10

Fatso – norweska komedia niskomłodzieżowa

Fatso
Fatso

Wrażeniami z oglądania tego filmu najlepiej byłoby się w ogóle nie dzielić. Potrójne dno i kilometr mułu, żenada totalna i chujnia do nieskończoności. To nie komedia. To depresyjny dramat dla obleśnych kretynów. Maksymalnie gówniana produkcja i totalna padaka, o której piszę tylko dlatego, aby ostrzec! Ostrzegam przed oglądaniem tego filmu! Wiele kinowego dziadostwa widziałem, ale nie potrafię sobie przypomnieć gorszego. Odszkodowania powinni płacić każdemu, kto nie spał i do końcowych napisów dotrwał.

Zamiast półtoragodzinnego seansu lepiej zapętlić sobie reklamę podpasek, oglądać ją tyle samo, ile trwa „Fatso” i przez cały czas rozkminiać o zastosowaniu tychże. Wyjdzie na to samo, a przynajmniej w środkowoeuropejskim guście. Osoba, która mi ten film poleciła ma niebywałe szczęście, bo zrobiła to tak dawno temu, że zdążyłem zapomnieć, kim ona była. Dzięki temu ktoś uniknął wybuchu złości maksymalnie rozczarowanego mnie. Ów ktoś zmarnował mój czas i nerwy.

Bardziej frustrującego filmu od „Fatso” nie jestem w stanie wskazać. Przykro mi, że ten film obejrzałem: miała być komedia, dość lekka i w sam raz na nudę, ale ten komentarz, to chyba jednak został podpieprzony innemu filmowi. Potrójne dno i kilometr mułu!

Jednak nie byłbym sobą, gdybym nawet w takiej miernocie, w takiej krotnie żenującej padace, nie próbował doszukać się pozytywów. Waga plusów tego filmu może świadczyć o jego poziomie.

Fatso - Malin
Malin (Josefin Ljungman – KLIK)

Pozytyw pierwszy: uroda aktorów
Typ urody Skandynawów może się podobać, lub nie, ale nie można odmówić mu charakterystyczności. Jasna cera, jasne oczy i jasne włosy to chyba najłatwiejsze do określenia cechy mieszkańców tej części naszego kontynentu. Niektórzy jednak mają cholernie specyficzne rysy twarzy, np. kasjer i kasjerka z marketu, czy też odtwórczyni głównej roli żeńskiej (Josefin Ljungman jako Malin) – kształt jej oczu zaiste oryginalny.

Pozytyw drugi: Norwegii smak
Nie trzeba z domu się ruszać i po necie grzebać, by poczuć delikatny, ale za to prawdziwy smak Norwegii. Film „Fatso” z napisami = końska dawka norweskiego szwergiolotania. A do tego krajobrazy przeciętnego, norweskiego miasteczka – mam tu na myśli cholernie fajną ichniejszą architekturę – i można zapragnąć poznać Norwegię z bliska. Osiedle, podwórka kamienic i ryneczek (bądź placyk) jakiegoś miasta – super!

Pozytyw trzeci: można pokochać amerykańskie komedie dla debili
Poziom „Fatso” jest tak depresyjny, że nawet najbardziej żygliwa, niskobudżetowa komedia dla amerykańskiej młodzieży może stać się obiektem tęsknoty.Moja opinia o „Fatso”?
Na miłość boską, nie oglądajcie tego! Brak cenzuralnych słów, by w pełni oddać tragiczny poziom tego filmu, a gdybym jego recenzję popełnić miał za pomocą najbardziej nawet wyszukanych wulgaryzmów, to po litanii tychże padłbym z wycieńczenia i z uczuciem totalnej pustki wewnętrznej. Można się czepić wszystkiego, ale do dziwki nędzy: kto sklasyfikował ten film jako komedię?

To nie jest żadna komedia! To jest obleśny dramat dla seksualnych emo, podczas którego przez moją twarz nie przebiegł nawet najmniejszy cień uśmiechu! Kompletna pustka, nie licząc rosnącego zażenowania. Ani ładna buzia Malin, ani uroda jej koleżanek, ani gołe dupy i cycki, ani drops o smaku Norwegii nie są w stanie zrekompensować mi negatywnych odczuć, jakie pałaszują moje wnętrze. I do tego te zboczone wstawki rysunkowe…

O czym jest film „Fatso”?
„Fatso” to historia trzydziestoletniego prawiczka z nadwagą, którego dotychczasowe życie seksualne ograniczało się do masturbacji. W odkrywaniu nowych horyzontów nie pomagał mu (a wręcz przeciwnie) jego afrokolega z wąsem i wybujałą, erotyczną fantazją przekładaną na przechwałki. Gruby mieszka sam w domu po babci, zarabia na tłumaczeniu na norweski instrukcji niemieckich narzędzi, a swoje emocje spisuje w formie komiksu: wymyślił sobie paru bohaterów, znalazł postać dla siebie samego i swoje przeżycia zawiera w nowych historyjkach.

