12

Gdy magia żałoby pryśnie…

Sobota rano, godzina 9:30. Obudziliśmy się po pierwszej nocy spędzonej u szwagierki; w kuchni rzęził radiobudzik, ale żadnej informacji o katastrofie prezydenckiego samolotu nie było. Przed śniadaniem Tomek usiadł przed komputerem, wszedł na jakiś portal internetowy i mechanicznie przekazał nam wiadomość o tragedii, jakby to nie on mówił, a jedynie robił za lektora. Do niego też to nie docierało.

Śniadanie jedliśmy w milczeniu, śledząc w TV najświeższe doniesienia ze Smoleńska. Nie docierało do nas to, co pokazywały telewizyjne kamery i co mówiły do nas głośniki. To było tak nierealne, tak niewiarygodne i brzmiało tak niedorzecznie… Żeby jedna osoba, to jakoś łatwiej ogarnąć, ale prawie setka ludzi, z których część każdego dnia dbała o to, aby o niej nie zapomnieć? Wymieniane przez dziennikarzy nazwiska brzmiały tak znajomo, jak by należały do sąsiadów, z którymi mijało się każdego dnia.

Można było tych ludzi nie lubić, można się było z nimi nie zgadzać, ale bez względu na to w którą stronę, budzili oni moje emocje, bez których nie ma przywiązania. Na swój sposób lubiłem prezydenta Kaczyńskiego – jego prezydentura zupełnie mi się nie podobała, ale na tle negatywów jego urzędu było też kilka przebłysków, które szczerze mnie rozbawiły, m.in. wyśmianie kulawego angielskiego Tuska, czy też cięta riposta podczas wizyty w jakimś mieście (wyleciało mi z głowy w jakim), kiedy zapraszany do ponownej wizyty w tym mieście przy okazji różnych lokalnych świąt, na spontanie wypalił coś w stylu „skoro tyle świętujecie, to kiedy pracujecie?”

hołd ofiarom katastrofy, Kraków, Plac Ojca Adama Studzińskiego
Na Placu Ojca Adama Studzińskiego w Krakowie

Podczas spaceru po Krakowie natknęliśmy się na ów pochód. Na chwilę wkomponowałem się w tłum reporterów i cyknąłem parę zdjęć.

O zmarłych mówi się dobrze, a o ofiarach katastrofy takiej, jak ta, mówi się jak o bohaterach, męczennikach, popadając w patos należny chyba tylko świętym. To magia chwili; po tak niespodziewanym ciosie naród, z pomocą telewizyjnych spektakli informacyjnych, nie może dojść do siebie. Na trzeźwe myślenie jest jeszcze za wcześnie – trzeba się rozwodzić nad tym, co się stało, aż ktoś powie „dość” i jako pierwszy uczyni krok, aby powrócić do normalności.

Co za ironia losu! Lech Kaczyński – na jego temat mawiano złośliwie, że najlepiej wychodzi mu zarządzanie żałób narodowych, sam teraz jest jednym z tych, za którym Polska płacze. Śmierć tylu wielkich osobistości sama w sobie miażdży. Dorzućmy teraz do tego miejsce, czas i okoliczności katastrofy. Jak prezydent Rosji powiedział: Katyń był miejscem historycznym, a po tej katastrofie stał się miejscem mistycznym. Niesamowity zbieg okoliczności, jak magia jakaś.

Ciekawe, co będzie, gdy ta magia na polskim podwórku przestanie działać. Trudno uwierzyć mi, że będzie lepiej, skoro 5 lat temu, po śmierci Jana Pawła II, złożono tyle deklaracji o pojednaniu i zgodzie i chyba wszystkie przepadły razem magią chwili i zgasły wraz z ostatnimi zniczami.

Nie chcę krakać, ale nie wierzę w to, że przez szacunek dla ofiar katastrofy, skończy się gnój w polityce. Nie wierzę, że największe polityczne buce się zmienią i przestaną srać i tym gównem obrzucać wszystkich i wszystko. Czekać tylko, aż ktoś zacznie domagać się wszczęcia dochodzenia przeciwko mgle i założenia podsłuchów/sprawdzenia powiązań między rządami Polski i Rosji, a Matką Naturą. Bo że był to zamach, spisek, zabójstwo, zbiorowy mord i ludobójstwo, dla wielu jest oczywistością. Więc tylko czekać, aż wezmą i zaczną pieprzyć o tym na prawo i lewo. Szlag mnie trafia.

