19

Czy Google szpieguje?

W swoich napadach manii prześladowczej mocno podejrzewam Google o szpiegostwo i na tym stwierdzeniu mógłbym zakończyć temat. Jednak, pomiędzy napadami chorobliwej podejrzliwości, na pierwszy plan wysuwają się poparte faktami argumenty, które ani trochę nie pomogą mi się z mojej manii wyleczyć – a wręcz przeciwnie: sprzyjają jej rozwojowi.

Czuję się osaczony i inwigilowany.

Się znaczy czułem się kiedyś, bo dziś jest już trochę lepiej. Wiele razy łapałem się na tym, że w zetknięciu z różnymi usługami Google najzwyczajniej w świecie drżałem o swoją prywatność. Piszę serio. Zaczarowany korzyściami płynącymi z korzystania z googlowskiej darmochy, jak skuszona przez węża Ewa, już prawie wgryzałem się w to jabłko, ale w ostatniej chwili zapalała się w głowie czerwona lampka „nie bądź frajer”.

Pamiętam moje spotkanie z bocznym paskiem na pulpit a’la Vista. Było kilka takich gadżetów dla XP, z czego jeden albo pochodził od Googla, albo tylko sygnowany był tą marką ze względu na rodowód zaimplementowanego weń mechanizmu wyszukiwania. Jedną z funkcji owego paska było super przeszukiwanie dysku oparte na super metodzie indeksowania zawartości tegoż. Z paska pachnącego Googlem zrezygnowałem, choć był zdecydowanie mniej zasobożerny od konkurencyjnych ficzerów.

Google Chrome też mi się nie spodobał. Podczas instalacji ssał z zewnątrz jak szalony, wrzucał jakieś updatery, których z autostartu nie dało się wywalić metodami skutecznymi w przypadku innych samowstawaczy (jak np. szybkie uruchamianie OO, szybki odpał AdobeReader’a, aktualizacje Javy od Suna itp.). Chrome wpakowało mi swój upierdliwy moduł aktualizacji i przez tę jego upierdliwość właśnie zacząłem się zastanawiać nad tym, co on tak naprawdę aktualizuje i w którą stronę: czy aktualizuje przeglądarkę u mnie, czy wiedzę o mnie u Google’a.

Najbardziej straszna jest mi Picassa – ta darmowa wspaniałość, którą trza na dysku zainstalować. To coś spędza mi sen z powiek – poziom podejrzeń wysoce krytyczny. Bardzo rozbudowane, jak na dzieło Google, narzędzie nie wyświetlające reklam i:

  • nie pozwala na indeksację jednego wybranego folderu, ale cały „Moje obrazy” lub zgoła calutki dysk
  • zamknięty kod, a wersja dla Linuxa działa dzięki Wine
  • dlaczego korzystanie z internetowych galerii Picassa Web Album uzależnione jest od zainstalowania Picassy na dysku? Czy tak ciężko guglowi zrobić prosty uploader z poziomu przeglądarki? Webowe pakiety biurowe robią, a tego nie potrafią? No dziwne.

Pierwszy i trzeci argument najbardziej mnie niepokoją. Pomijając domniemania, a skupiając się na suchych faktach można opisać to tak: aby móc publikować swoje zdjęcia w internecie, należy zainstalować zamkniętą aplikację i pozwolić jej na indeksację dużego kawałka dysku. Twórcą usługi jest firma, w której interesie jest wiedzieć jak najwięcej o internautach. Po pierwsze: sprzedaż reklam – w tym biznesie im precyzyjniejsze informacje o targecie, tym lepiej. A po drugie: ciągłe tworzenie nowych, darmowych cudów – im więcej informacji o przyzwyczajeniach, sposobie zarządzania zawartością dysków itd. tym lepiej.

W Niemczech ostatnio zapachniało sporą zadymą wywołaną przeciwko Google i jego usłudze monitorowania internetowego ruchu Google Analytics. System statystyk od Google’a jest bardzo bogaty w funkcje i przez to piekielnie darmowy. Nie wyświetla reklam, dlatego źródeł korzyści dla jego twórców należy wypatrywać gdzie indziej. Gdzie? Może Niemcom uda się opowiedzieć na to pytanie. Mnie to w sumie średnio rusza, bo z Google Analytics już jakiś czas temu zrezygnowałem na rzecz systemu Piwik.

Bardzo dużo prezentów Google rozdaje. Nie wydaję się Wam to dziwne?

