli wiele barier technicznych pokonać, aby w ogóle móc cokolwiek nagrać.

Nie mam pretensji o to, że zaawansowane aparaty lawinowo trafiają pod strzechy: to bardzo dobrze, że zwykli ludzie mają dostęp do lepszej jakości i większych możliwości – sam z resztą na tym skorzystałem. To, co mnie jednak boli, to zmiana podejścia do fotografii, przez co „taki mały, taki duży, może fotografem być”. I co z tego, że poza ustawieniem trybu Auto niewiele potrafi z aparatem zrobić, a kreatywna fotografia zawiera się w programach tematycznych „pejzaż”, „fajerwerki” itd? Co z tego, że nic nie wiedzą, skoro jeśli sprzęt jest profi to i posiadacz takiego również profi być musi?

helios 44m-4, fotografia cyfrowa kontra analogowa
Helios 44M-4, 1/400 s, f/3,5, ISO-100

Na szczęście to jednak wciąż człowiek jest najważniejszym czynnikiem decydującym o ostatecznej wartości zdjęcia. Choć nie wiadomo, jak długo to potrwa. Myślę, że kwestią czasu jest opracowanie trybu automatycznego kadrowania… ba! automatycznego komponowania zdjęć. Wykrywanie twarzy, uśmiechów czy uśmiechanie nieuśmiechniętych twarzy już jest! Dlaczego więc ma nie powstać algorytm, który wyświetlaczem (głośniczkiem?) aparatu będzie kiedyś przemawiał do fotografującego instruując go: „dwa duże kroki w lewo, przykucnij, troszkę w prawo, pochyl o 10 stopni, albo zrobię to ja…”.

Na szczęście istnieją jeszcze furtki dla tych, których płytka masówka zabija. Jest średni format, jest duży format, można fotografować pudełkiem po butach albo z płachtą na dyńce pstrykać foteczki 20 kilogramowym, wielkoformatowym sprzętem… Każdy ambitny znajdzie dla siebie coś, co pozwoli mu odciąć się od mainstreamu, odetchnąć pełną piersią, a świadomość tworzenia czegoś rzadkiego i wyjątkowego przekuć na lepszy sen. Mam nadzieję niedługo przejść przez tę furtkę.

Fotografia w subiektywie - subiektywny blog o fotografii

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

13 komentarzy

  1. Nie chcę cię martwić, ale chyba o samokadrowaniu w jakimś aparacie czytałem. :D
    Do analoga to polecam jeszcze samodzielne wywoływanie zdjęć. Liznąłem tego kiedyś, mam po ojcu zestaw, przysiedliśmy kiedyś z kumplem, prawdziwy oldschool.

  2. Racja, kiedyś było tylko te 36 zdjęć (plus ewentualnie jedna do trzech klatek dodanych gratis – jaka to była zabawa, czy będzie jeszcze zdjęcie, czy nie…) i zazwyczaj wszystkie 36 było zdjęciami dobrymi, które się trzymało w albumie. Dzisiaj zdjęcia się liczy w setkach i nawet się tego przeglądać nie chce, bo za dużo tego jest, a wywalić też człowiek nie wywali, bo tak głupio niszczyć pracę… (co z tego, że pracę beznadziejną, ale pracę)

  3. Szuman, ja do dziś nie mam aparatu cyfrowego.Kiedyś wspominałem, że korzystałem z Zenita i byłem zadowolony.Ale zdechł. Teraz się zastanawiam nad zakupem jakiegoś Contax’a. Ponoć sprzęt jest super. Mikołaj Komar nim cyka. Intryguje mnie też lomo. Ale o średnim formacie też marzę. Zgadzam się z Tobą co do podejścia odnośnie fotografii cyfrowej. Ja tam jestem rozkochany w analogu. Towarzyszy temu głębia, trzeba mieć jakieś umiejętności, bo nie ma się podglądów, a do dyspozycji jest 36 klatek. Mi akurat to odpowiada. Łącznie z oczekiwaniem na wywołanie zdjęć. Jest zajawka. I większa szansa, że zdjęcia znajdą się na papierze. Bo jaki procent ze zdjęć robionych cyfrowo przenosi się na papier?

  4. A co Wy z tymi 36 klatkami? Kupuje się większą ilość np. 10 i cyka ;-) I tak się robi. Żaden szanujący się fotograf nie chodzi tylko z rolką w aparacie. Sprawą zasadniczą są tu koszty.