Magia. W 70 rocznicę zbrodni w Katyniu w tym samym niemal miejscu giną kolejni wielcy narodu polskiego. W kraju panuje żałoba narodowa po śmierci tego, kto najwięcej tych żałób zarządzał. Bronisław Komorowski, faworyt wyborów prezydenckich, bez pomocy urn staje na czele kraju. Lech Wałęsa miał rację mówiąc przed laty, że Lech Kaczyński nie dotrwa do końca swojej kadencji. Tyle niesamowitych zrządzeń losu…

Kiedy czar pryśnie i magia przestanie działać, wrócimy wstrząśnięci, pewnie nie do końca pogodzeni ze stratą tylu osobistości. Gdy żałoba się skończy i odbędzie się ostatni pogrzeb ofiar katastrofy, piekiełko powróci. Znów zapanuje syf, w którym babrać się będą ci sami, którzy w drugi weekend kwietnia 2010 tak pięknie, ze łzami w oczach, się wypowiadali. Niektórzy już nie wytrzymują, ale magia nadal trwa – a przynajmniej obowiązuje.

Z resztą co tu wiele pisać, skoro już chyba wszystko zostało powiedziane. Nic mądrego nie wymyślę, tak jak nie wymyśliłbym w chwili, w której dowiedziałem się o katastrofie, czyli jakieś pół godziny od wydarzenia. W sercu czuję żal. Trudno nie myśleć o rodzinach i bliskich ofiar katastrofy. Szacunek dla Rosjan i wszystkich, którzy okazali Polakom wsparcie po tym przepotężnym ciosie.

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

12 komentarzy

  1. Bardzo… dojrzały wpis. Już coraz mniej wierzę w to, że naprawdę nie można o tym, co się stało nic napisać, że wszystko to już zostało gdzieś powiedziane, czy przez media, czy innego blogera. Bo każdy ma na ten temat swoje zdanie. Każdy patrzy na sprawę pod trochę innym kątem. I każdy ma prawo się wypowiedzieć. Siła blogów. ;)

    Heh, chciałbym kiedyś pisać tak jak Ty, przynajmniej w niektórych kwestiach, bo mój wpis na ten sam temat się do tego co tu jest nie umywa… ;)

  2. Najbardziej bolesna jest śmierć nagła, która zastaje człowieka zupełnie nieprzygotowanym. Tym bardziej śmierć tylu osób naraz. Dla mnie to szok, dla rodzin ofiar wielkie cierpienie …

    W zasadzie sobotnie południe w Krakowie nie wyglądało żałobnie. Słonko przebłyskiwało zza chmur, czasem na dłużej przyjemnie oświetlając miasto, ludzie leniwie snuli się po ulicach, robili zakupy, siedzieli w pubach, dyskutując przy piwku. Jakaś zakochana para obejmowała się czule. Na Starowiślnej zwyczajowo ustawiła się kolejka po najlepsze lody w Krakowie, a na Kazimierzu po zapiekanki. Tylko seanse kinowe odwołano. Jakoś to wszystko do ludzi nie docierało, jakby było zbyt … nieprawdopodobne, by 70 lat po katyńskiej masakrze podobna historia wydarzyła się raz jeszcze, tuż u kresu podróży polskiej delegacji.

