Pod Pretekstem – Na studenckiej diecie

Poniedziałek, późny wieczór. Chwil kilka wcześniej wróciłem do domu mocno zmęczony (rzekłbym: wyjebany, jak koń po westernie). Z naprędce zorganizowaną kolacją siadłem do kompa. Dzwoni telefon – odbieram nie patrząc na wyświetlacz – Helios na linii z informacją, że ich płyta właśnie ujrzała światło dzienne. No przecież! W zeszłym tygodniu mówił, że to w ten poniedziałek. Zapomniałem…

Helios i Faust aka. Anonim, to dwóch braci (nie rodzonych) z Wudeka Watahy tworzących własny skład: Pod Pretekstem. W końcu ogarnęli materiał płytowy i oficjalnie go wydali. Tyle czasu im to zajęło, że zdążyłem zapomnieć, że jestem na jednym z traków – pt. „Zostałem” (o emigracji) :)

Na tracklistę „Na studenckiej diecie” składa się 17 kawałków, z których kilka już wcześniej znałem; a to z przecieków, a to za sprawą grania ich na koncertach, a to w końcu dlatego, że na jednym z nich osobiście jestem. O ile moje info jest dobre, to wszystkie kawałki powstały na bitach Heliosa.

Pod Pretekstem - Na studenckiej diecie
Kliknij na obrazek, a przejdziesz na oficjalną stronę składu Pod Pretekstem, skąd ściągniesz płytę „Na studenckiej diecie” :) Miłego słuchania :)

Pasowałoby jakąś recenzję popełnić ale… Obiektywne pisanie, to wielkie tu wyzwanie: po pierwsze płyta ziomków po majku z Wudeka Rodziny, a po drugie na tym blogu obiektywizm ma szansę zaistnieć tylko wtedy, gdy jestem chory/lunatykuję/bije mi w dekiel/nie mam o czym pisać/świat się kończy :) Obiektywnie, to mogę skomentować uniwersalnie: przeciętny, podziemny materiał.

Subiektywnie? Z przyjemnością! Cieszy mnie megazajemasakrycznie fakt, że Helios z Anonimem nie ulegają obecnym trendom i nie moczą swoich kończyn w wszechobecnym (bo wszechłatwym) bragga, nie jadą tematów z dupy wziętych, ale nawijają tak, jak ja to uwielbiam: prosto, szczerze i od serca z dedykowaną wyjebką na tych z dupy raperów z internetowych forów. Aż im zazdroszczę, że w tych czasach mają czas, chęci i wenę robić taki rap. Tematy wartościowe i teksty z przekazem. Respekt panowie!

Chyba tyle na temat płyty… Nie wsłuchiwałem się dokładnie w oficjalne traki; zmęczenie skutecznie zakłóca odbiór, poza tym część z nich słyszałem wcześniej. Na oficjalnym albumie słyszę na wokalach więcej kompresora i w niektórych trakach po uszach gryzą mnie minimalnie zbyt głośne wokale – choć to jest akurat subiektywna uwaga (taki mam odsłuch). Technicznie jest przeciętnie, niektóre traki pod tym względem różni przepaść (np. „Wojna” brzmi np. kozacko, a jakiś tam inny kawałek wydaje się być z nieco starszej epoki – nie sprawdziłem tytułu, gdy leciał). Ogólnie słychać, że materiał kompletowany był długo, płyta też chwilę powstawała. Szkoda, że nie ma więcej fituringów i skreczy, ale lepsze to, co jest, niż nic :) Gratki i dzięki za płytę! Widzimy się niedługo i wtedy dokładniej omówimy kwestię :)

Podziel się tym wpisem na:
  • Facebook
  • Wykop
  • Śledzik
  • Twitter
  • Blip
  • Gadu-Gadu Live
  • Flaker
  • email