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email

19 komentarzy

  1. „dlaczego korzystanie z internetowych galerii Picassa Web Album uzależnione jest od zainstalowania Picassy na dysku? Czy tak ciężko guglowi zrobić prosty uploader z poziomu przeglądarki?”

    bardzo dobre pytanie. W Gmailu można hurtem pliki wysyłać, czyli potrafią. Musi być jakiś powodów, dla którego nie ma funkcji wygrywania zdjęć bezpośrednio przez przeglądarkę.

    Bardzo to wszystko dziwne…

  2. Ale w Picassie można ustawić iż indeksowało tylko wybrane katalogi. U mnie np nie pobiera nic z Moich Dokumentów, tylko z D gdzie mam zdjęcia.

    A co do Chrome, to spotkałem się z dość radykalną opinią iż jednak Chrome nasz szpieguje, i autor jej zablokował temu też dostęp Chroma do jego strony. Ew polecał instalację alternatywnej wersji Chrome pozbawionej szpiega.

  3. @SpeX, i możesz sobie wybrać nawet głęboko zakopany folder z dowolnego dysku? Np:

    D:\Zdjęcia\Imieniny cioci\kotek\głupie miny kotka\z zezem\sepia\małe

    ?

    Bo z tego co pamiętam, to za każdą instalacją mogłem wybrać albo Moje obrazy, albo cały dysk (chyba jeszcze była opcja Pulpit + Moje obrazy). Ostatnim razem swój Picassa Web Albums aktualizowałem ze świeżo postawionego tylko do tego celu Linuksa ;)

  4. Witaj! Ja akurat jestem googleholikiem :) jak to mówi moja kobieta ale oczywiście mam świadomość zagrożeń i szpiegowania. Ale po kolei:
    *Chrome (używam) – oczywiście mnie szpieguje, to znaczy strony gdzie wchodzę, jak długo itd ale jakoś mnie to nie rusza, bo nie łamię prawa więc mi to wisi… Co do update’ra to rzeczywiście trudno się go usuwa:)
    *Picasa (używam) – po pierwsze tak jak przedmówcy pisali można ograniczyć indeksowanie do jednego katalogu i co więcej możliwy jest upload plików do galerii już istniejących albo nowo tworzonych przez stronę (bez programu)
    *Gmail (używam) – świetna funkcjonalność, tylko może trochę dziwne uczucie kiedy widzę obok reklamy oparte na treści moich listów. Ale znów tak jak w Chrome – jest to szpiegowanie w pewnym sensie w zamkniętym obiegu…
    *Google Analytics (używam)- nie muszą mieć reklam bo przecież o to właśnie Googlowi chodzi, żebyśmy my jeszcze pomagali zbierać im statystyki ruchu w sieci.. co więcej z GA zintegrowane są przecież Adwords…
    *Google Desktop – tego nie używam i nigdy bym nie włączył bo indeksowanie zawartości mojego dysku jest już przesadą i tutaj nie ma uzasadnienia takiego jak uczenie się preferencji użytkownika, jego działania w sieci itd. tu jest już przesada…

  5. @szuman A jak rozliczasz się z AdSense? Bo to jest podobno kontrowersyjny temat z racji różnych interpretacji naszych kochanych skarbówek?

  6. @Jakub Milczarek, zdradźcie mi, w którym miejscu można w Picassie wskazać konkretny folder, bo bez tej wiedzy nie mam zbytniej ochoty, by zainstalować to :)

    @Mariusz, pytałem o to w skarbowym: nad odpowiedzią myślały dwie urzędnicze głowy, które nie za bardzo wiedziały, jak ten temat ugryźć :) Szukały analogii z wynajmowaniem ścian pod bilboardy, kombinowały z ogłoszeniami w gazecie, aż wreszcie poradzili, żeby najzwyczajniej w świecie nie tytułować zaliczki, tylko wpłacić w kasie ile trzeba, a jako źródło dochodu podać „inne”. Faktem jest, że w różnych urzędach różnie AdSense klasyfikują.

  7. File -> Add Folder to Picasa…
    i potem masz coś na kształt eksploratora i wybierasz katalogi do indeksowania ustawiając dla nich jeden z trzech parametrów:
    – Scan Once
    – Remove from Picasa
    – Scan Always
    W polskiej wersji jest zapewne podobnie ale ja używam angielskiej bo szybciej pojawiają sie aktualizacje i nie mam w tej wersji problemu z jedną funkcją (wyostrzanie) w odróżniu do polskiej.