  5. @Jurgi, no to mnie pocieszyłeś ;) A co do własnej ciemni, to jak najbardziej! Mój ojciec również posiadał taki sprzęt, ale gdy przestał się tym zajmować, przekazał go do SAF (Szkolnej Agencji Fotograficznej). Szkoda, ale na Allegro już patrzyłem i źle nie jest :)

    @Zielkq świetnie to ująłeś „wszystkie 36 było zdjęciami dobrymi”. To prawda: sam szanowałem każde zdjęcie i nawet do dziś trzymam w kopercie 36 zdjęć z jasełek, które fotografowałem w DK „Kosmos” (druga połowa lat 90). Zdjęcia wszystkie wyszły niedoświetlone, ale to mój pierwszy reportaż i trzymam, bo po prostu nie mam serca ich wywalić :) A na niektórych nawet coś widać :D

    @Adam Duma, to fakt, rzadko zdjęcia cyfrowe trafiają na papier; głównymi odbiorcami takich „namacalnych” są ludzie starszej daty, no i jeszcze albumy ślubne, ale te to już raczej dla zasady. Jesienią ubiegłego roku zaszalałem i kilkanaście zdjęć własnego autorstwa wydrukowałem w drukarni w formacie A3. Podobały mi się wtedy, miały trafić w antyramy… i trafiły, ale na krótko, bo szybko przestały mi się podobać ;) I leżą, bo wyrzucić szkoda, a papieru kliknięciem skasować się nie da.

    @Mariusz, no ba! :) Obok kosztów wymieniłbym jeszcze kwestię wymiany nośnika zdjęć: film trzeba ładnie przewinąć, z nowym uważać, żeby nie prześwietlić (przynajmniej pierwszych klatek)… Z resztą szanujący się fotografik cyfrowy karty pamięci też nosi w liczbie mnogiej :) A ja, dumny posiadacz Olympusa, mam ten komfort, że równolegle mogę używać dwóch kart (CF i xD), dzięki czemu po zapchaniu jednej mogę spokojnie zapisywać na drugiej, a w międzyczasie, w dogodnym momencie, wymienić tę zapchaną na pustą. Przydatne zwłaszcza w reportażu, gdzie dużo się dzieje. Z kliszami sparawa nie jest taka prosta, dlatego najlepiej byłoby mieć pod ręką dwa aparaty i asystenta ;)

  6. Ja też nigdy do końca nie przekonałem się do cyfrówek. Nawet najlepsze zdjęcia pozostawały jakieś takie bez duszy. No, ale cóż, świat idzie do przodu, trzeba chyba się przyzwyczaić :)

  7. @szuman, ja akurat nie mam niczego w A3, ale jeszcze będę miał:) I myślę, że mnie wtedy mania weźmie. Co do zdjęć to faktycznie wywołanych nie skasuje się kliknięciem myszy. Sam jednak częściej wracam do przeglądania zdjęć wywołanych niż tych leżących na dysku:)

    W każdym razie mam nadzieję, że pochwalisz się nowymi nabytkami sprzętowymi, jeśli się zdecydujesz:) Pozdrawiam

  8. Zdjęcie psa jest genialne! Super! Nie mogę oderwać wzroku od tego obrazu, jest niesamowity! Pies jak to pies z nosem za przewodnika i boczkiem drogi żeby blisko było zasalutować przy jakimś drzewku czy krzaczku ;-) W oddali wioska, którą opuścił, ale do której wróci (jak to pies). Na drodze jest miejsce, aby móc się z pieskiem minąć i jakby zaproszenie do tego. Kompozycja zdjęcia również zasługuje na uznanie! Wspaniała równowaga w kadrze, gdzie linia drogi dzieli kadr na dwie równe części, z jednej strony linii podziału jest pies, a po przeciwległej stronie domy. Świetnie dobrana głębia ostrości, palce lizać! Czuć tą przewagę starego, poczciwego obiektywu stałoogniskowego nad nowoczesną popularną optyką, a nie wiem czy wiesz, że Helios 44M jest kopią wspaniałego obiektywu Pancolar. Zdjęcie jest naprawdę pierwszorzędnej urody i tak mi się spodobało, że na inne nawet patrzeć mi się nie chce :-) Droga (pierwsze zdjęcie) też nie jest zła, ale pies jest genialny! Po prostu genialny! Naprawdę chylę czoła bardzo nisko, bo i Twoje podejście do fotografii bardzo mi się podoba. Masz duszę artysty fotografa, a naprawdę niewielu ją ma. Trudno dziś o dobre i „żywe” zdjęcie, a ten pies (znowu do niego wracam) jest pracą, której nikt by się nie powstydził. Klasyka, że aż palce lizać! Życzę Tobie, abyś spełnił swoje marzenia o fotografii średnioformatowej, bo jestem przekonany, że zasługujesz na nią. To nie jest dziedzina dla każdego i obyś tylko się nie zniechęcił pracochłonnością powstawania zdjęć z analoga. Jeszcze raz serdecznie gratuluję serca do fotografii i gorąco pozdrawiam!

    J.S.

  9. Dużo racji jest w tym co piszesz, za szybko ten postęp cały pędzi, nie tylko nadążyć nie można ale nawet nacieszyć się nie ma kiedy.

  10. Cyfrówki są wygodne, bardzo wygodne nawet. Cykasz fotki na „pałę” z nadzieją, że któraś wyjdzie. Potem retusz w PS i jest już gotowe wielkie dzieło.

    Klisza ma za to to coś, każdy centymetr kliszy cenimy, dokładnie wszystko dobieramy na koniec upragniony „pstryk” ;) eh… oldshool w każdej dziedzinie bije na głowę nowinki techniczne…

Comments are closed.