6

„Kocham Cię, Beth Cooper” i „Miss marca”

Na koniec pracowitego tygodnia obejrzałem sobie dwie tzw. komedie dla młodzieży. To te z gatunku debilnych, obleśnych i miejscami bezdennie głupich, które to przymioty – w zależności od sposobu, w jaki są poukładane – mogą zagrażać życiu poprzez zapowietrzenie wywołane śmiechem lub w drugą stronę: paraliżować zażenowaniem.

Dwie komedie młodzieżowe zaliczyłem: „Kocham Cię, Beth Cooper” i „Miss marca”. Pierwsza z nich miała być lepsza – nieco bardziej wysublimowana, ze smaczniejszym dowcipem i taka prawie do niedzielnego obiadku. Druga zapowiadała się bardziej obleśnie, dlatego też postanowiłem obejrzeć ją jako drugą; pierwsza z gwarancją jakości na pewno nie zepsuje mi filmowej nocki, natomiast druga, w razie niezdatności do oglądania, w każdej chwili może być wyłączona i smród po niej nie zepsuje konsumpcji żadnego innego filmu.

Kocham Cię, Beth Cooper i Miss marca - recenzja

Obejrzałem obydwie komedie i wrażenia takie: pierwsza faktycznie była dobra i nie zawiodła, ale ta druga miała takiego powera, że w paru fragmentach po omacku szukałem spacji, by zatrzymać film i wrócić do jakiej takiej normy. Rządzi! Syfsko, obleśnie i plastikowo, ale szczerze mówię: z taki jajem, że naprawdę nie żałuję! Mało tego: jeszcze mi się gęba śmieje na wspomnienie niektórych gagów z tego filmu i moich nań reakcji :) Niektóre tak głupie, ale tak fajnie zrobione, że po prostu mordowały mnie śmiechem. Może podatny na to byłem przeto, że cały tydzień minął mi pod znakiem przepracowania i potrzebowałem odreagować? Mejbi. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie „Miss marca” porwał mnie i rozbawił do łez.

Kocham Cię, Beth Cooper - recenzja
Kocham Cię, Beth Cooper

Kocham Cię, Beth Cooper – typowa komedia dla amerykańskiej młodzieży szkolnej. Dość grzeczna, dość pomyślana i dość fajnie zrobiona. Dość wyważony dowcip, miejscami z zacięciem familijnym. Trochę woalu, trochę przesady, ale w tych filmach to norma i jako takie oceniam pozytywnie.

Film jest o takim jednym leszczu, który zakochał się w panience z klasy, ale przez lata nie miał odwagi jej tego powiedzieć. W końcu, na zakończeniu szkoły, uległ namowom swojego kumpla i postanowił na rozdaniu dyplomów, przy wszystkich na sali zgromadzonych, wyznać jej, co do niej czuje. I zrobił to! Przy okazji strzelił przemowę, której treść w kilka osób bezpośrednio uderzyła. Obiekt jego uczuć – tytułowa Beth – była w szoku, jej chłopaka krew zalała, innego szkolnego osiłka również trafiło to, co na jego temat koleś powiedział.

Zaraz po uroczystości, przed szkołą Beth do niego podbiła pytając o jego wystąpienia. On coś tam, coś tam bla bla ble ble i w końcu wziął i zaprosił ją na imprezę, którą zdecydował się zrobić w swoim domu. Beth przyjechała z koleżankami i były jedynymi gośćmi zaproszonymi na tę dżampę. Jako nieproszeni wpadli jej chłopak z kumplami, aby dokończyć rozpoczęte przed szkołą, a przerwane przez nauczycielkę, dzieło zniszczenia na leszczyku. Wtedy akcja się na dobre rozkręca i młody przeżywa najbardziej szaloną noc w swoim życiu. Końcówka dość ckliwa i romantyczna.

Miss marca - recenzja
Miss Marca

Miss marca – totalnie debilny film, ale z pierdolnięciem takim, że śmiałem się jeszcze po końcowych napisach. Się znaczy z jajem takim i tak bezpośrednio, że podczas oglądania na drugi plan schodzi prawdopodobieństwo zdarzeń. Dużo, a nawet bardzo dużo humoru sytuacyjnego. Przemyślana fabuła i akcje, co nieczęsto się zdarza w młodzieżowych komediach from juesej.
Jest sobie kolo, którego starszy brat był erotomanem i kiepsko przez to skończył. Gość ma przez to uprzedzenia do seksu i unika go, jak może, choć z pewną laską jest w związku od 2,5 roku i ona chce się wreszcie z nim przespać. Gdy już się typ zdecydował i minuty dzieliły go od zaplanowanego sam na sam z dziewczyną, wydarza się nieszczęśliwy wypadek, w wyniku którego koleś lądu w śpiączce. Po czterech latach wybudza się (z pomocą kumpla), odnajduje ślad swojej ex (z pomocą kumpla), opuszcza szpital (z pomocą kumpla) i wyjeżdża na imprezę do rezydencji Playboya, w której spodziewa się spotkać swoją miłość.

W międzyczasie u jego kumpla, podczas seksu oralnego, dochodzi do pewnego nieprzyjemnego incydentu, w wyniku którego – delikatnie mówiąc – czas ich nagli. Rozpoczyna się jazda: szalone wydarzenia, szalone okoliczności, szalone akcje i szalony humor, a to wszystko skompresowane za pomocą algorytmu, dzięki któremu podczas filmu bawiłem się doskonale. Nie przeszkadzały mi silikonowe laski, nieprawdopodobne wydarzenia i nieprzyzwoicie przewidywalne gagi. Film z jajem i rozbawił mnie do łez, ale nie polecam. Nie polecam, bo nie każdemu musi się podobać – jak ktoś się zdecyduje obejrzeć, to zrobi to na własną odpowiedzialność ;)

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

6 komentarzy

  1. @Marcin, a to ci ciekawostka :) Kabareciarze, to by wiele wyjaśniało.

    @SpeX, też nie przepadam za bezdennie głupimi komediami. Ta jest wyjątkiem, choć po pierwszych 5-10 miałem ochotę wyłączyć i pójść spać ;) Cóż, wyjątek potwierdzający regułę, choć może nie taki znowu głupi. Na pewno z jajem i na pewno przemyślany.

  2. Po przeczytaniu Twojego wpisu obejrzałem „Miss Marca” – było parę fajnych momentów, ale IMHO szkoda tracić 1,5h na oglądanie tego filmu. Nie wiem, może „Beth Cooper” bardziej wstrzeliłoby się w moje gusta.

  3. To jest niesamowite, że filmy należące do sektora komedii dla młodzieży mają zawsze bardzo podobne w klimacie plakaty. Nawet tak spójna grupa jak science-fiction potrafi mnie niejednokrotnie bardzo zaskoczyć, a tu mamy zawsze ten sam styl :).
    Opisywanych filmów niestety nie widziałem, ale tradycyjnie po Twojej zachęcie spróbuję je obejrzeć…

  4. No i obejrzałem ten drugi film. „Beth Cooper” jest taka sobie. Do tego „taki jeden leszcz” (aktor grający główną rolę) ma okropną twarz.

Comments are closed.