  8. a bo to tylko Google nas szpieguje? myśle, że dla własnego spokoju lepiej nawet nie wiedzieć kto nas jeszcze szpieguje :P

  9. A mnie tam to nie rusza. Powiem więcej – wręcz chcę, żeby wujek G jak najwięcej wiedział o mnie. Powód jest prosty – bardziej dopasowane reklamy to korzyść dla reklamodawcy, wujka, bo ma z tego (sporą) prowizję i… dla mnie. I nie wierzę, że tylko ja się wkurzam, kiedy zobaczę w internecie reklamy podpasek czy pisma dla pań. I to nawet w gadu-gadu, które przecież ma całkiem sporą wiedzę o mnie dzięki profilowi publicznemu…
    Ja korzystam z Gmaila, bo jest szybki, ma obsługę jabbera i jest super-wygodny. Picasy, bo to najwygodniejsze jak dla mnie narzędzie do przeglądania i zarządzania swoimi fotografiami, a przy okazji mogę je jednym kliknięciem wysłać do web album. Z Gtalk, bo mam jid taki sam jak email. Z analytics, bo są wygodne i w miarę dokładne, mają dużo funkcji i łatwą integrację z wp dzięki wielkiej ilości poradników i wtyczek. Z chrome, ale tylko do szybkiego sprawdzania poczty czy pogody – bo się szybko ładuje, i na tym w zasadzie kończą się jego zalety – na moim komputerze chodzi wolniej i zużywa więcej ramu niż Fx. Z kalendarza, bo są przypomnienia na sms. Z readera – wygoda, funkcjonalność i dostępność w każdym miejscu na ziemi. Z desktopa nie korzystam – z vistą, a potem seven to wszystko mam w standardzie – nawet wyszukiwanie według testów jest dużo sprawniejsze.

    A, i Google naprawdę ma jak zarabiać na picasie – po pierwsze – dodatkowa pojemność konta – 1GB szybko się kończy. Jest też opcja zamawiania odbitek, pewnie też nie dodali jej za darmo…

  10. @Jakub Milczarek ja w ogóle nie zauważam reklam w Gmailu i nie mam dziwnego uczucia, że Google przegląda moje maile. Robi to bot, a z resztą ciężko sobie wyobrazić żeby każdego maila czytali w jakims celu szpiegowania :> Nie wiem jak inne usługi bo tylko z Gmaila korzystam…

  11. @Jakub Milczarek, dzięki :)

    @Maurycy, najprawdopodobniej tylko sami siebie nie szpiegujemy ;)

    @SpeX, dzięki za screena

    @marsjaninzmarsa, fajnie masz, że Ciebie nie rusza, bo mnie jednak szlag trafia na myśl, że ktoś może próbować mnie szpiegować. Zbieranie informacji w granicach, na które ja się godzę, to inna sprawa, bo ja mam na myśli szpiegowanie, czyli grzebanie tam, gdzie ja sobie nie życzę.

    @Arek, to jednak są w Gmailu reklamy? ;)

  12. @Arek – ja wiem, że to tylko automat! Tylko zawsze się zastanawiam czy dane używane są jednorazowo na rzecz tych reklam, czy są też chociażby nawet wybiórczo ale jednak magazynowane na później…

  13. Witam.

    Ten artykuł chyba jest dość przesadzony. Fakt iż Google nas szpieguje nie jest chyba obcy ale czy Google udostępnia nasze dane osobom trzecim?
    Czy ktoś już został oszukany przez wuja G?
    Czy Google okradło komuś dom?
    Czy nasz wujek Google zaszkodził komuś?3
    Co do ostatniego pytania to pewnie znajdzie się kilka osób ale zapewne żadna z nich nie poniosła strat materialnych.
    Moim zdaniem takie posunięcie Google jest zupełnie na miejscu. Któż z Was odwiedzając sporo stron motoryzacyjnych chciałby oglądać wielkie reklamy kosmetyków?
    Naturalnie wszystko co publikujemy w aplikacjach Google jest analizowany przez ich programy ale po to żeby np. jak chcemy odszukać wśród 800 wiadomości email jedną to nie poświęcamy na to kilku godzin tylko wpisujemy tyle ile pamiętamy i mamy no i dodatkowo w poszukiwaniu słów kluczowych dostosowujących się do aplikacji Google.

    Dobra, nie zajmuję już miejsca :)

    pozdrawiam,
    Łukasz

Comments are closed.