    Biorąc pod uwagę historyczne, tragiczne wydarzenie oraz falę negatywnych emocji i politycznych kłótni wokół prawdy o nim, taka katastrofa mogła wydarzyć się tylko tam…Wygląda na to, że energia jest nie tylko w ludziach ale i w miejscach…

  3. @Marcin W: heh… Jedyne, co mogę doradzić, to nie obrzucać go, a raczej mu współczuć. A jak jesteś wierzący, to także się za niego modlić. Jemu to jest potrzebne jak mało komu… ;)
    @przemo: [quote]jakby było zbyt… nieprawdopodobne[/quote]Święte słowa stary, święte słowa… Moja mózgownica nadal nie jest w stanie w to uwierzyć…

  4. No i stało się – wszelkie współczucie dla rodzin ofiar wypadku odczuwane i okazywane na różne sposoby zostało właśnie przyćmione przez awanturę wokół pomysłu pochowania Pary Prezydenckiej na Wawelu. Prawdopodobnie inicjatywa wyszła od Jarosława Kaczyńskiego, a co wywołała to już wszyscy wiemy.
    Do tego jad jaki praktycznie od następnego dnia po wypadku sączy się w Radiu Maryja i TV Trwam jest nieprzeciętny. Mistrzostwa w sugerowaniu co by było gdyby + kto tego chciał + teorie spiskowe itd…
    Co ciekawe tragedia dotknęła bardzo wiele osób oraz ich rodziny, a media zajmują się jedynie Państwem ś.p. Kaczyńskimi i to w sposób tradycyjnie jarmarczny…

  5. @SpeX
    byłem na Rynku oraz w galerii Kazimierz i z tego co zauważyłem kina zareagowały bardzo szybko (karteczki i komunikaty o odwołaniu seansów w mniejszych kinach w centrum oraz w CC)

    A tak w ogóle to, jak pisze Jakub, już pojawił się pierwszy smrodek wokół tej katastrofy. Pochówek na Wawelu. Nie wiem czyj był to pomysł, zapewne wykorzystano tu zbiorowy nastrój żałobny do przeforsowania decyzji ściśle politycznej umacniającej mit Lecha Kaczyńskiego, który niedługo będzie mógł posłużyć PiSowi w kampanii wyborczej. To bardzo przykre, że nawet na kilka dni po tragedii Polacy nie potrafią powstrzymać się od konfliktów tylko forsują decyzje wg. własnego „widzi mi się”, nie szanując zdania innych – i zdrowego rozsądku. Teraz tylko chowanie tam wszystkich prezydentów uratowałoby wizerunek Wawelu. Czynienie takiej wyjątkowości tylko dla jednego z nich z uwagi na tragiczną śmierć jest bardzo szkodliwe.
    Mnie się ta decyzja nie podoba ale nie zamierzam wychodzić na ulicę z transparentami jak wielu, choćby z powodu uszanowania żałoby i pamięci ofiar.

    Ta sytuacja pokazuje tylko jak wciąż od kilku lat głęboko podzielona jest Polska na „PiS + spora część Kościoła Katolickiego” oraz na resztę, która chce świeckiego Państwa bez patetyzmów, dogmatyzmów i innych odchyleń. Czyja jest zasługa w budowaniu tego podziału pominę milczeniem.

  6. Z tego linku do wcześniej podrzuciłem wynika iż pomysł byś małopolskich struktur PiSu.

    Szczerze po woli przychylam się do pochówku na Wawelu, ale tu też jest potrzebny układ z drugiej strony. W sumie jeśli nie będzie tak jak napisał mój znajomy na FB [quote]W sobotę koronacja, w niedzielę pogrzeb, w poniedziałek beatyfikacja, a we wtorek ogłoszenie kandydowania na prezeydenta[/quote]
    Tylko brat ze względu do dobro rodziny, w szczególności matki która ponoć jeszcze nie wie o wypadku odsunie się na bok, to wszystko ucichnie i przejdzie bokiem.

  7. @Marsjaninzmarsa, to żeś mi schlebił, aż zatkało :) Racja, fajnie, jak różni ludzie, którzy na różne sposoby patrzą na to samo, mają możliwość komentowania po swojemu i z tej możliwości korzystają. Ot, siła blogów :)

    @Marcin W, jemu już nie pomoże. Ale to jego problem.

    @Przemo, już w sobotę koło 16 wiele sklepów się zamknęło – mówię, oczywiście, o Krakowie. Po ludziach te emocje pewnie lepiej byłoby widać, gdyby pogoda była ładna, a w taki pochmurny dzień miny zwykle są podobne. Pierwsze flagi z czarną wstążką pojawiły się już koło południa.

Comments are closed.