Rino (Nils Jørgen Kaalstad – KLIK)

Onanizuje się i obżera, erotycznie fantazjuje i ogólnie psychicznie kiepskie wrażenie sprawia. Pewnego dnia jego ojciec obwieszcza mu, że razem z nim zamieszka młoda Szwedka. To oznacza przewrót w życiu Rino! Kobieta pod dachem, damskie kosmetyki w łazience, damska bielizna w pokoju za ścianą, ona z kochankiem i jej koleżanki. Gruby postanawia się troche ucywilizować i otworzyć na kobiety, nabiera jakiejś pewności siebie i czegoś, co ogładą towarzyską nazwać można, ale do seksu to wciąż za mało.

Później imprezki, rozstania, randki, kłótnie, burdel, samokastracja i nawet nie pamiętam, jak to się wszystko skończyło. Znaczy się: nie pamiętam, jakim wydarzeniem zakończyła się filmowa historia Rino, bo ostatnią scenkę filmu pamiętam: w miasteczku idzie sobie On przez placyk z fontanną, ławeczkami i starymi drzewami, a za nim gołe dupy jakby z niemym „przepraszamy za tę bezdenną, póltoragodzinną chujnię” adresowanym do pryszczatych nastolatków, którym ten widok zrekompensuje wszystkie niedoskonałości „Fatso”. Wszystkie niedoskonałości, czyli właściwie każdą scenę tego filmu.

Nie polecam!
Zdecydowanie odradzam ten film – naprawdę szkoda czasu i dobrego samopoczucia. No, chyba, że ktoś jest hardkorowym, mentalnym masochistą i lubi zadawać sobie psychiczny ból, to… gorąco polecam ;)

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

10 komentarzy

  1. Mimo druzgocącej recenzji oglądnę sobie ten. Chyba dałem się podpuścić ostatnim zdaniem tej recenzji he he :D Każdemu można wjechać na ambicję :D

    Poresztą zaintrygowałeś mnie pisząc o urodzie skandynawek (Malin jest przeurocza) i dlatego zdecydowałem, że ten film obejrzę jak i pozostałe z nią :D

  2. Oglądałem, ale widziałem gorsze, choć może nie komedie. A gdzie te czasy w których kręcono np. Gang Olsena (wiem, wiem to film duński,a nie film norweski czy fiński, ale to tylko przykład).

  3. Krótko mówiąc (w imieniu mojej Pan i swoim) namówiłeś nas! Za kilka dni napiszemy też recenzję :)

  4. oglądalem zdaje się na wakacjach ten film i też żałowałem straconego czasu. Bardzo kiepski film i ani w najmniejszym stopniu nieśmieszny aż się nie chciało wierzyć że to komedia.

    A co do aktorki „Josefin Ljungman” to urody niejedna dziewczyna może jej pozazdrościć. W tym filmie to pikuś, ale jak ktoś jest zainteresowany to niech sobie w wyszukiwarce obrazków Google wpisze Josefin Ljungman ;]

  5. @Kalli, widać, efekt osiągnąłem odwrotny od zamierzonego ;)

    @Mariusz, trzeba by się przyjrzeć bliżej skandynawskiemu kinu, czy ono takie jest, a Gang Olsena to ewenement, czy takim odosobnionym przypadkiem jest Fatso.

    @Jakub Milczarek, cóż, pozostaje życzyć miłego seansu ;)

    @Buszek, dziewczyny mają to do siebie, że jakie by nie były, to zawsze innej będą czegoś zazdrościć ;)

  6. Wiesz co? Tym sposobem zachęciłeś do tego, aby sprawdzić, czy to aż tak wielkie G ;).

    Podobne wrażenia miałem po filmie American Pie 7

  7. buszek chyba sie w niej zakochalem :D przesliczna dziewczyna!!! film oczywiscie obejrze, bo moze z taka aktorka nie bedzie taki zly :P:D

  8. @Yagbu, gdy już obejrzysz, podzielisz się wrażeniami? ;)

    @Bonzo, każda motywacja jest dobra, jeśli jest skuteczna :)

  9. niby negatywny tekst ale i tak kusi mnie żeby film obejrzeć ;p choćby dlatego że sprawdzić jak wygląda w „realu” ta blondyna bo to może być ciekawe :D

Comments are closed.