Telefon / Phone Booth - thriller doskonały

Telefon / Phone Booth - thriller doskonały

Długo o filmach nie pisałem: ostatni wpis – recenzja – datowany jest na 13 maja, a więc na ponad pół roku temu. Powód błahy: nie było czasu na taśmowe konsumowanie filmów, a kiedy już zdarzyło się jakiś obejrzeć, to nie było kiedy o tym napisać. Hm, może gdyby któraś z obejrzanych kinowych produkcji była dziełem ponadprzeciętnym i wartym obgadania na forum publicznym, to i czas na skrobnięcie chociaż kilku słów na jego temat pewnie by się znalazł.

Thrillery – za filmami tego gatunku przepadam najbardziej. Lubię napięcie i lubię się wczuć w akcję, a trudno o bardziej rzeczywiste oddanie świata, jakie ma miejsce w thrillerze. Horrory i sensacja, to bajki do kwadratu, za którymi już nie przepadam. Teraz najchętniej sięgam po dreszczowce i po dramaty, które z definicji gatunku winny być jak najmniej odcięte od świata normalnego.

Telefon - Phone Booth - recenzja filmu
Telefon / Phone Booth

Po półrocznej posusze w filmów oglądaniu przyszedł czas na przerwanie tego postu i obejrzenie czegoś z jajem. Polecono mi „Telefon”, więc posłuchałem. Przed obejrzeniem filmu jeszcze zapytałem brata, czy ten film oglądał, na co on, z miną wyrażającą najwyższe uznanie, tylko pokiwał głową. Ucieszyłem się, bo brader doskonale zna mój filmowy gust :)

Początek jak początek: średnio nijaki, ale też nie trwał zbyt długo. Zresztą sam film musiałby być chyba trylogią, aby jako całość pod względem czasu trwania móc się równać z jedną częścią „Piratów z Karaibów” :) „Telefon” trwa godzinę z maleńkim haczykiem, czyli przynajmniej o kilkanaście minut krócej od przeciętnych produkcji.

Film „Telefon” opowiada o pewnym pijarowcu – takim cwanym skurczybyku o imieniu Stu, który sprawnie żonglując różnymi obietnicami odnoszącymi się do pomyślnego rozwoju kariery, zagania laski do hotelu, bym tam… się z nimi spotkać :) Gość ma żonkę, więc kombinuje jak może, aby nie dowiedziała się o nieoficjalnych aspektach jego pracy. Do aktualnie maglowanego lachona wydzwania z telefonicznej budki. Posiada on sumienie, dla którego spokoju, na czas skokobocznych pogawędek, zdejmuje z palca ślubną obrączkę.

Pewnego dnia dzwoni do tej lewej laski: robi to o tej samej, co zwykle porze i tyrka z budki – jak zwykle. Niechaj bilingi groźne mu nie będą. I tego owego dnia pod budkę telefoniczną podbija do niego facet z pizzą dlań zamówioną: żarło opłacone i nic, tylko wziąć je i zjeść. Ten jednak nie zamierza się skusić i dostawcę razem z tą pizzą wysyła do wszystkich diabłów.

Nieoczekiwanie ktoś do budki dzwoni. Gościu odbiera i zaczyna się jazda: jego rozmówcą jest oszołom, który trzyma go w tej budce na laserowym celowniku i nie waha się strzelać. Snajper wczuwa się w rolę sumienia w wersji prawej i sprawiedliwej i terroryzując faceta w budce, robi mu jazdy o jego niewierność wobec żony i o zakłamanie wobec wszystkich innych ludzi i całego świata.Okazuje się, że uwięzienie i nawracanie typa w budce jest akcją zaplanowaną, a celem nie jest nawrócenie grzesznika. Przy okazji ginie ktoś, kto w planach raczej uwzględniony nie był. Zjawia się policja i o morderstwo podejrzanym jest facet w budce – bo dziwki nie odróżniają glocka od Motoroli Fałki. Na miejsce przybywają również wozy transmisyjne kilku telewizyjnych stacji informacyjnych, wokół rośnie liczba gapiów, a do tego wszystkiego pojawia się żona i „ta druga”.

W budkę telefoniczną, w której więziony i terroryzowany jest bawidamek, wycelowane są dziesiątki karabinów policyjnych snajperów, gotowych strzelać w każdej chwili. W budkę celuje również szalony pan ludzkie sumienie, który gotów jest zabić każdego, kto spróbuje zakłócić jego plan oczyszczenia duszy pijarowca. Kto strzeli pierwszy? Policja, snajper-terrorysta, czy może sam uwięziony?

Film „Telefon” jest thrillerem pełną gębą! Jak transformator buduje napięcie i trzyma w nim do samego końca. „Telefon” jest doskonałym przykładem świetnego filmu stworzonego ze stosunkowo niewielkim rozmachem: kilku aktorów, trochę statystów, jedna ulica i telefoniczna budka, a całość wsysa i miętosi przez kilkadziesiąt minut bez przerwy. Bardzo polecam!

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • email

3
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
John Cooper
Gość
John Cooper

Go można oglądać non stop.
I za każdym razem wywołuje te same emocje!

elgo
Gość

Na początku czytając ten wpis myślałem, że to taki wstęp aby zachęcić czytelnika do czytania DLACZEGO podoba Ci się ten film?! Bo dla mnie to TOTALNA porażka – ten film oczywiście. Jestem pełen uznania, że można napisać tyle o tym filmie ;-) Według przysłowia o gustach się nie dyskutuję – więc nie zamierzam tego robić. Sam mam kilka filmów, które bardzo lubię – fajnie jest obejrzeć COŚ co potrafi nas “pobudzić” – życzę więcej takich pozycji w Twojej filmotece.

szuman
Gość

@Elgo, no właśnie – kwestia gustu i jeszcze czegoś, co roboczo nazywam podatność na wkręcanie się ;)

mógłbyś coś polecić? Jestem głodny dobrych thrillerów :)